piątek, 25 października 2013

Proboszcz...

Dziś już mi zeszło zdenerwowanie, ale jeszcze wczoraj ten wpis byłby nacechowany bardzo emocjonalnie i pewnie mocno negatywny.
Wkurzył mnie proboszcz naszej parafii.
W sumie to już nie wiem czy naszej, bo po tym co usłyszałam, to ja nie wiem czy ja nadal chcę należeć do parafii kierowanej przez kogoś takiego.
W niedzielę chrzcimy Filipa. W parafii, w której braliśmy ślub, bo mamy sentyment, bo teściowie tam mieszkają, bo po prostu chcemy.
Potrzebujemy podobno zgody od naszego proboszcza.
Zebraliśmy Małego, ładna pogoda, zrobimy sobie miły spacer i przy okazji zajdziemy do kancelarii porozmawiać z księdzem. Zawsze wydawał mi się miły i sympatyczny, więc nie miałam żadnych obaw.
Zachodzimy, mówimy o co chodzi, no i się zaczyna.
Że tak się nie robi.
Że wyrzekamy się parafii.
Że chrzest, to nie nasza prywatna uroczystość, tylko wprowadzenie do parafii.
Na delikatne zapytanie M, czy to przypadkiem nie wprowadzenie do Kościoła jako jedności, usłyszeliśmy, że to motłoch, a nie jedność, że liczy się jego wspólnota.
Że on zbiera na budowę kościoła, a my ostatnio odmówiliśmy datku. A owszem, bo byłam sama w domu jak panie wolontariuszki przyszły i nie miałam przy sobie pieniędzy. Powiedziałam jak jest, a one wpisały to w zeszycik jako odmowę.
Że nie przyjęliśmy księdza. Też racja, ale chcieliśmy. Specjalnie jechałam z pracy na 15, bo od 15 miał ksiądz chodzić. W drzwiach zastałam kartkę z numerem konta i wizualizacją planowanego nowego kościoła.
Nawet nie próbowałam tłumaczyć, bo ton jakim uświadamiał nam, że jesteśmy nieprzydatni parafii, zbił mnie już zupełnie z tropu.
Wypisał nam zgodę, pisząc dodatkowo notkę, że jest to niezgodne z prawem kanonicznym i, że robi to z bolącym sercem. A na koniec jeszcze dodał, że powinien nas wykreślić z listy wiernych, bo nic sobą nie wnosimy do parafii, a on jeszcze od nas płaci podatek.
Zagotowałam się.
Przez całą wizytę nie zwrócił uwagi na to czy faktycznie jesteśmy wierzący, czy praktykujący, czy wychowamy Malucha w wierze katolickiej. Nie. Nic. Tylko wymieniał kiedy to nie daliśmy na kościół, a kiedy to daliśmy mało.
Oberwało nam się jeszcze za cały nasz blok. Podobno panie zbierające datki wróciły ostatnio oburzone, że u nas nikt nie daje na kościół i jeszcze ludzie są niemili. Może w końcu ktoś im coś powiedział, bo zbierają co dwa miesiące, a ludzie też mają swoją cierpliwość. Odkąd tu mieszkam, 16 lat zbierają i zbierają, a kościoła nawet budować nie zaczęli. 
Wzięłam kwitek, wyszłam i powiem szczerze, że nie wiem czy tam jeszcze wrócę. Nie wiem też, czy mi nerwy nie puszczą jak znów zapukają do mnie te miłe panie.
Takie zachowanie rzeczywiście jest na miejscu w czasie skandali związanych z klerem. Zamiast walczyć o wiernych to Ksiądz Proboszcz traci parafian. Brawo.

14 komentarzy:

  1. Aaa widzisz? Już wiesz, czemu nie chrzciłam Vo w tamtych Victorii w Polsce? Bo w tamtych czasach właśnie takie starego zgreda na parafii mieliśmy, co liczył tylko pieniądze.
    Wcale Ci się nie dziwię, że chcesz zmienić parafię, ja też bym to zrobiła. Mimo mojego negatywnego stosunku w chwili obecnej do kościoła, wierzę, że znajdziecie jakiś kościół, parafię, w której będzie Wam dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze w tym jest to, że to jest młody ksiądz, a już taki zaciekły na kasę. Chce się pokazać, że jemu się w końcu uda ten kościół postawić, ale z takim podejściem, to jak już ten budynek stanie, to nie będzie miał kto tam chodzić.

      Usuń
  2. No trochę z naszego proboszcza ten Wasz ma :) I rozumiem dokładnie sytuacje. To tak wygląda, że nie liczy się człowiek tylko pieniądz. Możesz nie chodzić do kościoła, byle byś sypnęła groszem na "budowę parafii". U nas ksiądz ma specjalną księgę w której ma każdego spisanego z imienia i nazwiska i skrupulatnie notuje kto, ile daje... I tak dając na zapowiedzi usłyszeliśmy, że:"oboje pracujecie to moglibyście dać "hojniejszą". Chodząc po kolędzie wyciąga księgę i czyta: w styczniu nic, w lutym nic, w marcu 50 zł itd, itd... Aż się nóż człowiekowi w kieszeni otwiera...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to samo. Zeszycik z zapiskami kto, kiedy i ile. To jest według nich wyznacznik wartości parafianina.

      Usuń
  3. w sumie to nie znam księdza który by kasy nie liczył..koszmar jakiś.

    OdpowiedzUsuń
  4. Totalnie brak mi słów... jakie ja mam szczęście, że zawsze na swojej drodze spotykałam prawdziwych kapłanów z powołania, którzy nigdy nie wyciągali ręki po pieniądze. W zeszłym roku jak chodził po kolędzie i chcieliśmy mu dać kopertę to 5 min musiałam go prosić żeby wziął, a On mówił, że nie trzeba bo wie że my też mamy wydatki i tych pieniędzy potrzebujemy ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Brak słów! Noż cholera jasna mnie strzela jak czytam o takich księżach :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Masakra...u nas jest inaczej...Jak mieliśmy młodego komunię nie wiedzieliśmy który kościół wybrać, parafię ze szkoły czy naszą...na kolędzie nasz proboszcz powiedział że to nasza decyzja i jesli wybierzemy ze szkoły, wystawią nam zaświadczenie bez problemu...a co do kasy, to trzeba zanim biec, bo nigdy sam nie zabrał ze stolika..
    ja wiem że wiara to nie tylko księża, czy kościół, ale w tym wypadku nasza parafia przyciąga....współczuje wam takiego dupka...

    OdpowiedzUsuń
  7. szok,co za zgred... moze nie otwieraj paniom zbierajacym kase,udawaj,ze nie ma cie w domu:-P ja poki co nie spotkalAm sie z takim materializmem wsrod ksiezy

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak - byle by płacić na kościół to wtedy jest się cacy.....
    Miałam też do czynienia z takim proboszczem, kiedy chciałam przyjąć sakrament bierzmowania w innej parafii w tym samym mieście. Cóż to był za wielki problem - o matko kochana. Zagroził, że jak będę chciała kiedyś być matką chrzestną to zgody mi nie da.
    Oczywiście wbrew gróźb proboszcza - matką chrzestną jestem. Ślub też brałam w parafii męża. Gdy osobiście chodził po kolędzie nie było nas w domu ( troszkę z przypadku, troszkę z premedytacją). Rodzice pracowali, my z bratem byliśmy w szkole. To później przy pogrzebie dziadka nam to wypomniał.

    Tacy zdarzają się własnie księża, którzy zamiast cieszyć sie z wiernych to jeszcze bardziej zniechęcają. Byle by tylko kase dawać....

    Wydaje mi się, że to wasza prywatna sprawa gdzie chcecie ochrzcić dziecko. I zupełnie nie przejmujcie się gadaniem tego proboszcza. Pamietajcie, że zawsze mozecie chodzić do innego kościoła - nie ważne gdzie, ważne, że się chodzi - jak mówi moja mama :)

    Się rozpisałam :D Zapraszam przy okazji do nas :
    http://oczekujemy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam też zagroził, że on nie da zgody, na to, żebyśmy byli rodzicami chrzestnymi. Już jestem matką chrzestną i nie planuję znowu, a nawet jeśli, to dam sobie radę bez jego zgody.

      Usuń
  9. No chyba bym księciunia wyklęła... Oj ja mam ostre zdanie o całej tej instytucji, choć Zosia jest ochrzczona i Staś też będzie... Ale jakim prawem kobiety chodzą po dobach i zbierają datki? Bez jaj... Jak księdzu się marzy boska świątynia, to niech się ubiega o środki unijne i inne fundusze, a nie nachodzi ludzi, którym niekoniecznie dobrze się wiedzie... Nikt nie może być zmuszany do wspierania finansowo tej całej kościelnej kliki. Wciąż powstaje od groma kościołów, a wiernych coraz mniej. Wg mnie kościołów wystarczy tyle, ile jest obecnie. Niech tylko dbają o nie i będzie dobrze...

    OdpowiedzUsuń
  10. O rrany. Nie miałam nic wspólnego z kościołem latami, bo mam rodziców ateistów, ale jak człowiek poczyta od ludzi wierzących, jacy są duszpasterze, to oko bieleje i uszy więdną... O_o

    OdpowiedzUsuń
  11. o matko! dobrze, że u nas jest fajny proboszcz, ale zanim się tu wprowadziliśmy też miałam podobne przejścia z innym proboszczem jak zmienialiśmy miejsce chrzcin, ale nie do tego stopnia, że pokazuje co i kiedy. No bez przesady! Ja bym już do tego kościoła nie poszła .... aż się zdenerwowałam czytając

    OdpowiedzUsuń