czwartek, 28 listopada 2013

Problemy żółtkowe i konsultacje lekarskie...

Nasz Filip oprócz gorączki jeszcze w szpitalu i lekkiego przeziębienia na początku jesieni do tej pory nie chorowało. Oczywiście ja zawsze, jak się dziwnie zachowywał, dopatrywałam się jakiejś dolegliwości. Na szczęście zawsze się myliłam.
Filipek też nigdy nie ulewał, nie miał kolek czy innych kłopotów z brzuszkiem.
Dlatego, jak pierwszym razem zwymiotował, to zgłupiałam i nie wiedziałam co robić.
Pierwsza rzecz, to poradzić się forumowych koleżanek.
Stanęło na tym, że pewnie Maluchowi nie posłużył syropek przeciwbólowy, który dostał, bo Mamusia stwierdziła, że trzeba dać na ząbki.
Fifi bardzo szybko doszedł do siebie i o temacie zapomnieliśmy.
Aż do ostatniego poniedziałku.
Zjadł obiadek, pobawił się i o regulaminowym czasie ładnie poszedł spać. Pospał 1,5 godziny, tak jak powinien i słyszę nagły płacz. Lecę, a Filip leży na pleckach i krztusi się wymiotując. Przeraziłam się, złapałam, żeby mi się nie zakrztusił, na rękach zwymiotował jeszcze raz. Potem M. wziął go na przebranie, a ja zabrałam się za zmianę pościeli. I wtedy, jak sprzątałam, to co Fifi zwymiotował, olśniło mnie. Żółtko. 
Ponieważ Filip już jakiś czas temu skończył pół roku, postanowiliśmy mu wprowadzić do diety żółtko. Tak jak zalecają, pół żółtka co drugi dzień.
Kiepsko nam to szło, bo zawsze coś wypadało i nie było warunków, żeby to żółtko dobełtać do obiadku.
Zjadł może trzy razy z czego dwa razy właśnie wtedy, gdy wymiotował.
Skonsultowaliśmy to z Panią Doktor i potwierdziła moje przypuszczenia. Na 99% wymioty były spowodowane tym nieszczęsnym żółtkiem. Mamy sobie je na razie odpuścić. Na jak długo? Jeszcze nie wiem.

Przy okazji konsultacji, Filip został gruntownie obejrzany i przebadany.
Pani Doktor wprowadziła Mamusię w stan ogromniej dumy, bo nie mogła się nachwalić mojego Synka.
Co nas niepokoiło, to zaczerwienienie na główce i znamię na pleckach. Mamy się tym nie przejmować, skoro nie zmienia się przez tyle czasu, to mamy obserwować i się nie zamartwiać.
Pokasływanie, też nie ma nic wspólnego z chorobą, tylko z chęcią zwrócenia na siebie uwagi.
No, i w końcu brak chęci do przemieszczania się na brzuchu. Nic w tym niezwykłego. Niektóre dzieci tak mają. Filip siedzi, chce stać, a nie chce raczkować. Może się nauczy, tylko troszkę później, a może nie będzie raczkował wcale.
Co tam jeszcze?
Na pewno wyłaniają się powoli dwie górne jedynki, ale do tego zaczyna się coś dziać na dole. Czyli szykuje się poczwórne ząbkowanie. Nie wesoło!

Dodatkowo Filip został poważony i pomierzony.
Szczuplizna nasza waży 8200 na 73 cm wzrostu.
Nic dziwnego, że zapełniam już drugie pudło jego za małymi ubrankami.

Podsumowując. 
Filip, to zdrowy, średnio duży chłopak, narzekający z powodu ząbków, któremu nie można jeść żółtka;)
A oto on: