środa, 4 grudnia 2013

7 miesięcy...

Dziś o 13.20 minęło 7 miesięcy odkąd Fifi jest na świecie.
W takie dni moje złe samopoczucie się nie liczy.
To święto Filipa i nawet jego marudzenie nie powinno nas denerwować.
Mamy dziś małe urodziny czyli miesięcznicę.

Tak jak już nie raz pisałam, mam wrażenie, że Filipiasty jest z nami od zawsze.
Aż ciężko sobie wyobrazić, że to dopiero 7 miesięcy.
Narzekam, że nie mam chwili dla siebie, że liczy się tylko dziecko, ale nie mam pojęcia, co bym robiła, gdyby go nie było.
Przecież miałam normalne życie: pracę, sprawy do załatwienia, zakupy, spotkania ze znajomymi, chodziłam na piwo czy do kina. I nagle to się skończyło.
Czasem mi tego brakuje, ale nie w takiej ilości.
Starczyłoby mi jedno wyjście na trzy miesiące i jedne spokojne zakupy w miesiącu. A co z resztą czasu? Chyba bym oszalała z nudów.
Owszem, przydałoby się troszkę spokoju na swoje hobby. Przed porodem każdą wolną chwilę poświęcałam na robótki ręczne. Haft krzyżykowy, szydełkowanie czy druty, to było coś, bez czego nie mogłam wytrzymać wieczoru.
A teraz? Zanim się rozłożę z całym majdanem, już trzeba iść spać.
Ale takie są uroki macierzyństwa i mam nadzieję, że z czasem dojdziemy z Filipem do kompromisów.



A co u naszego Jubilata?
Zrobił się znów marudny, szybko się nudzi.
Siedzi sam, sięga po przedmioty, ale też przestaje to na nim robić wrażenie i po chwili woła, bo chce na ręce.
Sam się nie przemieszcza. Jak chce coś, co leży za daleko, to kwęczy i wyciąga rączki do mnie.
Nie da mi odejść za daleko.
Za to odkrył, że można stać.
Nie umie, chwieje się, trzeba go podtrzymywać, ale chce i już.
Wszystko jest ciekawsze z pozycji pionowej.
Leżenie na brzuchu nadal hejtuje z ogromną mocą.


Stan uzębienia nadal bez zmian, ale wydaje mi się, że już niedługo górne jedynki się pojawią.
Włoski też coraz dłuższe, ale ciągle słabo widoczne, bo blondynek z niego, jak ze Szwecji.
Oczki brązowe po mamusi., ale coraz bardziej widać podobieństwo do tatusia.
Ostatnie ważenie pokazało 8200g., ale teraz pewnie jest więcej, bo Filipowi wrócił apetyt. Znów je trzy stale posiłki dziennie. Rano kaszka, potem obiadek i wieczorem deserek.

Maluszkowe przywiązanie do Mamusi jest ewidentne, ale jak Tatuś wraca z pracy, to łapki się wyciągają w jego stronę. Niestety, gdy chodzi o usypianie, Tata już nie ma nic do gadania.
Najlepiej jest oczywiście jak jesteśmy wszyscy razem, wtedy i Filipek jest weselszy i my szczęśliwszy.

Kończąc.
Nasz drogi Borsuczku, sto lat.
Obyś zawsze był uśmiechnięty i zadowolony, jak to mówi ciotka Ewa: "Najszczęśliwsze dziecko na świecie".
Żebyś nigdy się nie nudził i, żeby Twoje marzenia się spełniały.
Tego Ci życzą kochający nad życie rodzice: M. i M.


10 komentarzy:

  1. O, jaki słodziak, aż miło popatrzeć. Od razu widać, że szczęśliwy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne jest to wrażenie, że Maluchy są z nami od zawsze, co nie? :D
    Fifi poćwiczy stanie i mamusię będzie doprowadzał do zawału swoim tuptaniem przy mebelkach!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego najlepszego Filipku!
    Siedem miesięcy, kiedy to minęło... Marudzi pewnie na zęby (ja sobie tak tłumaczę marudność Juli ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystkiego dobrego Filipie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. zadziwiające jak dzieci syzbko rosną.
    ja gdyby nie fotografie to bym była święcie przekonana, że nadal mam w domu niemowlaczka.

    a Filip pięknie się rozwija i tyle już umie! super

    OdpowiedzUsuń
  6. Ani się obejrzymy, a będziemy świętować roczki naszych maluchów. Ech, ale ten czas mija... Moc buziaków dla Filipka :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Czas zasuwa jak szalony, naprawdę!
    Cudowne ma oczęta Twój Fifi... jasne włoski i takie dwa węgielki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękujemy z Filipkiem za życzenia i komplementy;) Mamusia pęka z dumy;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Sto lat i miliony buziaków dla tego niebiańskiego przystojniaka :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak czytam to wszystko o zachowaniu Pani synka to tak jak bym czytała o moim Filipie identyczne zachowanie :)

    OdpowiedzUsuń