czwartek, 15 maja 2014

Gdzie się podziały tamte poranki...?

Wiecie za czym tęsknię?
Za wyspaniem.
Ale nie takim, że mam wystarczająco dużo snu na noc. 
Nawet nie chodzi mi o to, że Filip budzi się w nocy.
Nawet czasem przebolałabym nocne chrapania małżonka.
Juwenalia.
Fajerwerki.
Karetka pogotowia.
Nawet kot w kuwecie.
Wszystko bym zniosła za dospany poranek.
Taki, kiedy nawet, gdy mnie coś obudzi, to ja odwrócę się na boczek i dośpię w spokoju.
Niedzielny poranek bez hałasów z zewnątrz, to byłby w ogóle luksus.
A tu nie ma.
Nie da się.
Nie wolno.
Filip budzi się koło 5-6, zbieram go do łóżka i to koniec mojej sielanki.
Drętwieje mi ręka, boję się ruszyć, żeby go nie obudzić, on się wierci, mąż sapie, w końcu Filip się wybudza. Ale to nie jest takie łatwe. Najpierw trzeba zrobić pięć fikołków po Matce. Matka zdrętwiała odwraca się plecami więc trzeba zwrócić na siebie jej uwagę. Trzeba walnąć smoczkiem w oparcie łóżka, a na koniec wykonać skok na główkę na podłogę.
Nawet gdy małżonek jest chętny do współpracy i zabierze dzieciaka z sypialni, to spanie nie wchodzi w grę.
Wszystkie najgłośniejsze zabawy są wtedy najlepsze. Samochodzik ma fajny klakson, rondelki leżą nie tak jak trzeba, koniecznie trzeba je przerzucić w drugi koniec kuchni, piszczenie też jest zabawne. A na koniec sprint przez mieszkanie, by wbiec do sypialni z hukiem otwierając drzwi.
Tak wygląda każdy poranek.
Ech, tęsknię z takim dospanym porankiem, po którym jeszcze w piżamce zrobiłabym sobie jajko sadzone, herbatkę i zasiadła na chwilkę w fotelu. Potem spokojnie bym się pozbierała i zaczęła nowy dzień z energią.
A jak wyglądają moje poranki, pewnie każda matka wie.
U mnie jest to zjedzona na szybko jakaś wczorajsza drożdżówka i herbata pita z doskoku, bo na stoliku długo by nie postała.
Zbierać też się za bardzo nie zbieram. Zarzucam coś z ubrań i robię mini makijaż, ale to wszystko w międzyczasie, jak na przykład Filip z gołym tyłkiem ucieknie mi i nie daje się złapać. Wtedy odpuszczam mu na chwilę, zakładam spodnie, żeby złapać go i złożyć mu pieluszkę. Wtedy zazwyczaj znów mi ucieka, a ja zarzucam na siebie jakąś bluzkę. I tak do pełnego zebrania się naszej dwójki.
I tak chyba będzie jeszcze długi czas.

Przypomniałam sobie, jak płakałam w noc przed dniem, gdy kazano mi się zgłosić do szpitala. Płakałam, bo wiedziałam, że to będzie ostatnia normalna taka noc i ostatni taki poranek. Że jak tu znów wrócę, to już nic nie będzie tak samo.
Potem w szpitalu, gdy padałam ze zmęczenia, gdy trzymałam oczy na zapałki, by nie przegapić zakwilenia mojego dziecka. Wtedy też wiedziałam, że powrót do domu nie przyniesie odpoczynku. 
I choć od tych pierwszych nocy i pierwszych poranków wiele się zmieniło, to stan sprzed trafienia do szpitala nie wrócił i nie wróci chyba nigdy.
No i czasem zdarza mi się za tym tęsknić.
Nic na to nie poradzę.

A Wam? Też się zdarza zatęsknić z tymi błogimi, leniwymi porankami w łóżku. Za spokojnym śniadankiem, wiadomościami z kraju i świata, za makijażem wykonanym bez pośpiechu?
Czy to tylko ja nie potrafię się pogodzić z tym, że wszystko się zmienia?
To znaczy, potrafię. Tylko czasem tak tęskno;)

26 komentarzy:

  1. czy tęsknie...chyba nie..uwielbiam poranki z Jaskowym..czasem tylko tęsknie za godziną niemyślenia..Tzw bestroską godziną...niestety nawet jak mam 2-3h tylko dla siebie nie potrafię się odciąć i myśle o Młodym..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie, właśnie. Też uwielbiam poranki z Filipem, ale brak mi raz na jakiś czas takiej porannej beztroski. Przeciągnięcia się, ziewnięcia, powolnego człapania z sypialni do kuchni i z kuchni do salonu;)

      Usuń
  2. He, he - ja dzis miałam szaloną noc, córka budziła sie kilka razy, być może przez pogodę. Na syna padający deszcz działa usypiająco, na Julkę widać odwrotnie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też wesoło. Znów ząbki dają o sobie znać i noc nieprzespana. A rano trzeba wstać...

      Usuń
  3. Decydując się na dziecko wiedziałam, że życie się zmieni :-) Nie tęsknię bo Mały śpi do 7, już dawno przestałam karmić go w nocy, nigdy nie brałam do łóżka, śniadanie jemy razem... "Przerobiłam" Małego pod mój grafik :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też mamy swój plan i przyznam, że go bardzo lubię. Ale czasem, tylko czasem, mam ochotę go zmienić. Nawet nie pospać dłużej, tylko nie myśleć o niczym, nie mieć od rana oczu dookoła głowy;)

      Usuń
  4. U nas poranki kończą się wraz z pobudką o 7-mej Bartka.
    Młody nie usiedzi ani minuty w naszym łóżku {marzę, żeby nauczył się leżeć przy nas i niech ględzi już ile wlezie, opowiada co Mu się śnilo itp.} więc schodzi i zaczyna się maraton.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze myślałam, że będę się powoli budziła z bobasem u boku, potem będę powoli wstawała i tak będzie zaczynał się dzień;) A zaczyna się przez przetoczenie się po mnie z siłą walca drogowego, ewentualnie pac w głowę albo kopnięcie;)

      Usuń
  5. Jak to się mówi, dzieci są męczące, ale z tego wyrastają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, za ileś lat nie będą mi przeszkadzały o poranku, bo po prostu przestaną wracać na noc do domu;)

      Usuń
  6. Ehhh no czasem tak bywa. Choć ostatnio syn nas rozpieszcza, wstaje później niż my, tzn mam wrażenie, że budzik męża go budzi. Ale faktem jest, że poranki bywają czasem baaaaaardzo ciężkie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filip w swoim rocznym życiu wstał później ode mnie chyba trzy razy;)

      Usuń
  7. Jestem mistrzem dosypiania i rano przy małej wszystko robi M a ja potrafię nawet się nie obudzić. Potem on idzie do pracy o 7.00 i ostatnio malutka zaczęła dosypiać rano i zdarza nam sie spać z przerwami do 10.00. Cielawe kiedy to sie skończy. Za to w dzień śpi raz góra 40 minut. Brakuje mi takiego dosypiania z utratą czujności. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. I dosypianie w spokoju i poranki bez oczu dookoła głowy. Tak raz na miesiąc by starczyło;)

      Usuń
  8. Oj kochana wiem o czym piszesz..gdyby to było 8 lat temu zastanawiałabym sie o co come on...ale przy Hani rzeczywistosc jaka jest sama wiesz :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Za kilka lat jeszcze zatęsknisz do tego, że dziecko chciało do Ciebie rano przychodzić. Że chciało się co chwile przytulać :)

    W lecie spróbuj się z mężem dogadać, żeby wstał jeden dzień w tygodniu razem z Filipem i poszedł na spacer - żadne krzyki Cię nie dojdą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby on jeszcze chciał się przytulać;) On się chce po mnie turlać;)

      A pomysł ze spacerem genialny;) Niech tylko pogoda pozwoli;)

      Usuń
  10. Kobieto, jak mi jesteś w tym bliska! Mam to samo. Marzę, tęsknię za wolnym weekendem, porankiem bez zobowiązań. A teraz perspektywa jeszcze bardziej się oddala ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to już nie wiem, kiedy będzie można się spodziewać poranka z odrobiną luzu;)

      Usuń
  11. Jasne, że tęskno za tym...wypicie kawy w łóżku, poczytanie pisma...cisza spokój, ale to chyba nie prędko, nasz trzylatek już czasem potrafi zająć się sam sobą rano, jeżdźi sobie samochodami, buduje z lego i można by było jeszcze oko przymknąć gdyby nie Szymcio i jego krzyk, że chce do brata, a jak już jest przy nim to się zaczynają klótnie bo mały wyrywa i niszczy :) taki urok... :))))

    OdpowiedzUsuń
  12. Rety, co ja bym dała za taki totalnie bezstresowo przespany poranek...

    a jednocześnie - nie zamieniłabym tych Zosinych uśmiechów bladym świtem nawet za tygodniowy pakiet snu... :))

    OdpowiedzUsuń