wtorek, 7 stycznia 2014

Czy ja się nudzę?

W Święta usłyszałam, że ja się chyba w domu to nudzę.
Tyczyło się to tego, że cały czas robię maskotki, czapeczki, ogółem dłubię różne rękodzieło.
Poczułam się troszkę głupio i trochę winna, że tak siedzę w domu i nic nie robię.
Bo co mam powiedzieć komuś kto z dziećmi nigdy nie miał nic do czynienia. 
Że co?
Że po nieprzespanej nocy wstaję nieprzytomna?
Że nie mam wtedy ochoty spoglądać w lustro, bo wyglądam jak siedem nieszczęść?
Że nawet jak M. weźmie Filipa na trochę, żebym dospała, to ciężko, bo Mały marudzi w pokoju obok tak, że wstać trzeba?
Że potem kaszka, podtykanie zabawek, noszenie, znów podtykanie zabawek, podtrzymywanie, bo sam nie stoi, a chce, pilnowanie czy nie zjada kwiatka, czy nie pcha łapek do szuflady, czy nie ciągnie kota za ogon, a w między czasie upychane umycie się, ubranie, jakaś bułka i może jakiś makijaż?
I tak do 9.30, o której albo Fifi zaśnie, albo nie.
Że jak zaśnie, to staram się ogarnąć obiad, pranie i jakieś porządki?
Mam na to, jak dobrze pójdzie, 1,5 godziny.
Jak się Filip przebudzi, to znów podtykanie zabawek, noszenie, podtykanie zabawek, szukanie nowych miejsc, żeby się nie nudził, koło 13 obiadek, zazwyczaj z atrakcjami i dalej noszenie, podtrzymywanie, pilnowanie, żeby sobie nie zrobił krzywdy i tak dalej.
Jak uda się go na chwilę zająć, to trzeba wyciągnąć pranie, powiesić, ogarnąć poprzednie, dokończyć obiad, może jakaś surówka, może obrać ziemniaki. Oczywiście, jak się da.
O 14.30 znów, albo Filip zaśnie albo trochę nam to zajmie.
Mam 1,5 godziny na dokończenie wszystkiego czego nie udało mi się dokończyć podczas aktywności Filipowej i zostaje troszkę czasu dla siebie. Wtedy coś sobie dłubię, piszę na blogu, czytam i czekam na M.
Jak mu się uda wrócić wcześniej, to jemy razem obiad, jak wcześniej obudzi się Fifi, to bywa różnie.
Potem jakieś zakupy, spacer i inne aktywności, do których przydaje się tragarz, kierowca i w ogóle Tatuś.
Koło 18 deserek i znów mam godzinkę dla siebie.
Zwykle wtedy ogarniam kuchnię i robię inne drobne czynności.
O 19 zazwyczaj idę na 30 minut do wanny. Tak wcześnie, bo łazienka graniczy z sypialnią i potem mógłby się budzić Maluch.
Kąpiel dziecięcia, karmienia i usypianie.
Zazwyczaj Filipiasty chwilę po 20 już śpi.
No i jest troszkę spokoju.
Mamy czas dla siebie.
Zazwyczaj ja nadrabiam zaległości papierzano-firmowe, a M. wyskakuje na wieczorne zakupy.
Jak Filip ma dobry wieczór, to budzi się po 2-3 godzinach, jak gorszy, to co 45 minut.
Obejrzymy coś, pogramy na konsoli, spędzimy troszkę czasu razem.
O 23-24 kładziemy się do łóżka. I wtedy jest chwila prawdy.
Jak się Maluch zaczyna wiercić i wybudzać, to mogę zapomnieć o spokojnej nocy.
A spokojna noc, to w naszym wykonaniu i tak ok. 3 pobudek.
Po nocy wszystko zaczyna się od nowa.

Oczywiście są od tego odstępstwa.
Olewam czasem obiad i zamawiamy coś w knajpie.
Albo zostawiam trochę nieporządku na dzień następny.
Papiery firmowe też nie zawsze wymagają przeglądania.
Wtedy właśnie znajduję trochę czasu na swoje hobby czy inne zajęcia.
Czy to naprawdę tak dużo?
Czy mam mieć poczucie winy, że nic nie robię?
Bo czasem wydaje mi się, że niektórzy tak o mnie myślą.
Zrobiła sobie dziecko, żeby nic nie robić.
To przykre, ale tak to czasem odbieram.


18 komentarzy:

  1. O, właśnie. Mój luby ostatnio opowiadał znajomym, że on pracuje, prasuje, odkurza, zakupy robi, zmywa często. A żona? No pranie do pralki włoży i potem rozwiesi, małą się zajmuje, i czasem piecze. Po takim podsumowaniu ręce mi opadły...Bo ogarnianie mieszkania, gotowanie, ścielenie, i ten MILIARD czynności wykonywanych przy dziecku, z których żadnej niestety luby mój nie robi, to po prostu "zajmowanie się dzieckiem", znaczy jeden ot taki drobiazg. Ech :) Podziwiam, że dajesz radę szyć i dłubać... Ja dla zrobienia jednego (tylko jednego w tym roku!) handmade prezentu poświęciłam 3 noce, i reszty mi się odechciało na amen...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znamy to! kochana, znamy!

      Usuń
    2. standardowe gadki tych, którzy dużo gadają a niewiele wiedzą..

      Usuń
    3. A niechby mój tak spróbował powiedzieć;)

      Usuń
  2. Praca kobiet w domu i zajmowanie się dzieckiem jest niestety przez wiele osób niedoceniana - szczególnie przez tych, którzy jeszcze własnych dzieci nie mają. Z tym, że jak i oni zostają rodzicami, to im się oczy otwierają, że tak łatwo to wcale nie jest.

    OdpowiedzUsuń
  3. A daj spokój z takimi ludźmi, jak nic nie robisz. Ja też dłubię w filcu, szydełku, udzielam się w akcjach charytatywnych na fb i jeszcze egzaminy końcowe na studiach i robię to wszystko w nocy, chodzę spać o 2.00 i na prawdę jestem w stanie dużo podziergać w tym czasie. Wszystko jest kwestią dobrej organizacji, jesteś po prostu zorganizowana.

    OdpowiedzUsuń
  4. W nosie miej ludzi, ktorzy nie wiedzą jak to jest :/ Szlag mnie czasem trafia przy takich tekstach.

    OdpowiedzUsuń
  5. praca przy dziecku jest wymagajaca...ale odkad maly skonczyl siedem mcy wrocilam do pracy i docenilam ile mialam wczesniej czasu... bo do tych wszystkich obowiazkow o ktorych piszesz doszedl jeszcze etat 7 godzin dziennie...a noce mam ciagle nieprzespane...moze Cie to pocieszy... a jestes pewna,ze ludzie tak o Tobie mowia? doszlo do Ciebie cos?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówić, to nikt tego głośno nie powie, ale wiem na pewno, że jedna osoba tak myśli, w sumie średnio mnie to obchodzi, ale to krzywdzące.
      Co do pracy, to ja ani na chwilę nie przestałam jej wykonywać. To, że do firmy nie jeżdżę, nie znaczy, że się nią nie zajmuję. Taki plusik własnej działalności.
      A czasu mi starcza na wszystko, oprócz nudy;)

      Usuń
  6. Normalka, już się przyzwyczaiłam ;) i sama mówię innym, że nic nie robię :D

    OdpowiedzUsuń
  7. No chyba kogoś pogieło i to mocno, skoro Ci śmiał powiedzieć, że nic nie robisz. Albo z dziećmi ktoś nie miał do czynienia...Bycie matką malucha, który nie jest się w stanie sam sobą zająć to najcięższa harówka pod słońcem. I tylko fajnie masz, że nie musisz wychodzić do pracy...

    OdpowiedzUsuń
  8. Przy małym dziecku to po prostu nie ma jak się nudzić. Każdą minutę się maksymalnie wykorzystuje:)
    Nie przejmuj się takimi tekstami.
    Mojemu mężowi,kiedyś się wypsnęło "przecież ty siedzisz cały dzień w domu i nic nie robisz". Ale kiedy przez kilka dni urlopu posiedział w domu razem ze mną i dzieckiem,to przyznał,że ja wykonuję cięższą pracę od niego.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak tak właśnie jest matka nic w domu nie robi wszystko robią krasnoludki:D a ona leży sobie i odpoczywa:):):)

    OdpowiedzUsuń
  10. to samo słyszę od taty ,kiedy szyję ..masakra

    OdpowiedzUsuń
  11. Za każdym razem gdy chwytam za igłę, szydełko czy inne tego typu to słyszę "a ty nie masz co robić? Nudzi ci się?"...znam Twój ból

    OdpowiedzUsuń
  12. A olać, kto co sobie myśli. Jakbyś poszła do pracy, to by się nagle okazało, że straszna z Ciebie matka, bo zostawiłąś malucha. Patrz MOI :D
    Zawsze się jakiś niezadowolony znajdzie.
    Dopóki Wam taki układ odpowiada, to żyjcie po swojemu. I nikomu nic do tego!

    OdpowiedzUsuń
  13. jak by mi ktoś tak powiedział...o nie ręczę za siebie... ludzie nie rozumieją ,ze ktoś zamiast czytać pudelka ,albo studiować program telewizyjny wolą coś kreatywnego zrobic ,a mamy to już ogóle potrzebuj takiej odskoczni kosztem snu i wszelkich innych wyrzeczeń ,żeby widać było coś namacalnie ,ze żyją ;) pozdrawiam

    http://kawalkiswiatamojego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedyś sprzątałam co chwilę po młodej. teraz ograniam pod koniec dnia. i tak wszystko wyrzuca, wyciaga...a jak małż wraca z pracy Ja wtedy chętnie poukładam On się bawi z młodą a ja ..odpoczywam ogarniając cały ten bajzel :-)

    OdpowiedzUsuń