poniedziałek, 3 lutego 2014

Weekendowy misz masz...

I kolejny weekend za nami.
Jak szybko leci ten czas. Wydaje mi się, że wczoraj pisałam podsumowanie poprzedniego weekendu.
Mam wrażenie, że pierwsze pół roku życia Filipa, wlekło się, jak kluski z olejem, a teraz czas zapiernicza z prędkością światła.
Jeszcze niedawno były święta, a już początek lutego.
Jeszcze niedawno Fifi kończył 6 miesięcy, a we wtorek już 9 mu stuknie.
Chyba się skuszę na kolejny odcisk nóżki, bo mamy już dwa: jak miał 3 miesiące i jak miał 6 miesięcy. Idąc tym tropem, na 9 miesięcy też się należy.

A jak nam minął weekend?
Troszkę spokojnie i troszkę z atrakcjami;)
W sobotę jak zwykle basen. Po średnio udanej nocy i pobudce o 5.30, Filip nam w wodzie zasypiał.
Potem spał  jak zabity, a rodzice postanowili wypróbować przepis na babkę ziemniaczaną.
Tatuś tarł ziemniaczki, a Mamusia kroiła, zasmażała, doprawiała, mieszała.
Wyszło dziwne, Tatusiowi smakowało, Mamusia się zapchała, ale na drugi dzień spróbowaliśmy z sosem pieczarkowym i, jakby to powiedzieć, dla mnie bomba.
Coś takiego jedliśmy pierwszy raz, ale już wiemy, że w naszej kuchni będzie się pojawiać regularnie.

A w niedzielę mieliśmy niespodziewanych gości.
Odwiedził nas Dziadek Filipa czyli mój tata.
Bardzo mnie to zaskoczyło, bo od czasu naszego ślubu był u nas dwa razy (w tym roku będziemy mieli 5. rocznicę). Pierwszy raz w ostatnią środę.
Miło mi się zrobiło, bo ile można wozić mu Filipa na okazanie, czasem mógłby i on nas odwiedzić.
Przyjechał, pokazał swojej towarzyszce mieszkanie, wypili kawkę i herbatkę, pozachwycali się Filipem i pojechali. Byli u nas tylko przy okazji innych odwiedzin, ale właśnie takie wizyty są najlepsze. Krótkie.

Ponieważ zawsze mam problem z pomysłami na obiad, to przy okazji zakupów wymęczyłam M. co miałby ochotę zjeść w poniedziałek.
Fasolkę po bretońsku.
Miał zakupić fasolę i namoczyć w dużym garnku. Takim naprawdę dużym.
I namoczył.
Jak zajrzałam, to fasolka już z niego wychodziła.
Nie mam pojęcia, jak ja tą fasolkę ugotuję. Chyba na raty. A potem będziemy jeść przez miesiąc.
Bardzo często gotuję coś z zapasem, żeby na przykład zamrozić, ale tym razem zapas będzie przeogromny.
Ma ten mój małżonek rozmach, nie ma co;)

Zapomniałam jeszcze pochwalić niedzielny poranek.
Pospałam do 9.30.
Tym razem wyrzuty sumienia były maciupkie. Spanie po 4 godziny na dobę zrobiło swoje i zadziałał instynkt samozachowawczy. Musiałam odespać, bo zaryłabym zębami w podłogę przy próbie wstania.
Na szczęście moje chłopaki mi to umożliwiły;)

A Filip?
Filip popada ze skrajności w skrajność. 
Najbardziej zaskakują mnie jego histerie przed drugą drzemką. Ledwo już na oczki widzi, a wyrywa mi się, chce uciekać, kopie i drze się jak opętany. Nie wiem co temu dziecku jest i czego chce, ale w końcu pada i śpi jak zabity. Ale ile się wcześniej oszarpiemy, to nasze.
Za to zaczął jeść lepiej. Idzie i śniadanko, i obiadek, i kolacyjka. Troszkę trzeba czasem pokombinować sposobem, ale ostatnie dwa dni tak podjadł kolacyjkę, że obudził się na jedzonko dopiero o 1. To u niego absolutny sukces.
Mam nadzieję, że to nie jest chwilowe, bo podoba mi się ten model jedzenia.
Tak więc przez weekend pointegrowałam się ze swoją rodziną, bo i tata nas odwiedził i siostra powisiała na telefonie. Mam nadzieję, że taki stan rzeczy pozostanie na dłużej, bo z rodziną męża ostatnio nie najlepiej.
Postanowiliśmy z M., że chcemy troszkę więcej czasu spędzać tylko we troje i im się to nie do końca podoba, no i obwiniają o to mnie.
Ale chyba takie jest życie. Jak z jednej strony jest lepiej, to z drugiej się psuje.

Koniec weekendu.
Koniec atrakcji.
Wracamy do codzienności;)

11 komentarzy:

  1. Fajnie, że u Was lepiej z jedzonkiem..
    wiesz, dziś też próbowałam odespać.. Mąż ma wolne, więc wzięłam kołdrę i poszłam do drugiego pokoju..
    a ten mądrala zaczął walczyć z Bartkiem, żeby jeszcze usnął bo była 5.40.
    Nie dałam rady usnąć tak się darł :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się na szczęście udało. Nawet nie wiem kiedy odpłynęłam i jak się obudziłam była 9.30;) Ale zazwyczaj jest to samo, tylko, że to mąż zabiera Filipa i idzie do salonu;)

      Usuń
    2. Żaneta, witaj w klubiem mój mąż też ma takie rewelacyjne pomysły.

      Usuń
  2. uwielbiam babki ziemniaczane, ale mnie najbardziej smakują z sosem czosnkowym - spróbuj ;)

    Odwiedziny to fajna sprawa, i dobrze, że w końcu Twój Tata przyjechał... A teściami się nie przejmuj... Moi też nie przyjeżdżają do Błażeja... I to my im wozimy go... A jak nie zawieziemy to jest: "Paulina pewnie nie chciała" i wszystko na mnie... Bo przecież nie na nich czy na ich syna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno spróbuję, bo sos czosnkowy też uwielbiam;)

      Usuń
  3. Super, że sobie pospałaś. Lubię takie jedzonko.

    OdpowiedzUsuń
  4. dobrze, że się wyspałaś, mi w ndz też było dane, także piona Siostro! ;)
    miłego tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
  5. Całkiem fajny mieliście ten weekend! No i sie wyspałaś to juz w ogole zacnie:) a z Filipami to chyba tak jest, że nie polozą sie spac nawet jak juz padaja na twarz, w konsekwencji zasypiaja na siedząco ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Taki zwykły, a piękny weekend :) My z Ł. sprzedaliśmy w sobotę młodego i zrobilismy sobie mega przyjemny wieczór we dwoje. Kolacja, kino - oj już zapomniałam jak to jest wspaniale ;) Fajnie, że Twój tata zaczął się "angażować". Moze wszystko zejdzie na właściwe tory :)

    OdpowiedzUsuń