niedziela, 14 sierpnia 2022

List pożegnalny....

 Dawno nic tu nie pisałam i pewnie znów będę miała długą przerwę, ale...


Za cztery dni kończę równo czterdzieści lat i jedynymi moimi sukcesami w życiu są:

    * po pierwsze to, że postawiłam się rodzinie i wyszłam za mąż za kogoś, kogo nie akceptowali,

    * po drugie, że założyłam firmę, którą w/w człowiek przejął i zarządzał po swojemu,

    * po trzecie, że dałam się odciąć od rodziny, jednocześnie dając sobie wmówić, że moje początkowe uzależnienie od alkohol, a potem od innych substancji psychoaktywnych, będzie niezrozumiałe przez moją "rodzinę" i mam się trzymać "nowej",

    * to, że dałam się trzymać w tym uzależnieniu i wmawiać sobie, że to jest zabawne,

    * że sprzedałam mieszkanie, w którym się wychowałam, i które było moim domem,

    * że dopieprzyłam kupę kasy w budowę domu, w którym nie mam nic do powiedzenia,

    * że wpadłam w depresję, którą mój małżonek wykorzystuje przeciwko mojej rodzinie, a gdy mu wygodnie, wyśmiewa się z niej i poniża mnie w obecności dzieci, (ojoj, ale ty biedna jesteś, ojoj, ojoj - dodajcie do tego odpowiedni ton i tylko płakać się chce...),

    * że mój Tata, którego kochałam całym sercem, ma mnie za nic, za nieudacznika i przy moim synu wykrzyczał mi, używając niecenzuralnych słów, że gdyby mnie nie było, to dla niego nic by się nie zmieniło,

    * że jestem sama, kompletnie sama...

    * i że już się gubię w lekach, które powinnam jeść i przerzucam się na benzo, bo one chociaż działają....

    * że mam dwójkę cudownych dzieci, z którymi nie wiem, co by się stało, gdybym zrobiła, to, co mi chodzi po głowie...

    * że gdy mój psychiatra zalecił znalezienie psychoterapeuty, to nikt mi w tym nie pomógł, ale gdy spuchła mi noga i moja Macocha wysłała mnie na szereg badań, to mąż kazał niezwłocznie się na nie udać...

    * i że nie zajechał na te badania ze mną, jechałam sama, nawet, gdy okazały się nie najlepsze, wracałam sama...

    * i że gdy już odetchnęłam z ulgą, że nic mi nie jest, moja Macocha zadzwoniła z wieściami, że te wyniki mogą świadczyć o tym, że w trzydzieści dni może mnie nie być już na tym świecie, mój mąż po prostu znalazł lekarza, nic więcej.... Dodam tylko, że to było na dwa dni przed wyjazdem na "rodzinne" wakacje... 

    * pojechałem na wizytę razem z mężem, bo bał się, gdzie zaparkuję, a nie, że coś ze mną będzie...

    * gdy lekarz powiedział, że to nic poważnego (nie zmienia to jednak faktu, że coś),usłyszałam, że "przecież ozdrowiałam"',

    * i temat się zakończył...

Moim sukcesem jest także to, że:

    * gdy boli mnie brzuch lub  źle się czuję, to moja wina, bo zapewne mam kaca - tak myślą i mój Ojciec i mój mąż....

    * gdy nie mogę spać, to słyszę zwyczajnie "to zaśnij",

    * moje plany są na szarym końcu, jak okazuje się, że pokrywają się z planami męża lub ojca, to ja muszę zmieniać swoje,

A kto stoi po mojej stronie...???

A no nikt...

Kiedyś, gdy z płaczem pobiegłam do Teściowej, oznajmiła srogim tonem, że ona sobie musi z synkiem porozmawiać. Z tego co wiem, nie porozmawiała, albo gówno to dało. 

Pomijam fakt, że około 5 lat temu, gdy jeszcze z zapałem pisałam tego bloga, dostała maila. Wszystko wskazywało, że od siostry ciotecznej męża lub jej córci. Kazano mi wtedy "wypierdalać" z tej rodziny, że jestem nikim, że nie mam tu co robić. Już wtedy działka należała do mnie. Niestety, rodzica męża, to rodzina jak się patrzy. Myślałam wtedy, żę ktoś stanął po mojej stronie. "Mamusia" mówiła, że nigdy nie widziała teścia tak wkurwionego. Jak się szybko okazało, gdy tamta część rodziny przyjeżdza do Babci i Cioci, to lepiej, żebyśmy schowali się za swój dom....


Jakiś czas temu zaczęłam działać coś na swoją korzyść (aż mi się buzia uśmiecha, jaką frajdę mi to sprawiło. A potemm wyjechaliśmy do Egipt i przegapiłam jedną klientkę, zawziętą klientkę. Wystawiła mi negatywną opinię i nie chciała nawet dyskutować. Rękodzielniczka, jak ja. Spadła mi ocena na allegro i dupa. Znów jestem zależna od męża i "mojej" firmy. Jakby ktoś chciał skorzystać z jej usług to służę, mnie już pewnie nie będzie... https://www.facebook.com/%C5%9Awiat-Sylwii-R%C4%99kodzie%C5%82o-Sylwia-Nowacka-2411176365605335/

A wszystko szło tak dobrze.

Mogłabym ta pisać i pisać, pisać i pisać....


Kilka tygodni temu, zupełnie przypadkiem, spotkałam w sklepie swoją dawną miłość...

Człowiek sukcesu, z trójką dzieci (ja też chciałam trójkę), musiałam źle wyglądać, bo szybko mnie olał i wypuścił. Zniknął z mojego życia niemal miesiąc przed ślubem. Ogólnie, to wyjechał szybko, podobno obecną żonę poznał na randce w ciemno zaraz po tym, jak mnie zostawił. Teraz budują dom marzeń, jak na złość, obok tego w którym ja się duszę... Nie powiem, że bardzo żałuję, ale ciekawe czy przyjdzie na mój pogrzeb...


PS. Kocham swoje dzieci najbardziej na świecie, ale już nie potrafię żyć w tym syfie... Już nie chcę być tak samotna...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz