poniedziałek, 30 września 2013

Ambulanse...

Ostatnio zauważyłam dziwną prawidłowość.
Liczba karetek na sygnale wzrasta w godzinach szczytu. 
Mieszkam w centrum miasta i hałas przeszkadza mi strasznie. Mimo naprawdę szczelnych okien, szum z ulicy jest mocno uciążliwy. Spanie przy otwartym oknie jest niemożliwe. A do tego wszystkie te jeździdła na sygnale.
Ale o dziwo one się uaktywniają w konkretnych godzinach, czyli w godzinach, kiedy jest największy ruch.
Czy w tych godzinach zdarza się więcej wypadków, zasłabnięć czy zawałów. Nie. Moim zdaniem kierowcom nie chce się stać w korkach. I jedzie takie i wyje, a miasto się jeszcze bardziej korkuje, bo kierowcy zjeżdżają gdzie popadnie tworząc straszny zamęt. Jedzie i wyje a mi w domu głowa pęka, dziecko mi się budzi i płacze.
Mało było przypadków wożenia dzieci do szkoły karetką albo jeżdżenia na zakupy. Mój osobisty małżonek widział jak do karetki ładowano dywan. A, że te wszystkie akcje odbywają się w godzinach pracy, to trzeba szybko, a jak szybko, to na sygnale. Nie mówię tu o bojkotowaniu karetek, bo tego nie można robić, ale z czystej ciekawości chciałabym wiedzieć ile tych wyjców jedzie na sygnale z powodu uzasadnionego, a ile z prywaty.
A druga rzecz. W nocy. Po co jechać po pustych ulicach i wyć na całe miasto. Przed skrzyżowaniami, ok. Ale na prostej, pustej drodze? Po co jeszcze bardziej hałasować w już i tak głośnym mieście.

źródło

7 komentarzy:

  1. Nominowałam Cię do Liebster Blog Award, zapraszam :) http://matkabrowar.blogspot.com/2013/09/matka-nominowana.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej! Na użycie sygnałów świetlnych i dźwiękowych karetka musi mieć pozwolenie od góry. Tak samo, w zależności, do czego jadą, są różne kody, czyli różne sygnały, dlatego muszą trąbić czasem w nocy. Bardzo często jest tak, w centrum głównie (o Wawie piszę), że jest wyjazd za wyjazdem, non stop kilka godzin, ale to dlatego, że ludzie wzywają karetkę, często do bzdetów i najczęściej przed pracą i po :) Współczuję tych hałasów, wydaje mi się, że ciężko mieszkać w centrum miasta z różnych względów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak byłam na studiach mieszkanie w centrum miało same zalety. Teraz już mnie zaczyna męczyć. Oj, trzeba pomyśleć o jakiś zmianach.

      Usuń
  3. Mieszkałam całe życie z oknami na szpital, teraz mieszkam 10 minut na piechotę. Przyzwyczaiłam się. Poza tym gorsze są wozy strażackie. BTW jakbyś miała chore dziecko i czekała na karetkę, to byś miała inne zdanie na ten temat. W godzinach szczytu jest ruch i trzeba rozpędzać towarzystwo. BTW karetki nie jeżdżą tylko do chorych. Wożą np. krew do szpitala. Mnie taka krew wieziona karetką uratowała życie, bo okazało się podczas operacji (cc), że tu krwotok a w szpitalu nie mają ani kropli 0 RH+. Przywieźli dopiero po dwóch godzinach, ale przywieźli.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie neguję karetek pogotowia, ale zdaję sobie sprawę z tego, że jak wiele innych przywilejów, tak i przywilej pierwszeństwa przejazdu bywa wykorzystywany nie w celu, do jakiego jest przeznaczony. Mieszkam pomiędzy bazą karetek, policją, strażą pożarną i biurem ochrony, do tego w samym centrum. Posta pisałam w przypływie złości na te wszystkie hałasy, które codziennie nam towarzyszą.

    OdpowiedzUsuń