środa, 2 kwietnia 2014

Pofryzjerowy dołek...

Wczoraj wybrałam się do fryzjera.
Podobno takie wyjścia działają odświeżająco i poprawiają humor.
Niestety u mnie podziałało to inaczej.
I nawet nie chodzi o to, że fryzura nie jest powalająca. Chciałam zmiany, a dostałam krótsze to co miałam, do tego nie najlepiej wykonane.
Ale nie o to chodzi, bo i tak się cieszę, bo spędziłam troszkę czasu poza domem. Całe 1,5 godziny.
Ja po prostu zdałam sobie sprawę, że ten fryzjer jest bez sensu. Nawet się ucieszyłam, że nie wyszło tak, jak chciałam, bo nie będzie mi żal, że mam wiecznie związane włosy.
Bez sensu jest moje kupowanie ekstra ciuchów, robienie jakiegoś większego makijażu czy zakładanie biżuterii. Po co mam to robić? Do zabawy z dzieckiem wystarczy mi dres i podmalowane delikatnie rzęsy. Nie potrzebuję ciuchów z galerii i idealnie umalowanych włosów.
Tak sobie pomyślałam chwilę po tym, jak weszłam do całkowicie zabałaganionego mieszkania. A nie było mnie tylko 1,5 godziny.
Jako wyjaśnienie takiej sytuacji usłyszałam, że przecież bawił się z dzieckiem.
A ja co robię cały dzień? I nie przeszkadza mi to w innych pracach domowych i w pracy. Jestem w stanie to pogodzić, a on nie.A dlaczego? Bo ja jestem matką i mi to lepiej wychodzi.
Przyznam się szczerze, że po takich słowach troszkę się nakręciłam i przypomniałam sobie parę faktów, które staram się wymazać z pamięci.
Nie będę tutaj wylewać swoich żali, bo to bez sensu. Troszkę się już uspokoiłam, ale mam jakieś przeczucie, że to nie koniec. Mój mąż nie potrafi wyciągać wniosków i uparcie brnie w coś, co jego zdaniem jest wzorcem idealnym. I nic mu nie przetłumaczy, że tak nie jest.

A tak dla przykładu.
Wieczór przed Dniem Kobiet. M. wychodzi do sklepu po coś na kolację (jak jest w domu, to zazwyczaj, jak usypiam Filipa, wychodzi po zakupy). Wraca z tulipanami, wstawia w wazon i oznajmia, że to na jutro.
Wiem, że przykład jest śmieszny, ale takich romantycznych okazji w jego wykonaniu jest więcej. A mnie krew zalewa, bo chyba zasługuję na odrobinę starania. Co mu stało na przeszkodzie dzień później kupić i dać mi do ręki. A on kupował chleb w Żabce, na ladzie stały tulipany, to skorzystał z okazji. Dostałam kwiaty przy okazji. Fajnie.

Może przesadzam, narzekam, jestem czasem upierdliwa. Ale też mam do tego prawo. I nie narzekam na syna, bo uwielbiam z nim być. Ja narzekam na męża, który ma dziecko, ale poświęcić cokolwiek w zamian za to, to już tak nie bardzo się garnie. Czasem jest mi zwyczajnie źle, bo cały dzień staram się, żeby było wszystko zrobione, w nie usłyszę nawet głupiego dziękuję. A gdzie czas na mnie? Na moje zainteresowania? Na rozwój zawodowy? Jedyne co ostatnio rozwijam, to umiejętność robienia miliona rzeczy na raz z dzieckiem uczepionym mojej nogi.
A gdzie czas na wyjścia? Jak M. wraca do domu, to ja jestem już padnięta i mam ochotę na spokojnie wypitą herbatkę, a nie na wycieczki.
A co wczoraj usłyszałam po powrocie od fryzjera? Że ładnie mi w nowym kolorze.
Dla wyjaśnienia, koloru nie zmieniałam.

Wyżaliłam się.
Ulżyło mi.
Teraz zasiadam na chwilkę, biorę głęboki wdech i wracam do swoich obowiązków.
Mam nadzieję, że dołek jest chwilowy, bo nie lubię takiego stanu. Nawet mi się wtedy nie chce w lustro spojrzeć. Mam wyrzuty sumienia, że zamiast wiecznie się uśmiechać, to narzekam. Przecież matce zawsze wszystko się podoba.
A oto ja i moja łazienka.
 Zdjęcie przed fryzjerem, ale dla wyjaśnienia, moja fryzura po związaniu wygląda tak samo;)
Po rozpuszczeniu wyglądam jak przylizany spaniel więc sobie odpuszczę;)

35 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Niestety, ja to wiem, ale dalej się z tym pogodzić nie mogę;)

      Usuń
  2. Masz rację, masz prawo wymagać od męża ciut więcej. Głupio mi, że się zasmiałam przed monitorem z tej akcji tulipanowej- gdybym ja była w takiej sytuacji to skręciłabym aferę na cztery fajery.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj Słonko Ty moje.
    Żal się, żal..
    Każda matka ma takie dni, że ma ochotę wszystko pierdzielnąć o ścianę..
    A mężowie, to potrafią.. każdy potrafi.
    A my super-mamy z dzieckiem uwiązanym u nogi.. damy radę :)
    a powiem Ci co u mnie..
    wstaje rano, mówię do J że chce iść umyć głowe, bo pozniej nie dam rady i że ma wziąć Bartka {Bart chce sie bawic szczotką od kibla i wrzucać wszystko do sedesu}
    mówiąc to, już mam Bartka u nogi.
    na to J : Ale On chce do Ciebie.

    Mam ochotę je...ć za takie gadanie.
    niedługo siku nie bede mogła iść, nawet kiedy J. bedzie w domu.

    także tule :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Kochana;)
      Niech nam z nieba spadnie wielka paka cierpliwości;)

      Usuń
  4. Ciesz sie , ze dostałaś kwiaty bo u mnie to nawet z tym rożnie bywa. Wiesz z facetami tak juz jest ja tam sie cieszę ,ze raz na jakiś czas gdzieś wyjdę sama a on zajmie sie dzieckiem i nawet bałagan jestem w stanie wybaczyć i przyjąć na klatę. Jeśli chodzi i ciuchy to ja to robie dla siebie bo lepiej sie wtedy czuje i tyle a maz i tak tego nie widzi bo jak wraca z pracy to juz wszyscy śpimy łącznie ze mną. Nie jesteś sama w tym wszystkim nic sie nie martw :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba muszę się częściej gdzieś wyrywać i mieć gdzieś jego gadanie;) Może jak zacznę się stroić na wyjścia bez męża, to zauważy;)

      Usuń
  5. Kochana dobrze, że to napisałaś! Nie ma nic lepszego niż podzielić się z innymi swoimi problemami... wyrzucić to z siebie.
    Nie dam Ci żadnej rady, bo po prostu nie mam pojęcia co mogłabym Ci napisać.
    Mam nadzieję, że jest szansa, że mąż się zmieni, a jeśli nie to chociaż doceni to co robisz dla niego i domu.

    Ściskam mocno :*** Nie smuć się!

    OdpowiedzUsuń
  6. Faceci są po prostu inni. Mój też już kilka razy dostal ochrzan, bo ja cały dzień się staram, zajmuję się dzieckiem, sprzatam i jeszcze pichcę pyszny obiad, nie mogę się doczekaż aż wróci z pracy i doceni starania, a ten z wejścia zaczyna mnie opierdzielać, że okno w kuchni zaparowane. No to jak mam ugotować jak dziecko ze mną w kuchni, a na dworze mróz? Takich przykładów mogłabym podać mnóstwo. Co jakiś czas mówię mu co mnie boli, że jest mi przykro i potem przez jakiś czas jest ok...dopóki znów mnie nie wkurzy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to, to. Dokładnie to samo mam ze swoim;)

      Usuń
  7. Ja ostatnio tez zmieniłam fryzjera tylko dlatego, żeby mi ratował moje włosy...Mój mąż skapł się, że przefarbowałam włosy z czarnych na blond jak mu o tym powiedziałam, ale spostrzegawczość ma po tesciowej i szwagierce...A co do kwiatów ciesz się, że masz mój sobie przypomni jak mu marudzę, że moje ulubione już na straganach, a i tak mam je tylko przez moment :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie na poprawę humoru chyba jutro sama kupię kwiaty;)

      Usuń
  8. WIem co czujesz, mam identycznie to SAMO, jakbym czytała swoje życie..naprawdę... Dlatego pocieszac Cię nie będę bo sama nie mam pojęcia jak można to rozwiązać.. ;)
    Ja ciągle mam nadzieję, że minie gdy Kuba podrośnie..
    Ściskamy Was mocno kochani :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję...
      Pozdrawiam i całuję :*

      Usuń
  9. Kochana mój mąż to nawet kwiatka mi nie dał na dzień kobiet :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie to mój też nie;) Przyniósł dzień wcześniej i postawił na biurku;)

      Usuń
  10. Mój na walentynki przyszedł z paczką pampersów i powiedział "to twój prezent walentynkowy", ale nie pozostałam dłużna, pojechałam do sklepu, wróciłam z mlekiem modyfikowanym i powiedziałam z uśmiechem "to twój prezent walentynkowy" :]

    OdpowiedzUsuń
  11. Hm... Jakby tu... Brak chłopa przez cały dzień w domu i odwalanie show w stylu " tatuś wieczorową porą" jest hm... no kiepskie i destrukcyjne, najbardziej dla żony i matki. Ale jeszcze gorsze jest posiadanie tatusia takiego jak Steffowy. Wpada raz na 3-4 tygodnie, na 2-3dni, robi zamieszanie w planie dnia i funkcjonowaniu Steffowego dnia, żąda poszanowania i przywilejów godnych męża obecnego 24h/dobę, wiecznie zmęczonego i zarobionego, i zarazem obsługi jak w hotelu pięciogwiazdkowym. Ja się buntuję, bo chce odsapnąć skoro tatuś w domu, mąż się wkurza bo czuje się odrzucony o krąg się zamyka. Trzymaj się, bo jak matka i żona i 10siec innych w jednej osobie nie ogarnie to nie ogarnie tego nikt...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam Cię, że dajesz radę, choć szczerze przyznam, że czasem chciałabym, żeby mój na kilka dni zniknął i nie drażnił mnie na każdym kroku. W weekendy mu odpuszczam, bo niby ma być miło, rodzinnie i przyjemnie, mam nadzieję, że sam z siebie ruszy paluszkiem w domu, tak bez awantur i tak mija kolejny weekend, i kolejny..., a po weekendzie sama się zabieram za robotę.

      Usuń
  12. Jakbym czytała o własnym chłopie, tyle że on to mi dawno kwiatów nie kupił - bo to marnowanie pieniędzy. Za to kupuje słodycze a potem narzeka, że gruba jestem :)
    Ot, faceci, lać ich tylko i patrzeć czy równo puchnie.
    Choć bez nich byłoby nudno...a może spokojniej?
    Ściskam gorąco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mi najpierw kupuje słodycze, potem je wyżera, a potem narzeka, że jest gruby;) A, i jeszcze czasem we mnie wciska, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia;)

      Usuń
  13. łączę się w bólu i poirytowaniu.. i w nadziei że to chwilowe.
    mężowie to czasem takie, nie przymierzając, egoistyczne fąfle. bo ileż można uznawać za stan naturalny, że nie pomyślą?
    niestety, jak bardzo by nie byli kochani, czasem nawalają :)

    lada moment przyjdą lepsze dni :) przyjdą! i może panom naszym coś miłego odbije na wiosnę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką nadzieję, że wiosna ich troszkę odmieni;)

      Usuń
  14. Z tymi kwiatami to pojechał.. Najlepsze jest to, że faceci kompletnie nie rozumieją o co camon. Ja nauczyłam się czasem machnąć ręką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też często takie akcje olewam. Potem się z nich śmieję, ale też czasem wypomnę, żeby sobie nie myślał, że wszystko ok;)

      Usuń
  15. ehh samo życie, jednak trochę szkoły mu nie zaszkodzi. Nie przejmuj się każda z nas ma w domu takiego ignoranta:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie zaszkodzi na pewno;) Pozdrawiam;)

      Usuń
  16. Akcja z tulipanami- boska.
    a co do bałaganu po powrocie- mam to samo ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No boska, boska, tylko taka mało przemyślana;)

      Usuń
  17. Przeczytałam Ł. fragment o tulipanach. Stwierdził, że dobry chłop i do tego przygotowany... Dla wyjaśnienia - mój taką samą maścią smarowany...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja mojemu powiedziałam, że trzeba było kupić 10, to było by od razu na dwa lata;)

      Usuń
  18. Przylizany spaniel? Hm :) Nie brzmi najgorzej ;) Widziałam już kilka porażek fryzjerowych :P Żadna fundacja gospodarcza mi tego nie pokryje!

    OdpowiedzUsuń