sobota, 16 listopada 2013

Starania i Maroko...

Ciąża z Filipem nie była moją pierwszą ciążą.
Pierwsza zakończyła się w listopadzie 2011 roku.
Bardzo przeżyliśmy, to co się stało i postanowiliśmy, że jak tylko będzie można postaramy się znowu o zajście w ciążę.
Lekarze nie widzieli przeszkód więc próbowaliśmy.
Jak w marcu 2012 zatrzymała mi się miesiączka pierwsze co mi przyszło do głowy, to test ciążowy.
Niestety nic nie pokazał.
Po pewnym czasie wybraliśmy się do przychodni przyszpitalnej do pani doktor. 
Po trzech tygodniach czekania w poczekalniach, badaniach i nadziei, że może jednak jestem w ciąży, pani doktor orzekła, że nic z tego nie będzie. Teraz mam jeszcze chwilę poczekać, bo ona jedzie na urlop, a potem tabletki i przynajmniej rok stabilizacji cyklu, a dopiero potem starania o dziecko.
Popłakałam się, powiedziałam, że nie chcę. Usłyszałam, że inaczej to ja w ciążę nie zajdę, mogę zapomnieć.
Pani doktor pojechała na urlop, a my myśleliśmy co dalej.
M. wpadł na pomysł.
Jedziemy na wczasy.
W dwa dni spakowaliśmy się i polecieliśmy do Maroka.
Nie do Casablanki czy Agadiru.
To by było za łatwe.
Polecieliśmy do Ojudy, a dokładniej do położonej od Ojudy o 50 km. Saidi.
Jednym słowem zadupie jakich mało, ale śliczne zadupie.
Z jednej strony Morze Śródziemne a z drugiej pustynia.
Dwa ogromne hotele i miasteczko w budowie.
Jak ktoś nie lubi się nudzić, to nie polecam, ale my bawiliśmy się bardzo dobrze.
Odpoczęłam jak nigdy.


A po powrocie zapomnieliśmy na chwilę o zmartwieniach, o pani doktor, o jej zaleceniach.
Wróciłam z nową energią do pracy.
Nie myślałam o niczym. Martwiły mnie jednak zbliżające się wielkimi krokami kolejne urodziny.
I jakie było moje zdziwienie, jak w dzień urodzin dowiedziałam się, że jestem w ciąży.

Tak, jak mówią, czasami trzeba na chwilę zapomnieć o staraniach i wtedy wszystko zaczyna się układać.
Nie mówię koniecznie o dalekich podróżach, ale mi akurat to Maroko posłużyło.
Chciałabym tam kiedyś wrócić.
A jeśli ktoś lubi słodkie lenistwo to polecam hotel Be Live Grand Saidia.
Warto.

7 komentarzy:

  1. Ską ja to wiem, że czasem trzeba się zapomnieć ;)
    Czy Wy dospać nie możecie?
    Ja to rano wstaję za karę i dziecko do szkoły zawożę, ale Ty Mamusiu? Co robisz o tej godzinie na nogach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest i tak luksus, że Filip wstał o 6.40 ;) Zazwyczaj tak fajnie nie mamy;) A poza tym dziś się zbieramy na basen;)

      Usuń
  2. Jak się na siłę nie starasz to cuda się dzieją :)
    Cieszcie się Waszym syneczkiem, bo to największy skarb ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No proszę jak pięknie! Dzidziuś poczęty pod marokańskim niebem;) Mówi się, ze jak się da na luz, to psychika się odblokowuje i się wszystko możę udać;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzidziuś poczęty już po powrocie, ale ten luz jaki tam złapaliśmy, to zdziałało cuda i można powiedzieć, że mamy troszkę marokańskie dziecko;) Wróciliśmy i zaskoczyło;)

      Usuń
  4. Tak jak mówisz- czasem trzeba się wyluzować, nabrać dystansu, postarać się zapomnieć o problemie i nagle bach! U nas tak było ze Stasiem. Nie myśleliśmy o niczym i się przytrafił. Bo o Zosię staraliśmy się 4 lata. lata okupione płaczem, nerwami, deprechą. A potem chwila luzu i myśl - trudno, najwyraźniej dziecko nie jest nam pisane. I bach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem coś o tym. Filip urodził się dwa dni po naszej 4. rocznicy ślubu. Od samego początku staraliśmy się o dziecko i dopiero po takim czasie się udało.

      Usuń