środa, 26 marca 2014

Wizyta u Dziadka... i trudy z tym związane...

W poniedziałek, idąc za ciosem, postanowiłam znowu odwiedzić Dziadka Filipa.
W sumie, to zdecydował tak M., któremu nie chciało się kręcić po mieście i po moich badaniach odwozić mnie do domu. Po prostu pojechał dalej z nami na pokładzie.
Myślałam, że skoro w niedzielę było tak miło, to w poniedziałek też będzie, a zawsze to jakaś odskocznia od siedzenia w domu.
No, ale nie wzięłam pod uwagę jednej rzeczy.
Tamten dom nie jest zupełnie przygotowany na przybycie dziecka. Owszem, jak byliśmy we czwórkę, to było fajnie. Troszkę my, troszkę Dziadek i jego dziewczyna i jakoś daliśmy radę przypilnować i zabawić tego małego wiercipiętę.
W poniedziałek już nie było tak kolorowo.
Wszyscy powynosili się do pracy, nawet Dziadek Filipa dostał nagle przyśpieszenia, mimo że zazwyczaj wychodzi dopiero po obiedzie. No i zostałam sama z Filipem. A tam nie ma żadnych zabawek, schody jedne, drugie, nie da się ich niczym zastawić. Szafki, a w szafkach zastawa, alkohole, w szufladach noże. Musiałam cały czas mieć go na oku. Nawet do toalety ciężko było mi wyjść.
A Fi w nowym miejscu, wszystko go ciekawi, wszędzie wsadzi łapki.
U siebie w mieszkaniu też mam sporo szafek niezabezpieczonych, też są miejsca, gdzie Fi nie powinien włazić, ale w domu wiem co i jak, wiem czego się spodziewać. 
A tam, gdzie się nie obróciłam, coś było nie tak.
Do tego to wieczne sprzątanie. Nie chciałam, żeby robił bałagan, więc cały czas za nim chodziłam i poprawiałam. U siebie odpuszczam i sprzątam, jak Fifi pójdzie spać, ale oni nie są przyzwyczajeni do dziecka, nie wiedzą jak to jest, nie chciałam zbędnych komentarzy.

Z karmieniem też problem. Ten akurat mam zawsze, jak gdzieś pojedziemy. Filip je tylko w krzesełku albo czasem u mnie na kolanach, ale tylko jak jesteśmy sami. Tam nie mogłam sobie z nim dać rady. W końcu udało mi się go nakarmić, ale zajęło to pięć razy więcej czasu.
Na takie sytuacje chyba kupię turystyczne krzesełko do karmienia, bo przecież co weekend jesteśmy na przykład u dziadków. To co? Wtedy mam mu odpuścić jedzenie;)

Ale problem się zaczął, jak przyszedł czas drzemki. 
Nie miałam gdzie położyć małego.
Spróbowałam na kanapie, miałabym go cały czas na oku i jakby się przebudził, to by nie spadł.
Niestety plan padł, bo kanapa skórzana, zimna, a Fi był bez spodenek i rozbudził się, jak go odkładałam.
Pozostała nam podłoga, ale długo na niej nie pospał, bo jak się przekręcał, otworzył oczki, naokoło otwarta przestrzeń, przestraszył się i po spaniu.
Marudził potem strasznie, nawet w drodze powrotnej w samochodzie nie przysnął i mieliśmy problem wieczorem.



Po takim dniu byłam bardziej zmęczona niż w domu, gdzie oprócz opieki nad dzieckiem mam też inne obowiązki i zapowiedziałam, że nie przyjadę więcej, jak Dziadek nie kupi choćby zwykłego kojca i z jednej zabawki.

Ale byłam też miło zaskoczona.
Dziadek wlazł na strych w poszukiwaniu zabawek. Co prawda znalazł tylko flet i rozwalone cymbałki, bo resztę porozdawali dzieciom znajomych już dawno, ale liczą się chęci.
Nawet próbował naprawić cymbałki, ale się nie udało;)
Do tego chcieliśmy z M. wyskoczyć na pocztę i zostawiliśmy Filipa z Dziadkiem na chwilkę.
Myślałam, że jak się dziecina zorientuje, że mnie nie ma, to zacznie się płacz, ale jak wróciliśmy, już z podwórka usłyszałam śmiech Fifulca. 
Świetnie się z dziadkiem bawili włącznikiem światła.

Zobaczymy, zrobiło się ciepło, może Dziadek pomyśli i jakoś coś dostosuje do dziecka, bo szkoda, żeby przez to nie mieli częstego kontaktu. Mi też będzie ciężko siedzieć całą wiosnę i lato w mieszkaniu, jak tam jest podwórko, taras, świeże powietrze.
Niby obiecał, że coś pomyśli, ale wszystko wyjdzie w praniu.
A na razie siedzimy sobie sami w bloku i czekamy na wiosnę;)

24 komentarze:

  1. A może łóżeczko turystyczne na drzemki? :)
    Słodko śpi :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze możesz sama sprezentować dziadziusiowi młodego jakieś bajery, za grosze na tablicy lub allegro zawsze się coś znajdzie. Ja bym namówiła raczej dziadka na inwestycje w ogródek jakiś namiocik czy przenośna piaskownica, niech młody korzysta ze słońca ile się da...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem polega na tym, że mój tata nie mieszka sam i nie chcę im czegoś narzucać. Mogę co najwyżej dać do zrozumienia, a co on z tym zrobi to się okaże.

      Usuń
  3. Fakt podwórko to super sprawa, więc dziadek do dzieła :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja kupiłam łóżeczko turystyczne dla dziadków z obu stron i zawiozłam :) Przynajmniej wiedziałam, że będzie"po mojemu"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym tak zrobiła, jeszcze jakiś czas temu, ale sytuacja w moim "domu rodzinnym" jest trochę skomplikowana i niektórym mogłoby to przeszkadzać. Poczekam na inicjatywę.

      Usuń
  5. Jak słodko sobie śpi ♥ :)

    Rzeczywiście ciężki pobyt mieliście. Chociaż Mały zadowolony z nowego miejsca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zadowolony, ale troszkę zmęczony;)

      Usuń
  6. Dziadek musi coś wymyśleć, trzeba wnuczkowi stworzyć przyjazny kąt :)

    OdpowiedzUsuń
  7. To z tym niedostosowaniem terenu to mam tak samo u mojej teściowej. Ona ma wszędzie mnóstwo gratów i niebezpiecznych rzeczy. Na szczęście jesteśmy tam bardzo rzadko, bo nas dzieli prawie 400 km :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam 50 km, ale też rzadko jeżdżę. Mam nadzieję, że teraz to się zmieni, ale ja zrobiłam pierwszy krok i czekam co dalej.

      Usuń
  8. U nas również łóżko turystyczne zakupione ale nie wiem czy się sprawdzi bo nie testowane. Koszt niewielki a jaka wygoda. Może warto spróbować - miałabyś chwilę dla siebie bo mały byłby bezpieczny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mamy i łóżeczko turystyczne i kojec, ale bez zgody nikomu nie będę mieszkania przemeblowywać.

      Usuń
  9. My sami się zatroszczyliśmy o to by dziecko miało u dziadków co robić. Przy pierwszej wizycie zawieźliśmy zabawki i po problemie.
    Ogarnięcie każdego tematu zależy wyłącznie od chęci i lepiej nie liczyć na innych tylko na siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zrobiłam podobnie w tamtym roku w lecie. Byłam tam codziennie i codziennie rzeczy przeze mnie zostawione lądowały w piwnicy. Zwątpiłam, zabrałam zabawki i przestałam przyjeżdżać. Teraz czekam na inicjatywę.

      Usuń
  10. ja jestem u moich rodziców czasem co drugi dzień, więc mamy tam już całe pudło naszych rzeczy-pampersy, chusteczki, awaryjne jedzenie, zabawki, nawet dziś nocnik kupiłam,żeby tam był;) a na wszelkie wyjazdy zawsze biorę wózek, żeby nie mieć problemów z uspaniem Filipa, no ale on jest tak nauczony,że w dzień śpi w wózku.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mój u dziadków też na podłodze lula...chyba się przyzwyczaił..kiedyś jak częściej jezdzilismy zostawialiśmy łóżeczko turystyczne..teraz młody lubi na podłodze na kołderce...
    niestety też czyhają na niego tam rózne pułapki i ostatnio spadły mu na głowę drzwiczki od szafki na buty..więc kupiłam i tam zabezpieczenia żeby nie było...

    OdpowiedzUsuń
  12. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.
    Ja mam dwie różne córki, pierwsza to była komando do zadań specjalnych, wszedzie można było ją zabrać, obijętnie jak nakarmić, spała gdzie popadnie. A Julka hm... Ruszyć się z nią gdziekolwiek aż strach.
    Na pewno dziadek się postara i następna wizyta będzie jeszcze fajniejsza ;)
    Wiosna puka do naszych drzwi :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też polecam łóżeczko turystyczne. Możecie albo je tam zostawić, albo jeśli to jest kłopot, to po prostu przywozić ze sobą. Wtedy i miejsce do spania jest i miejsce, gdy mama musi do toalety ;) i nawet na podwórko można zabrać, nakryć od góry kocykiem i Mały będzie miał domek.
    Wiem jaki to kłopot z "nowym" miejscem i dziećmi. U prababci naszych smyków czasem i 4 pary oczu nie wystarczą, żeby wszystko ogarnąć.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zmora każdej matki..z wizytą w gościach...Najbardziej lubię chodzić z młoda do koleżanek, które mają dzieci w podobnym wieku...A u babć... tragedia.. wszędzie stoły, kanty...normalnie pole minowe...hehe

    OdpowiedzUsuń