czwartek, 31 października 2013

Łóżkowe dylematy...

Na początku, jak z Filipem wróciliśmy do domu, mieliśmy go cały czas przy sobie.
Kołyska stała koło mojego fotela w salonie i jak szliśmy spać zabieraliśmy Maluszka ze sobą do łóżka. Spał sobie na niedużej poduszce między nami.
Po jakimś czasie chcieliśmy mieć troszkę czasu dla siebie i zakupiliśmy nianię elektroniczną z kamerą. Kołyska zaczęła jeździć pomiędzy salonem a sypialnią. Wieczorem jechała do sypialni, a Fifi po kąpieli był wynoszony tam. Rano wracała z powrotem na miejsce koło mojego fotela i stała tam cały dzień. W czasie drzemek trzeba więc było chodzić na paluszkach.
Po dwóch, może trzech tygodniach przestaliśmy tak jeździć i kołyska zagościła w sypialni na stałe. Wszystkie drzemki też już się tam odbywały. Kładłam się z pierwszym przebudzeniem Malucha i zostawaliśmy już razem w łóżku.
Teraz, jak się dziecko przebudza, to usypiam je i dalej odkładam do kołyski. Czasem zabiorę do siebie zanim zasnę, a czasem dopiero potem się budzę, karmię i już nie odkładam.
I tak było dobrze, przywykłam do tego, choć czasem było mi smutno, jak zasypiałam, a Borsunia nie było w zasięgu ręki. Ale zawsze mogłam się na niego popatrzeć.
No i teraz znów nadchodzi czas na zmiany. Filipiasty wyrasta nam z kołyski. Ma oczywiście duże dziecięce łóżeczko, ale stoi w jego pokoju, a do sypialni naszej się nie zmieści. A nie muszę chyba mówić, że wyrzucenia Syna do spania do oddzielnego pokoju na razie sobie nie wyobrażam. Nawet jeśli, to przecież on nie wyśpi tam całej nocy, trzeba będzie wstać i go przynieść do nas do łóżka, a logistycznie też tego nie widzę. Serce mi się kraje na myśl, że miałby spać całą noc w kołysce, a co dopiero, że miałby spać w innym pokoju, z daleka ode mnie.

Nie wiem, jak to zaplanować, żeby jak najmniej odczuć te zmiany, które jednak kiedyś będą musiały nastąpić. Ciężko jest podejmować takie decyzje, że od jutra coś się zmienia. Ja wiem, że dzieci rosną, zmieniają się i nasze zwyczaje też muszą się zmieniać, ale nikt nie powiedział, że to będzie aż tak trudne. No cóż, trzeba sobie jakoś z tym poradzić.

5 komentarzy:

  1. Też nie wyniosłabym takiego maleństwa do innego pokoju na noc. Może pomyślcie nad łóżeczkiem turystycznym? Zawsze można je złożyć i wynieść do piwnicy. My mamy takiej wielkości, że robi teraz za kojec w salonie :) na necie można znaleźć używane i tanie. Moja teściowa nawet w lumpeksie znalazła :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie pomogę, bo my do dziś śpimy razem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja myślałam, że po wspólnym spaniu dzieciom ciężko jest się rozstać z mamą a tu jest odwrotnie :) NIe wyobrażam sobie mieć Gabrysia w innym pokoju póki co, ale szczerze powiedziawszy nie wyobrażam też sobie, że mógłby spać z nami. Odkąd się urodził śpi w swoim łóżeczku, jedynie w czasie drzemek nie raz usypiał na podłodze, leżaczku-bujaczku, lub na... matce. Ale wyobrażam sobie co możesz teraz czuć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja koleżanka od pierwszego dnia miała dziecko w drugim pokoju, nie spali z dzieckiem w jednym łóżku a łóżeczko po prostu sie nie mieściło w maleńkiej sypialni. Jej synek jest kochany, bardzo samodzielny u mądry :) ja myśle, ze musisz po prostu odciąć symboliczną pępowinę i spróbować nawet na kilka dni by twoje dziecko spalo w swoim łóżeczku. Jesli to nie zda egzaminu to będziesz sie martwić pozniej :) a moze okaże sie ze i Filipkowi i tobie to pasuje - po prostu kwestia przyzwyczajenia :)

    OdpowiedzUsuń