niedziela, 8 grudnia 2013

Po weekendzie...

Weekend, weekend i po weekendzie.
Trochę nudny, trochę fajny.
Troszkę smutny, troszkę wesoły.
Wkurzający, zaskakujący.
Na pewno rodzinny.

Sobotni basen odpuściliśmy. Pierwszy raz. Ksawery popsuł nam noc i rano ja się czułam jak z krzyża zdjęta, a Filip marudził jakby długo czekane zęby w końcu wyłaziły.
Zębów nie ma, a noc nieprzespana.
Zaliczyliśmy wpadkę z kupowaniem śpiworka dla Maluszka, ale Panu Tacie udało się zwrócić. Filipkowy kark zwyczajnie nie mieścił się tam, gdzie powinien się mieścić.
Próba obejrzenia fotelików samochodowych również zakończyła się niepowodzeniem. Pan próbował się wywyższać, wymądrzać i w efekcie usłyszał, że nic u niego nie kupimy.

Teściowa sobie o nas przypomniała koło 13, zdziwiona czemu nie przyjedziemy.
Troszkę mam już dość przeświadczenia, że to my mamy obowiązek wożenia im Filipa, bo oni się stęsknili. Droga taka sama, a im jest łatwiej się zebrać niż nam z malutkim dzieckiem.
Nie skusiły nas nawet placki ziemniaczane i w końcu ruszyli się ze wsi i przyjechali.
Mieli być za dwie godziny, przyjechali po godzinie i w efekcie siedzieli o niczym, bo Filipa budzić nie pozwoliłam.
Filipek dostał żółwia, który póki jest na kocyku, to jest fajny, ale jak tylko coś przestanie tłumić dźwięki z niego płynące, to ja dostaję zawału, a Filip zaczyna płakać. Ogółem zabawka mu się podoba, bo można w nią walić i mruga, ale te dźwięki. Lekka pomyłka.

Noc nas zaskoczyła.
Po pierwsze Fifi spał z nami. On spał, a ja go głaskałam, przytulałam i uspokajałam.
I tak do 5.20, kiedy to się rozbudził, a ja zwątpiłam w moje metody wychowawcze. Obolała postanowiłam go olać troszkę. I poskutkowało. Zmęczony przekręcił się na brzuszek i zasnął. Przytulany i trzymany za rączkę oczywiście.
Spaliśmy do 8.
Jak nigdy chyba.
Ja, odzwyczajona od jego wierzgań nocnych, cały dzień łaziłam potem, jak przepuszczona przez maszynkę.

Wolne chwile Filip spędza w towarzystwie przyjaciela.

W niedzielę udało nam się w końcu zaopatrzyć dziecię w odzież zimową i zacząć kompletowanie stroju na Wigilię.
Zrobiliśmy też szybki napad na Empik, gdzie dokompletowaliśmy prawie gwiazdkowe prezenty. Został nam tylko mój szwagier, ale tym niech się M. martwi, pokupować papiery, torebki i kokardki, zapakować i z głowy.
Udało nam się nawet pieluchy kupić zanim przyszedł czas na drzemkę.

Zrobiliśmy placki ziemniaczane, odwiedziliśmy teściów, Filip pospał drugi raz, ja potem umalowałam włosy i w sumie tyle zrobiliśmy przez weekend.
Położyliśmy dziecia spać i czekamy co przyniesie noc.

A jak Wam minął weekend? Na przygotowaniach świątecznych czy na słodkim lenistwie?

11 komentarzy:

  1. Weekend pracowity u Nas :)
    sprzątanie, pieczenie pierników, dekoracja pierników , a dziś nawet choinka ubrana :)
    A co! :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. czyli nie tylko u nas noc z soboty na niedzielę była tragiczna ...

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas noc z soboty na niedzielę także była straszna! Wychodziłam z siebie i stawałam obok! Błażej tylko na rękach i to nie moich a Taty! Ale i ja przez to nie mogłam spać, bo po Męża w każdej chwili szef mógł zadzwonić i chciałam, żeby choć trochę się zdrzemnął...
    Chwal się wyprawką na kolację wigilijną ;)
    jaki fotelik kupujecie?
    A z Teściami mam tak samo - to my mamy obowiązek wożenia Błażeja do nich ;/ co mnie niezmiernie denerwuje! :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyprawką się pochwalę potem, jak troszkę dalej się posunę w kompletowaniu;) Na razie mam tylko kamizeleczkę z reniferkiem;)

      Usuń
  4. Boszz... u nas z soboty na niedziele też kongo było ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja w sumie nic nie odpoczęłam. Noce troszkę lepsze, ale ciągle coś do zrobienia.
    A z teściami/rodzicami mam tak samo.
    Samochód mają, dziecka nie.
    Ale też trudniej im się ruszyć i zawsze problemy stwarzają.

    Zapraszam do rozdawajki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas noc z soboty na niedzielę była... hmm... w sumie nie pamiętam jaka. Zanim Gabryś zdążył mnie wybudzić mąż sprawnie interweniował <3 Jak tak czytamo Twoich teściach to sobie myślę,że ja mam podobnie ze znajomymi którzy ani po slubie nie są, ani dziecka nie mają,ale i tak im jest ciężej się wybrać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak. Znajomym zdecydowanie ciężko się do nas wybrać. Ale mój tatuś jest jeszcze lepszy, bo nie był ani razu;)

      Usuń
  7. Widzę, że Ksawery dał się paru dzieciom we znaki, Bąbel też marudził.
    Weekend jak zwykle minął za szybko i dzięki "pomocy" dziecięcia nie zdążyłam zrobić świątecznych dekoracji :(

    OdpowiedzUsuń
  8. nominowałam Cię : http://www.mama-kubusia.pl/2013/12/liebster-blog-avard-vol-4.html :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dużo rzeczy załatwionych więc nie ma co narzekać - prezenty są a to najważniejsze. U nas z nimi to jakaś klapa - nawet pomysłów nie mamy :/

    OdpowiedzUsuń