środa, 13 listopada 2013

Swoich dzieci trzeba pilnować...

Jakiś czas temu byliśmy z M. i z Filipem na warsztatach Mamo To Ja.
Post Mamy Matiego przypomniał mi pewną sytuację.
Na środku sali wykładowej, między krzesełkami dla rodziców, rozłożone były maty i zabawki dla naszych niemowlaczków. Ucieszyłam się, bo chciałam zobaczyć jak Fifi zareaguje na inne dzieci, bo z daleka bardzo się do nich uśmiechał. Im więcej ludzi się schodziło, tym więcej maluszków baraszkowało na podłodze. Ja czekałam aż Filip się troszkę oswoi. 
Potem jakoś coraz mniej dzieci robiło się na matach. Nie zwróciłam uwagi dlaczego. Fifi marudził, chciał jeść, aż w końcu zasnął i obserwowałam co się dzieje. Na macie została jedna dziewczynka, na pewno ponad roczna, ale była z mamą i młodszym braciszkiem niemowlaczkiem. Dziewczynka grzecznie się bawiła, a naokoło grasował wyrośnięty chłopak. Nie znam się na starszych dzieciach, ale 3 lata miał na pewno.
Nikomu nie bronię przychodzić ze starszymi dziećmi na warsztaty dla rodziców dzieci do roku, zwłaszcza, że mamusia miała w wózku drugie, malutkie dziecko. Ale jak już się takie dziecko ze sobą zabiera, to wypadałoby go pilnować. A ten gówniarz wszystko demolował, rzucał zabawkami, biegał po matach, kopał, straszył jedyną pozostawioną tam dziewczynkę. A mamusia? Mamusia siedziała w samym końcu sali i nic sobie z tego nie robiła. Przyszła z koleżanką i drugim dzieckiem i na rozwydrzonego bachora uwagi nie zwracała. A inne matki pozabierały swoje pociech w obawie o ich bezpieczeństwo.

W innych miastach wyglądało to tak:
Źródło: Moda na Brzuszek
A u nas wszystko wyglądało jakby ktoś granat wrzucił i dzieci brak.

Nie będę tego komentować, bo już się nakomentowałam tam na miejscu i po wyjściu z warsztatów. Inne mamy zresztą też. Ale mama chuligana specjalnie się nie przejmowała. Ona chciała posłuchać wykładów, a zabawki są dla dzieci więc uznała, że jej dziecko może robić co chce. Nieważne, że warsztaty obejmowały dzieci w wieku 0-12 i dla takich właśnie był przygotowany ten placyk zabaw.

7 komentarzy:

  1. No i co tu można zrobić? Ludziska bywają okropni. Współczuję. Też mnie to strasznie wkurza.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziecko jak to dziecko. Robi to czego się nauczył, ale ta matka to faktycznie jakiż fenomen...

    OdpowiedzUsuń
  3. oooo! skąd ja to znam!
    -> http://matka-patrzy-matka-pisze.blogspot.com/2013/10/warsztaty-mamo-to-ja-relacja.html

    a wiesz jak zostałam zjechana za to, że miałam publiczny bulwers na tą małą?
    Współczuję przeżyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj też mamusia nie widziała problemu. Nawet do końca nie wiedziałam, która to jego mama, bo siedziała w drugim końcu sali i ani razu się do niego nie pofatygowała.

      Usuń
  4. Nie pozostaje nic innego jak zwracać uwagę i to tak żeby w pięty poszło.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurde, w Gdańsku było to samo! Dlatego ogromnie się cieszyłam, że poszłam bez małej. Generalnie staram się na takie warsztaty wychodzić bez dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat na te wybraliśmy się rodzinnie, bo organizator reklamował, że wszystko dla maluchów przygotowane, a tu taki zawód. Na Bezpiecznym Maluchu byłam już sama, bo pamiętałam z czasów ciąży, że dla mam z dziećmi nie bardzo było tam miejsce.

      Usuń