poniedziałek, 19 maja 2014

Nareszcie... skrót weekendowy...

Weekend, weekend  po weekendzie.
Weekend przyniósł nam zmianę pogody. Nareszcie. Ale nam przyniósł też choróbska. Jak przed weekendem z katarkiem użerał się tylko Filip, tak teraz męczy nas wszystkich. 
I jak Filipa przynajmniej w nocy już nie męczy, tak my z mężem spać nie możemy. Dziś była pierwsza taka sytuacja, że Fi spał w najlepsze, a my we dwójkę uskutecznialiśmy wędrówki po mieszkaniu. M. uciekał do salonu, żeby się wykaszleć, ja latałam do łazienki i tylko smarkałam. W końcu i Fifi zaczął się wiercić, ale na szczęście nie wybudził się całkiem.
No, ale nieważne katary i drapiące gardła, ważne, że pogoda w końcu się poprawiła. Nawet nie tylko poprawiła, ale zrobiła się od razu iście letnie. Fajnie, bo mam tyle ubranek z krótkim rękawkiem i bałam się, że dziecko nam z nich wyrośnie nawet ich nie zakładając. No i przecież na balkonie czeka cały czas piaskownica, a w taki ziąb nawet nosa ciężko było wyściubić z domu, a co dopiero bawić się w zimnym piasku.

Ale, ale. Przecież nie od razu zrobiło się tak pięknie. W sobotę oprócz szybkich zakupów i wizyty u dziadków niestety siedzieliśmy w domu. Nawet na basen nie pojechaliśmy, bo Fifi biegał zakatarzony. Może jemu by to nie zaszkodziło, ale nie chciałam pchać takiego zasmarkańca między inne dzieci. No i nuda nas zjadała.
Do tego wszystkiego, weekendy wyzwalają w Filipie małego potwora. Ewidentnie chce wykorzystać fakt, że jesteśmy we dwójkę i robi z nami co chce. Zrobił się małym szantażystą i wszystko wymusza płaczem. Mało tego, każda porażka też kończy się histerią znikąd. Najbardziej daje nam się to we znaki u dziadków, którzy mu na wszystko pozwalają (i potem widać efekty), a jak my czegoś nie damy i dziecko zapłacze, to komentarze sypią się jak z rękawa. Cudem czasem trzymam język za zębami, żeby nie powiedzieć czegoś za dużo. Staram się naprawdę nad nimi zapanować, żeby respektowali, to co my mówimy, ale to jest jak rzucanie grochem o ścianę. 
W niedzielę też do nich pojechaliśmy, bo pogoda ładna, chcieliśmy sobie z dzieckiem pospacerować między kwiatuszkami, pobyć troszkę razem bez obowiązków. No i nie do końca się udało. Po prostu niektórzy nie zrozumieli, że jak idziemy na spacer, to chcemy być razem, we trójkę i mieliśmy cały czas towarzystwo. Mało tego, teściowie mieli gości więc trzeba było się popisać, jakimi to są dobrymi opiekunami. Tylko ten siniak pod okiem Filipa troszkę psuł im idealny obraz sytuacji.
Ale mimo wszystko było fajnie i fajnie jest, że w końcu mamy taką ekstra pogodę. Może w końcu będziemy spokojnie realizować swoje plany, a nie tylko siedzieć w domu i spacerować w okolicy.
A oto nasz mały biegacz:


Zapomniałam Wam powiedzieć, że nasz Filip panicznie boi się trawy. Znaczy, teraz robi już postępy i po niej chodzi, ale nadal, jak w oddali zobaczy chodnik, to biegnie do niego jak oszalały. Ale wejść sam na trawnik nie chce, a jak już na nim jest, to trzęsą mu się nóżki i stawia kroczki tylko za rączkę.
Dziwne, ale już się powoli przełamuje;)

PS. Śpieszę uspokoić wszystkich, którzy martwili się, że dogrzewamy się w mieszkaniu. Nasza farelka też się martwiła i po prostu się zepsuła. Teraz jedyne dogrzewanie, to otwieranie okien, bo w domu nadal jest zimniej niż na dworze. Ale idzie ku lepszemu.

20 komentarzy:

  1. To ciekawe z tą trawą :)
    Zdrówka Kochani :*

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas też ciepło się zrobiło dziś już krótki rękawek, lato idzie wiec Fifi będzie miał sporo czasu do zaprzyjaźnionej się z trawą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A my musimy naszą powstrzymywać...ale tylko ze względu na obawy wdepnięcia w psią kupę :(
    Za to zaczęła nam chodzić na paluszkach...i trochę się martwię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filip na razie na paluszkach tylko staje, jak chce czegoś sięgnąć.

      Usuń
  4. Trzymajcie się cieplutko (na dworze ma być coraz cieplej) i dużo zdrówka! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. u nas odwrotnie, JAśka ciągnie do trawnika, może dlatego ze ma podobny dywanik w pokoju... Zazdroszczę wam tego tuptania bo JAśko nie przejawia zainteresowania samodzielnył tuptaniem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się;) Wstanie i potupta;)

      Usuń
  6. Zdrówka dla Was! A teściami się nie przejmuj, nie ma na nich rady, ja ze swoimi mam to samo. Moi rodzice są cały czas przy nas, więc nie mają za dużo okazji do rozpieszczania, bo Marecki też im potrafi różki pokazać :)
    Zdrowiejcie zatem żebyście byli gotowi, bo chyba w ten tydzień pełne lato przyjdzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, pogoda piękna, a zapowiada się jeszcze piękniejsza;)

      Usuń
  7. Gabryś też na początku trzymał dystans do trawy, ale ostatecznie przypadło sobie do gustu :) u nas pięknie, ale co z tego jak wieje jak cielęcia ech :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filip pewnie też przełamie lęki;)

      Usuń
  8. A u nas Karol wręcz nurkuje w trawie, zdarzają mu się jeszcze dość często upadki podczas samodzielnego dreptania na placu zabaw i chyba nawet mu się trawka podoba :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jak Fi się przekona, że lepiej klepnąć na tyłek na trawce niż na chodniku, to też pokocha trawę;)

      Usuń