czwartek, 19 września 2013

Szczepienie...

Służba zdrowia doprowadza mnie do szału.

Ponieważ w czasach przed Borsuczkowych korzystałam w większości z prywatnej opieki medycznej, to teraz nastąpił twardy kontakt z rzeczywistością. Wcale mi się to nie podoba.

Jeszcze jak chodzi o mnie lub o Małżonka, to pal sześć, ale jak chodzi o Malucha, to mam ochotę płacić komukolwiek, żeby było lepiej. Wszystkie te nieudane pielęgniarki, tylko patrzą z politowaniem, że jak to, nie żal mi pieniędzy? A nie żal, bo jak mam czekać pół roku na USG bioderek, to ja to mam gdzieś, za 100 złotych mam je zrobione już.

Dziś byliśmy na szczepieniu. Po pierwsze oczekaliśmy się z malutkim dzieckiem godzinę. Po drugie, przyjęła nas jakaś obca kobieta, bo nasza pani doktor ma dwa miesiące urlopu. Po trzecie, pani spojrzała na Małego raz i już ma na jego temat opinię.

Maluszek był zmęczony czekaniem, przekładaniem i samym szczepieniem. Wizyta była tak umówiona, żeby nie zakłócać mu rytmu dnia, ale wyszło jak zwykle. Popłakał się strasznie, aż mi serce pękało, a na koniec padł nieprzytomny.

Tylko się zdenerwowałam, musiałam chwilkę ochłonąć, a potem przypomniałam sobie co mówiła nasza "prywatna" pani doktor na temat Filipa. Jest zdrowym, prawidłowo się rozwijającym, pogodnym dzieckiem i z tego trzeba się cieszyć. No, a raz na 6 tygodni przecierpieć swoje w przychodni.


5 komentarzy:

  1. Ja przeżywam ten koszmar każdej wizyty w przychodni...Masakra. Umówienie na godzinę jest taką samą fikcją jak to że istnieją miłe pielęgniarki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. istnieją ale pracują w prywatnych szpitalach i przychodniach gdzie są odpowiednio wynagradzane za pracę ;)

      Usuń
  2. O służbie zdrowia można by było pisać i pisać ... jedna, wielka masakra !!! :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja na szczęście jestem zapisana do prywatnej, która z kolei ma lekarzy na nfz. Zapisy na godzinę, nawet nie ma dużych opóźnień (wiadomo jak to z dziećmi), panie recepcjonistki miłe, panie lekarki jeszcze milsze, pani od szczepień samo złoto i jeszcze kompetentna. Mam fart. Przychodnia otworzyła się, jak byłam w ciąży. Żałuję tylko, że nie mają wszystkich specjalistów i usg bioder musieliśmy robić gdzie indziej, państwowo i to był koszmar.
    Nie wiem jednak, czy to jest tylko kwestia wynagradzania. Jak byłam w małą w państwowym szpitalu, trafiłam na bardzo miłą obsługę, a na bank zarabiają tam grosze. Więc to pewnie zależy od człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam chyba szczęście, bo choć z Zosią chodzę do NFZ, to jest tam na prawde niezły standard. Umawiam się telefonicznie na godzinę, raczej obsuw nie ma - a jak są, to po kilka-kilkanaście minut. Pielęgniarki miłe i potrafią zająć dziecko przy szczepieniu (choć Zocha i tak płacze). Pani dr bardzo miła, z podejściem do dzieci i choć może sama z siebie nieco za mało wylewna, to przy moim ciągnięciu ją za język się rozgaduje. No i diagnozy stawia trafne i unika antybiotyków. Z drugim dziecięciem też mam zamiaru chodzić do niej...

    OdpowiedzUsuń