środa, 14 maja 2014

Pomoc bardziej efektywna...

Ostatnio nie czuję się najlepiej, jestem zmęczona, wiecznie śpiąca, mam dołki większe i mniejsze. Potrzebuję spokoju, ciszy, oddechu.
Nie dużo. Tylko troszkę. Chwilki. I to nawet nie codziennie.
Potrzebuję pomocy.
Myślałam, myślałam i na początku nic nie przychodziło mi do głowy. Sytuacja wydawała mi się beznadziejna. Nie da rady odpocząć, jestem skazana przez najbliższe lata na bycie w gotowości przez 24 godziny na dobę. To może każdego wykończyć.
Ale myślałam dalej, bo przecież załamywać się nie można.
No i doszłam do wniosku, że mój mąż za mało mnie odciąża.
Nie zrozumcie mnie źle, nie zrzucajcie niesprawiedliwości, tylko przeczytajcie dalej.
Mój mąż robi przy dziecku bardzo dużo. Ale wszystko to robi w mojej asyście, zawsze ja jestem obok, zawsze w gotowości.
Oczywiście wiem, że to jest moja wina. To ja nie dopuszczałam go do pewnych spraw, to ja na wszystko chciałam mieć oko i teraz tak to pokutuje. Bo jemu po pewnym czasie zaczęło to być na rękę. Nie garnął się do samodzielności w opiece nad dzieckiem.
I tak.
Na spacer szłam ja z Filipem, albo my z Filipem.
Na zakupy zazwyczaj wybywaliśmy razem z Filipem albo sam mąż.
W domu siedziałam ja z Filipem albo wszyscy razem.
Nie było takich sytuacji, że M. zabiera Filipa, a ja zostaję sama, bez poczucia, że ciągle muszę mieć na Filipa oku. A sytuacje, że M. zostawał z Filipem w domu, a ja wychodziłam sama, można policzyć na palcach. W drugą stronę wszystko szło gładko. Jak M. chciał wyjść, to uznawał za oczywiste, że ja zostaje z dzieckiem, a jak ja chciałam się gdzieś ruszyć, to musiałam to ustalać trzy dni wcześniej. I tak te moje wyjścia ograniczyły się do absolutnego minimum.
Ja po prostu boję się tracić z oczu mojego syna i nieświadomie stałam się, według mnie oczywiście, niezastąpiona. Przyzwyczaiłam się do takiej sytuacji i teraz ciężko mi się przestawić. Ale zaczynam rozumieć, że ojciec też dobrze zajmie się dzieckiem, że muszę mu zaufać, bo inaczej zwariuję. I że nie muszę go ciągle kontrolować. Musi się nauczyć samodzielności, żebym i ja była spokojniejsza, bo co jeśli by mnie zabrakło? Choć na chwilę, na jeden dzień? Siedliby i płakali?

Tak więc mamy już pierwszą zmianę, którą zamierzam, ba, nawet już wprowadziłam. Spacery. Chłopaki będą chodzić sobie na spacery, a ja będę miała czas na domowe sprawy albo zwyczajnie na wyłożenie się w spokoju na kanapie.
Drugim usprawnieniem mają być zakupy. Do tej pory M. robił tylko minimalne zakupy czyli chleb i wędlina pod blokiem. Zero własnej inicjatywy czy zrobienia, tak przeze mnie ukochanych, zapasów. Teraz chcę to zmienić. Duże, marketowe zakupy będzie robił małżonek z moją listą albo ja przez internet. Małe, codzienne zakupy będę robiła ja w czasie kiedy M. zajmie się Filipem. Niestety mieszkam w takim miejscu, gdzie zrobienie zakupów z wózkiem graniczy z cudem. Nie ma tu Biedronek, Stokrotek czy Lidli. Są za to osiedlowe sklepiki, do których wejście czy wyjście z wózeczkiem, jest nie lada akrobacją.
Dopiero niedawno do mnie dotarło, że przecież wszystkie markety mają opcję dostawy do domu i nie trzeba tłuc się w dzikich tłumach, żeby zrobić zakupy. Oprócz domowych rzeczy, zawsze można przez internet kupić praktycznie wszystko. Ostatnio znalazłam reklamę portalu PromoSzop, który skupia wszystkie atrakcyjne rabaty i promocje w sklepach internetowych. Uwielbiam internetowe zakupy więc pewnie i tutaj poszaleję, a potem podzielę się z Wami wrażeniami;)

Ale wracając do tematu
Trzecie. 
Małżonek będzie częściej zostawał z Filipem, żebym ja mogła zwyczajnie wyjść z domu. Może jeszcze nie mam pomysłów, gdzie można by pójść, ale na pewno coś wymyślę.

Tak więc w skrócie. Oczekuję od męża więcej samodzielności, nie ciągnięcia mnie wszędzie za nimi, zabrania czasem ode mnie dziecka. Chcę czasem zrzucić z siebie na chwilkę część odpowiedzialność, pobyć sama ze sobą, żeby, na przykład, wziąć kąpiel bez małego asystenta pod drzwiami czy bez nasłuchiwania co się tam dzieje.

Jedna jedyna rzecz nie daje mi tylko spokoju. 
Co tu zrobić z nocami?
Nie ma przeproś, to ja mam do niego wstawać i już. Parę razy próbował mąż i chyba sąsiedzi mieli do mnie pretensje. Ja wiem, że w nocy jeszcze Filip dostaje cycka, ale czasem budzi się więcej razy niż na picie i wtedy też ja sterczę, żeby go ululać.
No ale nie można mieć wszystkiego na raz. Może jeszcze znajdę jakieś rozwiązanie.

Odpuszczam też jakieś prace domowe, bo już po prostu straciłam nadzieję, że zacznie mu przeszkadzać papierek leżący na podłodze i schyli się, żeby go podnieść. Owszem, zmywa czasem naczynia, ale już potem nie zetrze po sobie blatu i nie zwróci uwagi na szklankę stojącą troszkę dalej.
Zaczynam uważać, że ma po prostu inne poczucie estetyki i nigdy w tej kwestii nie dojdziemy do porozumienia. Jak bardzo bym nie prosiła, on i tak nie zrozumie o co mi chodzi.
Trudno.
Z żalem, ale pogodziłam się z tym.

To jest zdjęcie wysłane do mnie przez Tatę Filipa z ich wspólnego spaceru. Oni sobie biegali, a ja siedziałam w fotelu i piłam herbatę ze szklanki, którą mogłam odstawić koło siebie, a nie wysoko na półkę. Nie musiałam wstawać co chwilę i sprawdzać, co jest tak cicho, czy kuweta kocia jest bezpieczna, czy nic nie pływa w kibelku i czy Fi nie wlazł na łóżko, żeby schodzić z niego głową w dół.
Nie było ich godzinkę, a ja już się zdążyłam znudzić, ale co tam, taka nuda jest fajna.

I tak sobie teraz myślę. Ekstra mam chłopaków i oni znakomicie sobie dadzą radę tylko muszę im na to pozwolić. Może i jestem niezastąpiona, ale czasem przydaje mi się chwilka oddechu, żebym nadal mogła być niezastąpiona.

PS. Jak się przyjrzycie, to zobaczycie do czego doprowadziła nieodpowiedzialność dziadka, o której pisałam w poniedziałek.

23 komentarze:

  1. Ojej. Rozumiem Cię. A może masz kogoś, do kogo mogłabyś pojechać w odwiedziny na weekend? Sama. Chłopaki jak widać dobrze się bawią. Myślę, że powoli uda Ci się zluzować. :-) Jest to dobre nie tylko dla Cirbie ale też dla tej relacji syn - ojciec. W końcu fajnie by było, gdyby Fifi miał w tacie takiego przyjaciela na dobre i złe. Taka samodzielność zrobi chłopakom dobrze. Co do zakupów przez Internet to moi sąsiedzi robią w Tesco. Moim zdaniem w waszej sytuacji może lepiej by było abyś sama jeździła do marketu, bo to też czas dla Ciebie, jeśli oczywiście lubisz zakupy. Ja lubię i oprócz marletu zawsze wejdę np. do księgarni czy ciucholandu czy innego sklepu, poogladam, przymierzę, czasem z czymś wyjdę. Lubię tak zglądać. :-) A może na basen wykup sobie karnet. Będziesz wtedy zajęta i zrobisz sobir mały resecik. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie bardzo mam gdzie pojechać, ale basen czy zakupy, to bardzo dobra sprawa;)
      A tak sobie właśnie wpadłam na pomysł, że mogę też ich zapisać na jakieś zajęcia wspólne. Jest teraz nawet piłka nożna dla rocznych dzieciaczków.

      Usuń
  2. Oko nie wyglada najgorzej. A ja proponuje Ci odstawic syna od cyca.Nie wiem czy udalo Wam sie z 2dzidzia ale musisz troche zadbac o siebie o kondycje fizyczna i psychiczna.Noi wyspac sie.Moja corcia miala mala traume przez 2-3dni po odstawieniu i bylo ciezko z nia wytrzymac ale bylam nieugieta i koniec. Jak w nocy plakala dawalam wode z butelki i po ok.4 dniach w ogole nie pamietala ze cycka jadla. I co najwazniejsze przesypiala noce.Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że z odstawieniem nie będzie tak źle, ale chwilkę chcę poczekać, bo właśnie Filipowi wychodzą czwórki i budzi się w nocy. No, ale budzi się tylko 1-2 razy więc jest szansa, że jak wyjdą, to nie będzie się budził wcale. Taka moja cicha nadzieja;)

      Usuń
  3. Ech..
    Powiem Ci tak, mój też dużo nie robi, ale to dlatego że pracuje. W weekendy nie moge powiedzieć - pomoże w kuchni, pojdzie z młodym na plac zabaw. Nocami tylko JA niestety.
    Ale może to tak cycowe dzieci mają, skoro Fifi też..
    Będzie dobrze mamuśka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie, będzie;) Tobie też tego życzę ;*

      Usuń
  4. aaaa... to pod oczkiem - masakra :(
    Biedny Fifulek. Ucałuj Go od cioci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że szybko zejdzie...
      Fiful dziękuje ;*

      Usuń
  5. Musisz odpuścić bo jak się zdecydujecie na drugie to zwarjujesz...i ciesz się chwilą póki ja masz, niech tatuś pokarze jaki jest wspaniały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego postanowiłam zluzować troszkę. Zdałam sobie sprawę, że jak teraz czasem nie wyrabiam, to jak to będzie z dwójką. Trzeba czasem oddać maminsynka tacie;)

      Usuń
  6. Normalnie jakbym czytała o sobie i swoim mężu! Od jakiegoś czasu też zaczęłam usamodzielniać chłopaków, siłą rzeczy mąż musiał się nauczyć radzić sobie z dzieckiem w czasie, kiedy ja miałam wykłady lub jazdy. Świat się nie zawalił, radzą sobie. Choć i tak za kazdym razem wszystko mężowi mówię od a do z jak ma postępować;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, przypomniałaś mi, że miałam sobie wykupić jazdy doszkalające. Prawo jazdy 13 lat, a ja uzależniona od męża. On teraz będzie siedział z Filipem, a ja będę śmigała po mieście;)

      Usuń
  7. Hehe :) No tak identycznie mamy :) to normalne! Dobrze, że doszłaś do tego etapu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Trzeba zagarniać męża do pomocy :) nie ma to tamto. Dobrym startem jest wspólne wychodzenie chłopaków na spacer. Zawsze masz tą chwile tylko dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na złość, teraz pogoda niespacerowa;)

      Usuń
  9. Ooo tak my matki zawsze uważamy, że wszystko zrobimy lepiej, że bez nas świat stanie, dziecko głodne, płaczące w napuchniętej pieluszce, porzucone. Same sobie gotujemy ten los aż w pewnym momencie brakuje nam sił i gniew narasta, że nikt nam nie pomaga. Ohh tak my super matki już tak mamy:) Mam nadzieję, że uda Ci się ten niecny spacerowy plan i odpuścisz troszkę chłopakom i sobie. Bo jak mawiają szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko:) A ślad na buźce ulalala biedaczek ehhh Ci dziadkowie u mnie to samo jak sama nie przypilnuję to dziecko nagle leży w kałuży i płacze bo tak babcia super pilnuje:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam nadzieję, że się uda, ale jak na razie pogoda krzyżuje mi plany;)

      Usuń
  10. Rozumiem Cię. Ja sama mam takie dążenie do perfekcjonizmu i Gosia-Samosia, czy sama zrobię to lepiej...a potem pretensje że mi nie pomaga. Dopiero przy drugim dziecku mi się to udało...Z moim wyjściem nie ma żadnego już problemu. Zajmie się, przebierze, nakarmi, położy spać...Gorzej ze spacerami, ale jest postęp :)))
    W dobrym kierunku idziesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, czasem ciężko się przyznać, że ktoś inny też zrobi coś dobrze;) A jeśli chodzi o dziecko, to już w ogóle. Muszę nad sobą popracować;)

      Usuń
  11. Gratulacje! Złapanie takiego dystansu to dla matki niełatwa sprawa... a bardzo, bardzo potrzebna :)

    OdpowiedzUsuń