piątek, 7 lutego 2014

Blog Roku...

Blog Roku.
Nie, ja nie biorę udziału.
I nie, nie dlatego, że coś mi w tym konkursie nie pasuje.
Pasuje, jak najbardziej. 
W swoich ulubionych blogach mam kilka, które odkryłam właśnie dzięki temu konkursowi jeszcze zanim sama pomyślałam o tym, że kiedyś będę blogerką.
Bo chyba jestem blogerką. Prawda?

Ale do tematu.
Mąż mnie namawiał, a ja się zaparłam.
Ze zwykłego tchórzostwa.
Bałam się krytyki, że gdzie taka i owaka się pcha.
Bałam się, że nikt na mnie nie zagłosuje i będzie mi przykro, a wierzcie mi, ja bardzo przeżywam niepowodzenia i przykrości. Zwyczajne chciałam sobie tego oszczędzić.
A jakby, na nieszczęście, coś się udało, jakby się zaplątała jakaś popularność, to jak ja, szara myszka, by sobie z tym poradziła.
Bo ja jak ognia boję się wystąpień publicznych.
Wiecie, że moja rodzina, oprócz męża oczywiście, nic nie wie o tym, że prowadzę bloga.
Nie kryję się z tym specjalnie, ale też nie chwalę się.
Teraz troszeczkę to moje blogowe życie przenosie się do tak zwanego reala, taka kolej  rzeczy i tego też się trochę boję. Ot taka strachliwa jestem.
I właśnie z tego strachu nie zgłosiłam się do Bloga Roku.

Sama, jak na razie, zagłosowałam na dwa blogi. 
Nie będę ich tutaj reklamować, może jak zdobędą wyróżnienia to się pochwalę, że to ja się przyczyniłam.
Obydwa lubię, czytam i oglądam.
Myślę, że jeszcze parę blogów do mojej listy dołączy, ale nie będzie to efektem namawiania mnie na głosowanie, tylko mojego świadomego wyboru. Impulsu: ten jest fajny, zagłosuję.
U mnie tak to działa.
Ale znów wracając do tematu.
Nie biorę udziału i teraz się z tego cieszę.
Chociaż przyznam, że jak ruszył drugi etap, to było mi żal.
Już nie jest.
Dlaczego, to pewnie wiecie sami.
Ale zabawa mi się podoba, bo naprawdę można znaleźć fajne blogi, o których wcześniej nie słyszałam.
Dlatego co jakiś czas przeglądam listę i zaglądam to tu, to tam.
Za wszystkich biorących udział trzymam kciuki i życzę miłej zabawy bez niepotrzebnych nerwów.
Bo to miała być zabawa, a nie przepychanki.
 Pamiętajcie o tym.

9 komentarzy:

  1. Dla mnie to się zrobił wyścig szczurów o złote kalesony..
    Myślałam, że ludzie mają inne podejście.. ale się myliłam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tema się zgłosiłam, ale wcale się zbytnio nie reklamowałam. Nawet nie wykorzystałam 3 telefonów w domu :) ale nie żałuję bo już wiem o co tam chodzi i też kilka blogów odkryłam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja też się nie zgłaszałam, za malutka jestem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też nie wzięłam udziału z podobnych powodów. Poza tym cieszy mnie garstka, odwiedzających osób i nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba. Nawet facebook dla bloga nie mam, mam sam blogspot i mi wystarczy (może kiedyś?). Poza tym nie mam nic, co byłoby warte do pokazania na ogólnopolską skalę. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. kurcze jesteś taka sama jak ja a raczej takie same myślenie ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. mnie tez cieszy, ze troszke osób czyta, troszke komentuje, a cieszy kazdy komentarz. i najwazniejsze ze dzieki blogowaniiu poznalam kilka cudownych, cieplych kobiet!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nawet nie wpadłam na to, żeby się zgłosić - za krótko działam i absolutnie nie uważam, żebym miała jakiekolwiek szanse :) No i nie zależy mi na popularności, fajnie jest po prostu pisać, przelewać swoje myśli na monitor, ubierać je w słowa, opisywać nasze przygody...
    Konkurs fajny, ale okrutnie irytowały mnie tysiące błagalnych postów "zagłosujcie na mnie"...

    Przy okazji pozwolę sobie zaprosić na mój konkurs walentynkowy na najciekawszą foto-kartkę :) http://matkabrowar.blogspot.com/2014/02/walentynkowy-konkurs-na-najciekawszaoto.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja się zgłosiłam, choć byłam święcie przekonana, że nie mam żadnych szans. Przede wszystkim nie fejsbucze, nie mam konta na twiterze. Potraktowałam to jak przygodę, wyjście z domowych pieleszy..Pozytywnym aspektem jest zdobycie grona nowych czytelników. A jeśli sławe wyznaczją m.in. hejterzy to mój blog nie jest popularny. Załuje, że moje typy nie przeszły, ale pewnie dlatego, że za dużo do jednego wora wrzucili.. Ja też się boję publicznych wystąpień ale dzięki terapii coraz bardziej akceptuje siebie i robię małe, ale skuteczne kroki w wyznaczonych celach...pzdr

    OdpowiedzUsuń
  9. Przez mój pierwszy rok blogowania też nikt nie wiedział o tym, że mam bloga, nawet mąż... Dopiero z czasem się przełamałam. ;)

    OdpowiedzUsuń