niedziela, 12 stycznia 2014

Filip i niebezpieczne mieszkanie...

Filip chodzi!!!
No może nie tak do końca jest to prawda, ale przemieszcza się całkiem sprawnie.
Opanował sztukę, która łączy za sobą raczkowanie, suwanie i chodzenie.
Na zmianę, to jest na kolanach, to na stópkach, to na tyłeczku.
I tak przemierza mieszkanie.
I to jak szybko.
Nauczył się tego w dwa dni.
W dwa dni od nieruchomego Filipa stał się Filipem Pędziwiatrzem.
Zaczęła się akcja ciągłego pilnowania, no i oczywiście zabezpieczania mieszkania.
Jak na początkujących rodziców raczkującego brzdąca przystało, nie mamy zielonego pojęcia co zabezpieczyć trzeba.
No teoretycznie wiemy, że kontakty, ale które najpierw?
Teoretycznie wiemy też, że szafki, ale które uda mu się otworzyć, a które zostawić, bo może je swobodnie otwierać. A może lepiej wszystkie, żeby nie uszkodziły filipich paluszków.
No i kwiatki, ale co z nimi zrobić. Czy są takie, które nie szkodzą czy lepiej pozbyć się wszystkich.
Takich "ale" jest multum.
Doszliśmy do wniosku, że i tak nie jesteśmy zabezpieczyć i przewidzieć wszystkiego. Pozostaje nam uważne obserwowanie Filipiastego i w razie wykrycia zagrożenia, eliminowanie go.
Na pierwszy ogień poszedł salon i miejsca, które Filip sobie szczególnie upodobał.
Pierwsze były szuflady i szafki w salonie.
Profilaktycznie zakleiłam je taśmą klejącą, bo jak na razie M. nie trafił na zabezpieczenia pasujące akurat do takiego ustawienia szafek. Coś na pewno się jeszcze wymyśli, ale na chwilę obecną nas wystrój się uatrakcyjnił takimi widokami:

Kolejna była, wciąż u nas jeszcze obecna, choinka. Tutaj wystarczyło przewiesić szklane bombki wyżej, a na dole zostawić same plastikowe.
Na półce pod stolikiem zostały już tylko same bezpieczne rzeczy.
Zastanawia nas bardzo, jak zorganizować komódkę pod telewizorem, gdzie stoi dekoder, konsola i dvd. Na razie króciutkie filipie łapki jeszcze do sprzętów nie sięgają, ale już próbują.
Zniknęły ukochane przez Mamusię wszechobecne przedłużacze. Powinny zniknąć już dawno, ale zawsze było mi z nimi wygodniej.
Kwiatki z podłogi też stopniowo pewnie poznikają, ale wszystko po kolei.

Z pozoru bezpieczny pokoik Filipka też wymaga delikatnej reorganizacji.
Pierwsze co rzuciło się w oczy to półki. Nie są stabilne i próba stawania przy nich mogłaby się w najlepszym wypadku skończyć upadkiem.
Kosz na brudne pieluszki też przykuł uwagę Borsuczka więc coś z nim trzeba będzie zrobić.
Pod łóżeczkiem swoją kryjówkę miała waga i pokrowiec na łóżeczko turystyczne z resztkami osprzętu. To też będzie musiało zniknąć.

Po drodze jest jeszcze korytarz i kocia kuweta, kuchnia, łazienka na szczęście zamykana i nasza sypialnia.
Kuchnia zostanie odgrodzona barierką, ale co z resztą?
W każdym pomieszczeniu ogrom zagrożeń, o których sobie nawet nie zdajemy sprawy.
Wszystkiego się nie da zabezpieczyć dlatego teraz podwójnie ważne jest, by dziecięciu poświęcać więcej uwagi. Trzeba mieć go cały czas na oku. Pilnować i reagować w odpowiednim czasie.
Jak na razie Tatuś przytaszczył różne rodzaje ustrojstw i będziemy testować.


A ktoś powiedział, że jak zacznie się sam przemieszczać będzie łatwiej.
A może Wy macie jakieś sprawdzone patenty na bezpieczny dom dla maluszka?


21 komentarzy:

  1. patentu niestety brak ... zabezpieczenia nie wszystkie się sprawdzają. po prostu trzeba pilnować i jeszcze raz pilnować ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój Filip na razie jeszcze tylko pełza, a już szafki i szuflady to jego ulubione miejsca. Musimy jakoś je pozaklejać, bo ciągłe pilnowanie i przestawianie go w inne miejsce,już mi bokiem wychodzi;) Gniazdko na szczęście mamy tylko jedno na widoku,reszta za szafkami,więc do nich nie sięgnie. No i jeszcze pewnie kilka miejsc, musimy dokładnie się rozejrzeć. Gdzieś wyczytałam,żeby samemu przejść dom na czworaka i zobaczyć z tej perspektywy,co może być niebezpieczne;D

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas poza zabezpieczeniem ostrych rogów uchwytów w kuchni oraz 2 szuflad (leki + chemia) wszystko pozostaje do swobodnej eksploracji Zosi. Oczywiście, odkąd tylko zaczęła swobodnie się przemieszczać mamy oczy wokoło głowy i pilnujemy jej, tłumaczymy od samego początku czego nie wolno ruszać. I działa. Gniazdka są u nas zabezpieczone już fabrycznie, więc nie stanowią zagrożenia, ale Zosia sama wie, e gniazdko elektryczne robi NIE!
    Nie róbcie z domu pokoju bez klamek... Dlaczego ma znikać waga, pokrowiec na łóżeczko, kwiatki itd. Tłumacz, tłumacz po stokroć i dziecko lepiej na tym wyjdzie, niż na usuwaniu z jego drogi wszelkich zagrożeń - kiedyś gdzieś się z nimi zetknie i jako nieznane będą kusić znacznie bardziej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, nie. Źle mnie zrozumiałaś;) Jestem tego samego zdania co Ty;) Staram się tylko wyeliminować zagrożenia, które naprawdę mogłyby skrzywdzić mi dziecko. Waga jest szklana, w pokrowcu na łóżeczko są ostro zakończone rurki od stelaża, a niektóre kwiatki są trujące. A, i w szafkach w salonie są talerze. Gdybym chciała go izolować całkiem od zagrożeń, to wsadziłabym go do kojca, a tego jestem zdecydowanym przeciwnikiem.

      Usuń
    2. ok, rozumiem :) trzymam więc kciuki za skuteczne rozwiązania :)

      Usuń
  4. właśnie ja też szukam bramki do kuchni..
    Gratulacje dla Fifiego ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. My już też powoli myślimy o zabezpieczeniach. Coś tam już mamy od znajomych, ale nie wiem, czy wystarczy.
    Na pewno zabezpieczę kanty i gniazdka, a i pewnie zabiorę z zasięgu rączki szklane przedmioty.
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystko zależy od dziecka, jedne trzeba chronić przed nimi samymi i ich pomysłami :)

    OdpowiedzUsuń
  7. u nas tylko gniazdka są tak naprawdę zabezpieczone, niektóre szuflady tak jak u Ciebie a większość szafek i szuflad bez zabezpieczeń.
    powtarzając w kółko, ucząc - wie gdzie nie wolno a gdzie może robić swoje porządki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. haha ,fajnie pozaklejałaś szafę taśmą :D
    my przed Kubą niczego nie zaklejaliśmy ,rogów też nie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. My ostatnio zabezpieczyliśmy kontakty, bo paluszki z wielką chęcią się do nich pchały i poobklejaliśmy narożniki.
    Szafki zaklajstrowane taśmą wyglądają genialnie ;P!

    OdpowiedzUsuń
  10. oj u nas też było mnóstwo tych zabezpieczeń ;D ale z własnego doświadczenia powiem Ci, że i tak zawsze kuba wynalazł zabawke niebezpieczną :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluję tej umiejętności :)
    Jak koleżanki pisały wszystko zależy od dziecka. Ty napisałaś, że wszystkich zagrożeń nie da się uniknąć i masz rację :)
    My mamy dwie bramki, jedna w kuchni, jedna na górze schodów, kuwetę kocią kupiliśmy zamykaną (taką budkę). Resztę kontrolujemy :) Faktem jest, że musiałam coś na szybko wykombinować, gdy synal otwierał mi szafki kuchenne (akurat tą od śmieci i tą z urządzeniami) pomogły gumki recepturki zawinięte o mechanizm szuflady, która znajduje się między tymi szafkami :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj ciężki kawałek chleba przed wami i niedługo przede mną :-) oczy szeroko otwarte bo dzieci zawsze wejdą tam gdzie my nawet w myślach byśmy nie pomyśleli

    OdpowiedzUsuń
  13. O rety, jak ja się boję tego momentu! Pojęcia nie mam jak dom zabezpieczyć... Czekam na relacje z dalszych Waszych doświadczeń :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja najwięcej czasu spędzam na tłumaczeniu...starszemu synowi, aby nie zostawiał swoich zabawek w zasięgu reki młodej. Nasz 14sto miesięcznica porusza się już sprawnie po mieszkaniu. Na swoim koncie ma już zbitą szklanę, słoik, ściągnięty obrus..a i tak o zawał serca przyprawiła mnie wczorajsza sytuacja...
    Młody chwalił się kulkami magnesowymi (o średnicy ok. 2cm), które kupił w Centrum Kopernika... potem poszli z Tatą na łyżwy..a kulki zostawił na łóżku. Ja ich nie dojrzałam i tylko cud sprawił, że gdy wesżłam do salonu, młoda mieliła coś w buzi. Standardowo podesżłam do niej pytając "Haniu co masz w buzi?"..a ona wypluła 2 metalowe kulki!!! jak tylko sobie to przypomnę to serce mi staje jak mogło się to skończyc...

    OdpowiedzUsuń
  15. Bąbel dekodery zostawił w spokoju bo parę razy powiedzieliśmy, że nie można ich ruszać. Wolno mu za to włączać radio. Szafki i szuflady zostawiliśmy bez zabezpieczeń, Mały do nich zagląda, ogląda to co mu się podoba i później zostawia. Gniazdka w ogóle nie znalazły się w kręgu zainteresowania.

    OdpowiedzUsuń
  16. ja nic w sumie nie zabezpieczałam poza rogami stołu (ale i tak się te zabezpieczenia odklejały). Teraz Sonia zaczyna się przemieszczać i uwielbia wszelkiego rodzaju kable, piloty i telefony - ja nie wiem co dzieci w nich widzą?

    OdpowiedzUsuń
  17. BRAWO DLA ZDOLNEGO FILIPKA! :) U nas coś powoli do raczkowania Gabryś zmierza, ale pełzanie jest na pierwszym miejscu :) Jeśli chodzi o nas to w sumie odkąd Młody się przemieszcza... nie zmieniliśmy nic oprócz zwisającego ze stolika obrusu, bo bardzo lubił za niego ciągnąć i zrzucać sobie na głowę różne rzeczy ;) Szuflady, szafki - do wszystkiego ma dostęp (uwielbia zamykać i otwierać szuflady) po prostu gdy to robi jesteśmy przy nimi bacznie obserwujemy :)

    OdpowiedzUsuń