poniedziałek, 27 stycznia 2014

Kolejny weekend. Czas szybko leci, dziecko biega, zęby rosną...

No i minął kolejny weekend.
Jak ten czas szybko leci.
A weekend mieliśmy przedłużony, bo Tata Filipa i piątek zrobił sobie wolny.
Ale co dobre szybko się kończy i mamy już poniedziałek.

Oprócz piątku, cały ten czas przesiedzieliśmy w domu. 
Pogoda była jaka była, a marudny Fifi nie zachęcał do wychodzenia z domu.
W piątek Tata pozałatwiał swoje sprawy, a potem zabrał nas na zakupy.
Mama Filipa odkryła ostatnio z przerażeniem, że dziecko rośnie jej bardzo szybko, brudzi się jeszcze szybciej i ilość bodziaków w naszej szafie jest niewystarczalna.
Ponieważ pogoda jaka jest, każdy widzi, udaliśmy się do galerii z parkingiem podziemnym, co by nam na głowę nie padało i wiaterek nie wiał.
I co?
I wydaliśmy dużo pieniążków, z czego Mamusi trafiła się książka, a Tatusiowi nic. Całą pulę zgarnął Filip.
Trafiliśmy na promocję więc poszaleliśmy w Smyku, z H&M też nie wyszliśmy z pustymi rękami, a po wizycie w Rossemann'ie Tatuś wyglądał już jak juczny osiołek.

I tyle było naszych wycieczek.
W sobotę pospaliśmy do jasności na dworze czyli aż do 7.30. Tata Filipa wstał, wyjrzał za okno, spojrzał na termometr i orzekł, że basen w grę nie wchodzi.
Na dworze było około 19 stopni na minusie. Na basenie jest wyjątkowo ciepło więc uznałam, że Tatuś ma rację i zostaliśmy w domu.
Mamusia skorzystałam z tatusiowej opieki i sama zabrała się za serduszkowe działania. W ten sposób powstały kolejne serduszkowe zawieszańce.
Poszalała też troszkę w kuchni bez ganiania między kuchnią a salonem.

Przyznam szczerze, że troszkę mnie weekend zrelaksował.
Brak w naszym otoczeniu osób, które by krytykowały albo na siłę próbowały wprowadzać swoje reguły, podziałał na mnie odświeżająco.
Uwielbiam takie dni tylko we troje.
A wieczory tylko we dwoje.

A dziś?
Rzucona na głęboką wodę nie wiem, jak dam sobie radę.
Fifi oszalał.
Przemieszcza się (bo nie wiem, jak to nazwać) po całym domu. Wszystko rozrzuca, przy wszystkim się wspina, a Mama ma co pięć minut nowy zawał. Nabawię się nerwicy.
Mimo, że parę postów wcześniej pisałam, że jestem przeciwnikiem kojców, w tym miejscu muszę to odszczekać. Dziś M. podjedzie do mojej cioci po taki właśnie sprzęt, bo zwariuję.
A co mnie przekonało?
Widzę, jak Maluch dobrze się bawi w łóżeczku. Łóżeczka mamy dwa, w tym drewnianym raczej boję się, że się poobija, ale w turystycznym szaleje przed spaniem do woli. Staje, przewraca się, wyrzuca misie. Tylko, że ono stoi w sypialni i mam wyrzuty sumienia, że go tam zostawiam. A poza tym łóżeczko ma służyć do spania, a nie do zabawy.
Dlatego kojec w salonie, to chyba dobre rozwiązanie.

Do pełni szczęścia dodano mi dwa wyłaniające się ząbki. Ekstra połączenie.
Dziąsełko z prawej strony już pękło przy akompaniamencie płaczącego Filipka, a z lewej aby patrzeć i będzie to samo.
Żal mi dziecka strasznie. Jak już wcześniej pisałam, odpuściłam mu spanie samodzielne. Koło 1 w nocy zabieram go do siebie. Budzi się co 2 godziny, ale jest przy mnie.
To samo jest z karmieniem. Jak nie chce jeść, to odpuszczam i daję jednak pierś, mimo, że miałam postanowienie, że posiłki stałe, to posiłki stałe.
Sytuacja jest wyjątkowa więc można dać mu troszkę luzu.

A tak oto Fifi lustruje nam wszystkie szuflady:


 A na koniec absolutna perełka;)
Gdyby nie jakość zdjęcia, pewnie bym go nie pokazała, a tak nie widać przynajmniej, jak tragicznie prezentuje się Filipiamama po nieprzespanej nocy.
Zdjęcie pod tytułem "Leniwa niedziela":


A jak Wam minął weekend?
Leniwie, pracowicie, twórczo czy na pogoniach za dziećmi?
Bo u mnie można spokojnie powiedzieć, że wszystko po trochu.

14 komentarzy:

  1. Kojec był dla mnie zbawieniem, jak Mała zaczęła być ruchliwa. Co do zakupów, to u nas przeważnie tak samo wygląda- wszystko dla dziecka, a dla nas albo nic albo coś mało specjalnego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też ruszyłam z mężem na zakupy,Filipa zostawiliśmy z rodzicami, a sami mogliśmy pochodzić po sklepach:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, że nie zapomniałaś i o sobie w czasie zakupów :) Kojec, czemu nie ? Przynajmniej krzywdy sobie nie zrobi.

    OdpowiedzUsuń
  4. O jak już ładnie stoi i broi:) jakbym widziała swojego szkraba:) buziaki dlaWas

    OdpowiedzUsuń
  5. Weekendy są zdecydowanie za krótkie zwłaszcza jak można spokojnie posiedzieć w domu. Chociaż w moim domu raczej spokojnie nie jest. ;)
    Ja też rozważam kupno kojca, bo inaczej moja mama się zabiega za tym małym berbeciem. Kiedy nam te dzieciaki tak z kopyta ruszyły? Przecież dopiero co się urodziły :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fifulski ruszył z rozwojem ruchowym, ze hoho ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to da się zauważyć! Nam jeszcze Gabryś tak nie broi W łóżeczku stanie, a przy meblach na razie delikatnie ćwiczy ;) A weekend? Pracowity do kwadratu- .-'

      Usuń
  7. Jeju, on stoi! Jestem w szoku;) Oczom nie wierzę;) DO roczku będize chodził aż miło;) Fajnie, ze weekend we trójkę się udało. Ja też najlepiej lubię z mężem i z małym posiedzieć, odpoczać. a zakupy w rossmannie, to jest to!

    OdpowiedzUsuń
  8. he he ruszył Filipek:) zaczyna się zabawa:)
    rozumiem doskonale, przeżywam to samo, z tą różnicą, że ja z racji rosnącego brzucha z Zosią coraz wolniejsza a Leon coraz szybszy:)
    kojec - dobra sprawa:)
    fajne są takie dni we Troje, oj fajne!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie korzystałam z kojca. Moje dziecko jest ruchliwe i ciekawe świata - dałam mu pełną swobodę:) To nie znaczy, że jestem ich przeciwniczką.

    OdpowiedzUsuń
  10. No to się zaczęło droga mamo teraz tak jak piszesz zawał co pare minut Cię czeka. Fifi nie raz zaskoczy Cię swą szybkością i pomysłem godnym najlepszego akrobaty. Mój Kapsel wspina się na parapety, taborety, schody i wszystko co wystaje chociaż trochę ponad ziemię:) I rozumiem całkowicie powiedzenie, że jak dziecko jest cicho to coś kombinuje:) Także ściskam Cię mocno i życzę mocnego serca i szybkiego refleksu bo armagedon nadciąga:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wybacz ale nieco się uśmiałam :) Dziesiątki, setki tysięcy dzieci śpią w drewnianych łóżeczkach i nie szkodzi to ich zdrowiu, Fifi chyba też nie odniósłby w nim uszczerbku na zdrowiu :) Nie dajmy się zwariować.
    Przeczytaj sobie ten artykuł i obejrzyj podlinkowany w nim wykład, może Ci pomóc :) http://zuchpisze.pl/wychowujemy-przegranych/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja tutaj nie o spaniu. Chociaż przy spaniu też potrafi guza sobie nabić. Nie uważam za przesadę dbanie o to, żeby dziecko mi się nie poobijało.

      Usuń
  12. Obiecałam i zapraszam : http://szyciekoty.blogspot.com/2014/01/candy-z-kotem-u-koty.html

    OdpowiedzUsuń