środa, 7 maja 2014

Bezcenna samodzielność...

Jakiś czas temu mój tata zapytał nas, jakie mamy plany na wakacje. Odpowiedzieliśmy, że od jakiegoś czasu myślimy o Grecji, bo troszkę nam się już zatęskniło. Cytuję odpowiedź taty: "Wy nawet nie wiecie ile to choćby pieluch trzeba...". I tutaj ugryzł się w język.
Tak, my nie wiemy;)
Nie komentuję tego, że mój tata chyba sam nie ma pojęcia o czym mówi, bo gdy my z siostrą byłyśmy małe, rodzice mieli całą obsadę dziadków i ciotek do dyspozycji i chętnie z tego korzystali. Nie mówię tutaj tylko o wieczornych wyjściach, ale także o wyjazdach na parę miesięcy. Także wiecie, mój tata jest dobrym dziadkiem, okazyjnie, jak ma na to ochotę, ale o opiece nad dzieckiem ma marne pojęcie.

Podobna sytuacja, choć inna.
Moja ciocia, młoda kobitka i wydawać by się mogło, życiowa, skomentowała rodziców chodzących z dziećmi do galerii handlowych. Gdy powiedziałam, że właśnie tego dnia, o 9 rano też byliśmy (była niedziela, idealna pora na zakupy z dzieckiem), szybko zmieniła temat.
No i też. Ciocia urodziła córkę bardzo wcześnie, była jeszcze na studiach, mieszkała z rodzicami. Jak sama przyznała, miała wiele przyjaciółek, które chętnie zajmowały się dzieckiem. Same nawet jeszcze o dzieciach nie myślały, a tutaj taka atrakcja. 
My zbyt wielu opiekunów do Filipa nie mamy i od samego początku opracowaliśmy swój system zakupowy z synem właśnie. Nie było innego wyjścia.

No i właśnie do tego zmierzam.
Od samego początku, od pierwszego dnia w domu, byliśmy zdani tylko na siebie. Teściowa, na którą naprawdę liczyłam, miała inne pojęcie pomocy. Odwiedziny dwa dni po wyjściu ze szpitala, o 8.30 rano, w sobotę, bo chciało się popatrzeć na dziecko, nie uważam za pomoc. Szybko uznaliśmy, że nasze nerwy są więcej warte niż możliwość samotnego poszlajania się po Tesco. 
Moja siostra do pomocy się nie rwie choć mam plan to teraz zmienić i rzucić ją na głęboką wodę. Nie miej jednak, do tej pory nie była pomocna wcale.
Mój tata, jak już pisałam, do niemowlaka nie bardzo się nadaje. Teraz już zaczyna okazywać zainteresowanie i z czasem pewnie będzie bardziej pomocny, ale tak jak siostra, do tej pory był z niego marny pożytek. 
Teraz do dyspozycji byłaby i ciocia męża, ale wcześniej pracowała i też nie mogła nam pomóc.
Tak więc przez rok czasu byliśmy zdani w większości na siebie.
A co nam dał ten rok?
Właśnie to, że co by się nie działo, jesteśmy w stanie zrobić to z synem. Zakupy, wizyty lekarskie, wizyty w urzędach, wyjazdy, przyjęcia, targi. I stwierdzenie mojego taty, że nie damy sobie rady na wakacjach, troszkę do mnie nie przemawia. Fakt, że w obecnej sytuacji Grecja chwilowo staje pod znakiem zapytania, ale to nie znaczy, że jak się zdecydujemy, to nie damy rady. Jesteśmy już zaprawieni w boju i potrafimy wiele zrobić z przyczepionym do nas małym ciężarkiem.

Na koniec tylko dodam, że nie mam absolutnie nic przeciwko korzystaniu z pomocy rodziny, przeciwko podrzucaniu dziecka dziadkom czy ciotkom. Przyznam się nawet, że czasem mnie zżera zazdrość o to, że inni mają "normalniejsze" rodziny, ale nam się tak wszystko poukładało i trzeba było sobie dawać jakoś radę. Troszkę w tym winy naszych rodzin, troszkę naszej chęci niezależności, teraz nie mam do nikogo pretensji, bo wiem, że wiele można zdziałać będąc we trójkę. My dajemy radę.

A u Was jak jest? Macie wsparcie i pomoc rodziny czy dajecie sobie radę sami?

28 komentarzy:

  1. U nas wsparcie by było, ale odległość przeszkadza. Mama ma do nas 3 godz samochodem, więc opieka na kilka godzin raczej odpada, ale zajęła się Mikołajem kilka razy po kilka dni (jak się przeprowadzaliśmy, kilka romantycznych dni nad morzem i potem na resztę tygodnia do nas dojechał). Do nas na dłużej średnio, bo pracuje. Siostra wcześniej organizowała ślub, teraz pracuje i też ponad 2 godz. Rodziny mąż już niestety nie ma, a moja dalsza też daleko, bo z 3-6 godz samochodem. Chociaż po pierwszym i drugim porodzie mama przyjechała, coś gotowała, zmieniła pieluchę, wyszła ze starszym an spacer. Jak u niej jestem to też zostanie, a nam daje wolne, czy z którymś wnukiem wyjdzie na spacer, więc pomoc jest, ale ze względu na odległość sporadyczna. Siostrę podziwiam, bo po pierwszym porodzie na tydzień u nas została i pomagała i rzeczywiście pomagała, a nie siedziała zawracając głowę.
    I też podrzucać bym nie chciała, ale tak raz na jakiś czas na 2-3 godz chętnie bym jednak oddała, żeby na jakąś romantyczną kolację się przejść, bo tak to z mężem się zamieniamy, żeby drugie mogło gdzieś podskoczyć. W urzędach itp. bardzo pomocna była chusta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mogę na palcach jednej ręki policzyć sytuacje, kiedy zostawiliśmy Filipa komuś pod opieką, bo musieliśmy być gdzieś razem. Czasem brakuje mi tych wyjść we dwójkę, ale wiem, że nie sprawiałyby mi przyjemności bez synka więc na razie sobie darujemy;) Czas dla siebie mamy wieczorami, jak Fi zaśnie;)

      Usuń
  2. Ja mieszkam z mężem daleko od rodziny i nie możemy liczyć na niczyją pomoc. Wcale nie jest mi z tym źle, ani nie zazdroszczę innym, że mogą podrzucać komuś dziecko i iść na zakupy :) Czasem, jak byłam u rodziny i słyszałam teksty "daj mu polizać czekoladę" albo "czemu nie pozwolisz mu oglądać TV" (synek ma 6 m-cy) to się cieszę, że nikt oprócz mnie i mojego męża nie ma wpływu na wychowanie naszego dziecka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego samego powodu wolimy sami zajmować się swoim dzieckiem;) A o tej zazdrości tak trochę na wyrost napisałam. Chodziło mi o to, że czasem byłoby łatwiej gdybym miała kogoś zaufanego, komu można dziecko na dwie godzinki zostawić i załatwić coś na spokojnie.

      Usuń
    2. Rozumiem, nie chciałam Ci tego wytknąć :) pewnie za pół roku, też będę trochę zazdrościć :)

      Usuń
  3. Ja tez jestem za niezaleznoscia rodzicow.Dziecko to nie lalka nie mozna jej oddawac bo tak jest wygodniej.Ja po drugim porodzie sama zajmowalam sie dwojka i nie bylo tak zle Na zakupy robie liste i maz jedzie a jak chce kupic cos z ubran dla dzieci czy dla siebie to ja jade a maz z dzieciakami zostaje.Razem jedziemy tylko po buciju dla maluchow.Ja nie widze sensu w ciaganiu dzieci po galeriach.Sama zalatwiam zakupy szybciej. Z jednej strony rozumiem o co Ci chodzi ale z drugiej to nie bo przeciez to Wasze dziecko i co kogo obchodzi czy macie pomic czy nie.Jestescie rodzicami i to na Was spiczywa obowiazek. Rodzina nie ma obowiazku Wam pomagac. Mysle ze teraz jestes w ciazy to przygotuj sie na to ze z 2 jest jeszcze mniej czasu ale za to ile radosci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na początku liczyłam na pomoc męża rodziców, bo tak zapewniali, ale inaczej rozumiemy pomoc. Oni chcieliby moje dziecko przejąć i wychowywać je po swojemu, a na to ja się nie godzę. To oni się właśnie dziwią, że nie chcemy im dziecka podrzucać, a nie ja uważam, że to ich obowiązek się nim zajmować.

      Usuń
  4. Przez rok mieszkałam u teściowej i ona traktowała syna jakby był jej potem nastały czasy naszej samodzielności, przy ostatnich dwóch synach od czasu do czasu tylko zgłaszam się z prośbą najczęściej jak są chorzy tak to wolę sama. Choć z każdym dniem pchają się oknami i drzwiami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja teściowa chyba też myślała, że dam jej dziecko na wychowanie, ale nie. Też próbowali się pchać, ale jasno zostało powiedziane, że jesteśmy rodziną i potrzebujemy niezależności.

      Usuń
  5. Zawsze mozna niane sobie zatrudnic na 2-3godz od czasu do czasu.Zgadzam sie z Mama z Hamburga najlepiej samemu wychowywac dzieci a rodzina moze odwiedzic od czasu do czasu byleby nie za czesto

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam cały sztab pomocy nad dzieckiem, na szczescie jest on 90km od nas...


    Na szczęście bo wychowuje dziecko sama z mężem, bez nadopiekunczej czesto babci i wszystkowiedzacego dziadka ;-)


    Chyba bym zwariowala gdybym mieszkała w tym samym mieście co oni ;-)


    My zastanawiamy się nad Chorwacja ale chyba wiesz nie odpoczynie sie z takim roczniakiem. ...

    Filip w wakacje bedzie chodził sam, eksploruje świat. Niby mowi się ze taki maluch nie pamieta co zwiedzal a emocje związane z wakacjami ale jednak rodzica tez przydalby sie odpoczynek...

    I chyba z naszym synem wypala wycieczki weekendowe. ..


    Hebamme.blog.pl

    My nadal myslimy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpoczynek, odpoczynkiem, ważna zmiana miejsca, klimatu, trochę oddechu. A nie wyobrażam sobie pojechać bez syna.
      Jak się zdecydujemy, to na pewno damy radę;)

      U nas nawet nie chodzi o nadopiekuńczość i niepotrzebne rady, chodzi o różnice zdań i robienie nam na przekór, a tego się nie da tolerować.

      Usuń
  7. No nie bardzo możemy liczyć na kogoś innego jak my dwoje... Właśnie nie wiem jak to będzie w różnych sytuacjach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jest kwestią wprawy i organizacji. Potrzeba jest matką wynalazku, jak to mówią;) Gwarantuję Ci, że przy odrobinie kombinowania wszystko się udaje;) A potem jaka satysfakcja;)

      Usuń
  8. Och kochana..kto to zrozumie jak nie Ja...wiesz jak to u Nas wygląda :(

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie dziadkowie chetnie by pomagali i zostaealu...ale ja jakos nigdy nie korzystalam..no moze ze 3 razy na 30 min zostawilam Jaska bo jyz sytuacja podbramkowa..od ssmego povzatku 100% niezaleznosc mimo dziadkow 2 km obok...nawet sie troche obraxili na poczatku ze nie korzystam..ale ja lubie wszystko robic z Jankiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasi też się obrazili, ale moim zdaniem oni nie do końca dają sobie z Filipem radę i zostawiając u nich dziecko tylko bym się denerwowała.

      Usuń
  10. Heh no ja mam moich rodziców pod bokiem... Zawsze mówią, że się zajmą bez problemów itp itd... Ale moi rodzice są z wnukiem dzień w dzień, więc już usłyszałam: zabierz go, bo nie mogę zrobić obiadu (a ja jakoś mogę, nie?) i inne teksty. U teściów jest inaczej, zostawiamy i luzik, ale oni rzadko go widzą, więc rozpuszczanie jest na porządku dziennym, na śniadanie batonik, na obiad batonik, na kolację batonik i jeszcze na przekąskę batonik...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z moimi teściami jest podobnie, dlatego staram się mieć zawsze oko na całą sytuację, ale mam nadzieję, że może kiedyś dotrze do nich, że dobrze by było słuchać co my mamy do powiedzenie, a nie robić zawsze po swojemu i na przekór.

      Usuń
  11. Kochana, my też sami. Zatem rozumiem Cię doskonale. Moja teściowa przypilnowala sama malego łącznie 3 razy, mama więcej, ale od pół roku nie podrzucamy młodego nikomu... też nie chce by płakał pozostawiony, a zawzięłam się w sobie, że sama radzę sobie dobrze inie potrzebuję..chociaz rozumiem co mówissz pisząc o "normalnielszych"rodzinach, gdzie wsyzstko wychodzi naturalnie i fajnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naturalnie i fajnie... O to właśnie chodzi. Ale skoro tak nie ma, to radzimy sobie sami.

      Usuń
  12. Umiesz liczyć, licz na siebie :) Nie raz tak jest...
    My kiedyś będziemy mieli komu dziecko zostawić. Przeprowadzamy się znowu do miasta w którym wcześniej mieszkaliśmy. Tam, siostra męża i teściowie są na prawdę blisko. Parę metrów i teraz już wiem, że będą pomagać. Siostra męża bardzo lubi dzieci, teściowa to anioł jak i teść. Pewnie nie będzie źle :)

    Już zostanę u Ciebie na dłużej. Podoba mi się tu ;*
    Zapraszam do mnie ;)

    czekamynacud.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też wszyscy zapewniali o pomocy, a potem wyszło, jak wyszło. Nie mówię, że u Ciebie tak będzie, to po prostu u mnie w rodzinie jest kumulacja dziwnych ludzi;)

      Zajrzę na pewno;)

      Usuń
    2. Zobaczymy. Wszystko wyjdzie w praniu :)

      Usuń
  13. Dacie radę, bez problemu!

    Taka samodzielność pozwala uczyć się siebie nawzajem :) osobiście uważam, że rodzice, którzy stale by zrobić jakiekolwiek zakupy nawet, zostawiają dziecko u dziadków (znam parę takich przypadków), nie podejmują wyzwania - i pakują się w ostre tarapaty. Bo skutek jest często taki, że nie umieją zapanować nad dzieckiem i nad sytuacją, i kiedy muszą pójść z dzieckiem, to ataki histerii mają za każdym razem......
    To pewnie nie reguła, bo dzieci są różne :) Ale nie rozumiem takiego "podrzucania" stale, by było łatwiej. Bo z dzieckiem to co, nic nie zrobisz? Znam matki które w kuchni też nic "nie mogą" zrobić, bo dziecko jest! To zwykłe wygodnictwo...

    My, choć mamy pomoc, uważamy za normalne robienie wszystkiego z Zosią. Zakupy, wystawy, targi? Norma! Razem jest fajnie! :) I nie boimy się wakacji :D

    Trzymam kciuki za wypad do Grecji! i czekam później na relację :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że mogą nie móc zapanować nad dzieckiem, to jedna sprawa. Druga, to taka, że gdyby dziadków z jakiegoś powodu zabrakło, to nie daliby sobie rady. A znam takich rodziców sporo.

      Też mam nadzieję, że wyjazd dojdzie do skutku;)

      Usuń