poniedziałek, 6 stycznia 2014

Nareszcie koniec...

Nareszcie kończą się święta.
Co prawda M. był w czwartek i w piątek w pracy, ale to taka króciutka przerwa. Poza tym wracał wcześnie, to nawet nie poczułam jego nieobecności.
Jutro poświątecznie pewnie też długo nie zabawi poza domem.
Trochę się obawiam, bo Filip jest ostatnio strasznie marudny. Jak już wpadnie w spiralę kwęczenia, to ciężko go czymś zająć nawet na chwilę. Każdy by oszalał, jakby 4 godziny próbował zabawić pojękujące dziecko.
Ale prawda jest taka, że jak M. nie ma w domu, to ja sobie ze wszystkim lepiej radzę.
Filip jakiś grzeczniejszy, ugotowane, uprane, a jeszcze mam czas na internet i swoje hobby.
A jak Szanowny Tatuś ma wolne, to wszystko się sypie. 
Niby się zajmuje Małym, ale co chwilę mi go podrzuca, mały jęczy, M. trajkocze, głowa pęka.
Prace domowe też zazwyczaj kuleją wtedy, bo codziennie wykorzystuje do nich drzemki filipie, a w wolny dzień zwyczajnie mi się nie chce zapierniczać jak mały samochodzik, kiedy M. okupuje kanapę. Bo dla niego drzemka dziecięcia jest do odpoczynku. 
Nie to, żebym miała do niego jakieś pretensje, ale wyglądałabym wtedy, jak służba ze szmatką, kiedy pan siedzi z nóżkami na stole.
Dlatego w weekendy porządki owszem robię, ale jak Filip bawi się z Tatusiem. A jak Filip śpi, to obydwoje się lenimy.
Dlatego cieszę się na koniec tego długiego weekendu.

No i Teściowie.
W końcu przestaną nas zagłaskiwać na śmierć.
A raczej zakarmiać na śmierć.
Teściowa ma dziwny zwyczaj przekarmiać nas tylko po to, żebyśmy się zajęli jedzeniem i zostawili jej dziecko choć na chwilę.
To miłe, bo w weekendy rzadko gotuję w domu, ale ilości tego jedzenia mnie przerastają. A ja i tak połowę zawsze oddaję M., bo sama nie mogę.
A poza tym przyda mi się w końcu trochę odpoczynku od nich. Każdemu to dobrze zrobi.
W przyszły weekend też raczej się nie zobaczymy. Przynajmniej w sobotę, bo Mamusia wybiera się na spotkanie z innymi blogerkami z naszej cudownej Lubelszczyzny;)
Wybiera się o ile nie stchórzy, bo poznawać ludzi to Mamusia lubi, ale należy do raczej nieśmiałych osób, co dość utrudnia jej czasem funkcjonowanie w społeczeństwie;)

No i co my jeszcze dziś robiliśmy?
Ano odwiedziliśmy filipią prababcię i ciocię z wujkiem, a maminą siostrę.
Było krótko, ale miło.
Filipi "prawie"  wujek kończy właśnie, jako drugi kierunek, architekturę więc doradził nam także w sprawie budowy domu.
Mimo, że na co dzień rzadko widują Malucha, to jak już go dopadną, to zachwytom nie ma końca.
A Mamusia co?
Mamusia pęka z dumy.

W domciu zaliczyłam pierwszą gonioną kolację Filipa, potem kąpiel i spanie.
Jak dalej będzie, to jak zawsze niewiadoma.
A teraz nareszcie mam chwilkę dla siebie.
A na koniec zapraszam Was na pyszne owsiane muffinki z przepisu podkradzionego TU.

14 komentarzy:

  1. Moja mama i teściowa robią to samo- jedzcie, jedzcie ja się małą zajme... a potem dupa jak szalupa!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie takie przerwy świąteczne jakoś też wybijają z rytmu. Choć nie powiem-bardzo lubię jak mój K. jest w domu, bawi się z Filipkiem,pomaga mi. U nas na szczęście nie ma problemu z marudzeniem,bo Filip jest bardzo wesoły i towarzyski, tylko właśnie trzeba się z nim ciągle bawić i wygłupiać, a przez to jak jestem sama to nie wyrabiam się czasem z wszystkimi domowymi obowiązkami. No ale mój Filip śpi w dzień 2 razy po maks.30 minut.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja absolutnie nie mówię, że nie lubię, jak M. jest w domu, tylko, jak dłużej jest taka sytuacja, to wszystko się przestawia;) A z tym Filipkowym marudzeniem, to mam nadzieję, że chwilowe, bo zazwyczaj też jest bardzo radosnym dzieckiem;)

      Usuń
  3. Muffinki wyglądają bardzo smakowiecie :)
    Wiesz, kiedyś w przypływie złości powiedziałam mojemu mężowi, że w zasadzie lepiej jak go nie ma, bo mi wtedy dużo łatwiej wszystko ogarnąć. I myślę, że po części coś w tym jest. On mi czasem bardziej przeszkadza niż pomaga, co zrobić...
    Mam nadzieję, że Filip przestanie marudzić, trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A dla mnie koniec przerwy świątecznej mojego M. to powód do smutku...Znowu zostaniemy sami, buuu...
    Muffinki wyglądają przepysznie, muszę wypróbować przepis :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja nie wiem jak to się dzieje, ale u mnie też jak mąż w dom to bałagan i rozgardiasz w dom :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Poczęstuję się muffinkiem, pozwolisz?:)

    Ty! A my nie mamy tych samych teściów? Hahaha widzę duże podobieństwo ;) Ale ja np. uwielbiam jak rano teściowa przychodzi po Błażeja a ja mogę jeszcze spokojnie dospać ;) ale takie rarytasy tylko w niedzielę i to też nie zawsze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo;)
      U mnie mąż, jak tylko może to zabiera Filipa, a ja dosypiam;)

      Usuń
  7. Muffinki wyglądają rewelacyjnie a jeśli smakowały tak samo to już cud-miód orzeszki:)
    Osobiście też juz wolę byc sama z Małym w domu, jak Ślubnego nie ma, bo jak móiesz - człowiek jakoś się lepiej organizuje :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wyglądają przepyszcznie ;)
    a co do spotkania zazdroszczę, że u nas na śląsku nikt nie zorganizował takich :)
    pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytając komentarze trzeba się zastanowić po co kobietom chłopy skoro lepiej im bez nich? Ja tam z obecności męża nie narzekam, przynajmniej kręgosłup mnie nie na... od noszenia Małego :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to, to tak;) Tylko mój M. akurat, jak zajmuje się dzieckiem, to nic innego już nie zrobi, a jeszcze bałaganu wokół siebie dołoży. Dla przykładu: rolety kupił trzy tygodnie temu i nie miał do tej pory czasu powiesić;)

      Usuń
    2. Ha ha... Ja ostatnio urwałam rolety więc wskoczyłam mężowi na barana i naprawialiśmy razem. A gdy chcę by coś zrobił to daję mu wybór np. chcesz myć butelki czy zmieniać pościel? Ma wtedy poczucie, że jest ważny i że obowiązki są dzielone bo on coś robi i ja też :)

      Usuń
  10. Doskonale Cię rozumiem. Takie długie bycie w domu trochę rozbija codzienne funkcjonowanie. Co innego gdyby udało się wyjechać...a tak...? ile można się ..byczyć? :-)

    OdpowiedzUsuń