środa, 6 listopada 2013

Szczepienie i bilans??

Kolejne, i jak na razie, ostatnie szczepienie odbębnione.
Nie było tak źle, jak ostatnio.
Wróciła nasza pani doktor, ale zmieniono nam pielęgniarkę.
Wydaję mi się, że pani nie specjalnie przepada za dziećmi.
 Ale wszystko poszło sprawnie, a Fifi zapłakał tylko na szczepieniu, a nie ze zmęczenia czekaniem ani z głodu.
 
Miała stresa związanego z tą wizytą.
Filipkowi poprzestawiały się drzemki i jak wół na 12 wypadała kolejna.
Przed wyjściem dostał deserek, żeby nam przynajmniej z głodu nie marudził i poszliśmy.
No i jak przypuszczałam, zaraz nam zasnął, ale, że mamy do przychodni 10 minut spacerkiem, to za długo nie pospał. Myślałam, że będzie marudził, ale zniósł wszystko z godnością. 
W drodze powrotnej już nie spał, ale za to w domu nadrobił drzemką 1,5 godzinną.
 
Wizyta miała być również bilansem na pół roku, ale moim zdaniem nie różniła się niczym od innych wizyt szczepiennych.
Pomierzyli, poważyli, pooglądali i tyle.
No i tak. Filip waży 8 kilogramów, a mierzy 71 centymetrów.
Poza tym, jest normalnie rozwijającym się chłopcem. Troszkę ma jeszcze spłaszczoną główkę, ale wszystko się ładnie prostuje. No i rwie się do siadania, co mamy mu ograniczać.
Dwa ząbki są, to już wiemy, i podobno wyłażą kolejne.
Na temat jego diety pani doktor specjalnie się nie wypowiadała. Może wychodzi z założenia, że i tak zrobimy po swojemu.
O gluten też nawet nie zapytała.
Ale to nic, za jakieś dwa tygodnie wybierzemy się jeszcze do naszej prywatnej pani doktor, niech zweryfikuje opinię.
 
Wczoraj skutków ubocznych szczepienia nie zaobserwowałam. Miałam nawet wrażenie, że jest lepiej niż było. Ładnie zasypiał i spał spokojnie. Do jakiejś 23. Potem zaczął marudzić. Do jego wybudzenia przyczynił się też M., ale to już oddzielna historia. Spaliśmy może 3 godziny. 
Rano wydawał się radosny, aż do usypiania na drzemkę. Zaczął mi żałośnie płakać. Jak zasnął, to wybudził się z takim samym płaczem i ciężko go było uspokoić. Teraz śpi i zobaczymy, co będzie dalej.

8 komentarzy:

  1. O, to podobne wymiary ma Fifi jak mój Bartek na pół roczku :)
    A wybudzanie męża jest mi znane, na szczęście udało mi się go po cichu nauczyc otwierania drzwi do sypialni :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja to mam szczeście. W przychodni mam najlepszą panią pediatrę na świecie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsze, że Fifi nie ma gorączki ! :) Kolejna noc będzie już leciutka ;)

    Już zapomniałam co to szczepienie, ostatni raz byliśmy chyba w maju, teraz dopiero w styczniu...
    Widzę, że też macie system chodzenia do prywatnego pediatry po wizycie u NFZ-owskiego... robimy to samo, bo lekarka z naszej przychodni jest ślepa i trzeba jej wszystko pokazywać palcem, nie kojarzy pacjenta i nawet nie pokwapi się żeby kartę przejrzeć przed naszym wejściem...

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas szczepienia dopiero się zaczną - od nowa ;) bo z Zosią na długo spokój ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. My w piątek startujemy na ostatnie 'w sezonie' THANK GOD! :) I mam nadzieję, że przejdzie je jak każde poprzednie :) Nasza lekarka póki co całkowicie zniknęla :/ chyba nowotwór wrócił. Ciekawa jestem cozastępcza powie szczególnie, że gabryś zaczął pokaszliwać...

    OdpowiedzUsuń
  6. my we wtorek mamy ostatnie, a potem czekamy, az Oluś zacznie:)

    OdpowiedzUsuń
  7. A my nie szczepimy. Za dużo złego niosą ze sobą szczepienia... Tak nam wyszło z rachunku zysków i strat. Dobrze, że Filipek znosi bez problemów. Zdrówka życzę!

    OdpowiedzUsuń