czwartek, 6 lutego 2014

9 miesięcy... A jak to się zaczęło?

No i stało się.
Fifulec siedzi na zewnątrz tyle samo, co siedział w brzuszku.
We wtorek stuknęło naszemu synkowi równe 9 miesięcy.
Nie będę się tu rozpisywała o tym, co umie, a czego nie, bo ciężko mi się połapać w tych jego umiejętnościach. Cały czas mnie czymś zaskakuje i zadziwia. Rozwija się z prędkością światła.
Dziś napiszę jedno, a jutro już to będzie nieaktualne, bo nauczy się czegoś nowego, bardziej spektakularnego;)
Dziś chcę sobie przypomnieć dzień, w którym spadła na nas wiadomość, że rodzina nam się powiększy.
To miał być ostatni raz, kiedy to próbowaliśmy potomka sprowadzić na ten świat polubownie. Jakby nic z tego nie wyszło, mieliśmy się decydować na bardziej stanowcze działania.
Jak widać, nie trzeba było;)
Nawet nie doczekałam do terminu spodziewanej miesiączki, nie wytrzymałam.
Może normalnie bym się wstrzymała, ale akurat 18 sierpnie 2012 roku obchodziłam urodziny. 
Okrągłe urodziny, takie co zmieniają cyferkę na początku i wprawiają w przygnębienie.
Mój podły humor potęgował jeszcze fakt, że większość zaproszonych znajomych była w rozjazdach i z planowanej hucznej imprezy została posiadówka z garstką znajomych.
Podszykowane wszystko miałam dzień wcześniej, więc w wielki dzień pospaliśmy dłużej, potem pochodziliśmy w piżamkach tak do 11 i coś mnie naszło.
Test ciążowy od dłuższego czasu zawsze jakiś zapasowy w szafce leżał.
Pomyślałam, co mi szkodzi.
I co?
I wyszła bledziuchna kreseczka, taka ledwo widoczna, że prawie niezauważalna.
Zawołałam męża, a ten spojrzał i wyszedł;)
A ja zostałam sama w łazience.
Tak zwyczajnie.
Małżonek wrócił blady i wręczył mi dwa kolejne testy, każdy inny.
I co?
I znów to samo.
I na jednym i na drugim;)
Wtedy to dopiero zaczęła się impreza.
Zamiast świętowania moich urodzin, M. z kolegami raczyli się wódeczką w innej intencji, a ja z wrażenia i tak padłam przed północą.
Ponieważ to była sobota, musiałam z badaniami krwi poczekać do poniedziałku, ale w poniedziałek bladym świtem pojechałam do laboratorium.
W pracy siedziałam jak na szpilkach, co chwila sprawdzając czy są już wyniki. 
Jak przyszły, wszystko już było jasne.
Będziemy rodzicami.
Tak bardzo chciałam od razu każdemu powiedzieć, ale się bałam, że zapeszę.
Jak widać nie zapeszyłam.
Pamiętam, że tego dnia był straszny upał. I tylko tyle, bo potem długi czas wyleciał mi z pamięci.
W prezencie na 30. urodziny dostałam pozytywny test ciążowy, na Mikołajki dowiedziałam się, że będziemy mieli synka, a dwa dni po 4. rocznicy ślubu urodził się Filip.
Tak to było półtora roku temu, a teraz Fifi skończył 9 miesięcy.
Te osiemnaście miesięcy zmieniło wszystko w naszym życiu.
Ustawiło nas w miejscu, w którym powinniśmy być.
Teraz jest dobrze.
Czasem zapominam, jak to było przedtem.

PS. W tym miejscu, chciałabym się pochwalić zdjęciem pozytywnego testu, ale zwyczajnie go nie mam.
Miałam długi czas, ale gdy nasz przeuroczy sąsiad po raz setny zalał mi łazienkę, wyrzucając wszystko z szafki, zgarnęłam i testy. No i niestety wyrzuciłam;)
Trudno. Może za jakiś czas będzie następny;)
 A póki co mamy zdjęcie Filipa 9 miesięcy temu:
 

14 komentarzy:

  1. Ależ inaczej wygląda :)
    Kosmicznie się zmienił :)
    Piękna historia! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. fajna opowiesc, ale mialas prezent na 30 tke! najpiekniejszy! ja w wieku 30 l zaczelam sie starac,ten przeskok na liczniku robi swoje:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczne wspomnienia! Od razu nachodzą mnie moje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja wciąz mam testy ciążowe naszej dwójki...co mi wpadną w rekę jakoś nie mogę wyrzucić...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale szybko ten czas leci prawda? Dopiero,co wiadomość o ciąży, a tu już taki duży synek! Piękny prezent miałaś na urodziny:)

    OdpowiedzUsuń
  6. :) 2 kreski na plastikowym patyku, a tyle szczęścia ze sobą niosą! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zrobiłam test pięć dni po Tobie i też był bladziuchny ;)
    Ciąża była taaaaka długa a dziewięć miesięcy z Julką minęło szybko, jak mrugnięcie okiem.
    Ty też tak miałaś?
    To jaki prezent sobie zażyczysz na następne urodziny??? ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale duże już te nasze chłopaki... Ech... A Filipek na zdjęciu przesłodki, aż mam ochotę schrupać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Śliczne wspomnienia:)
    http://memoriems.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. jej , Twój synio urodził się dzien wczensiej od naszego :) Tomasz zawitał na świat 7 maja ;) Test robiłam 9 września w urodziny mojego męża ;)

    OdpowiedzUsuń