piątek, 27 czerwca 2014

Oto, dlaczego teraz jest nas mniej...

Troszeczkę nas ostatnio mniej na blogu. I niestety chyba tak pozostanie. Będę się rzadziej pojawiała z postami, ale z internetu nie zniknę;) Internet, to takie moje okienko na świat i szybko z niego nie zrezygnuję.
A pomyśleć, że jeszcze parę miesięcy temu telefon służył mi tylko do dzwonienia;)

Ale do rzeczy.
Ciąża jednak daje się we znaki. Mimo, że większość nieprzyjemnych objawów prawie zniknęła, pojawiają się tylko czasem, to pozostało zmęczenie i senność. Utrudniają one troszkę normalne funkcjonowanie. Staram się jak najlepiej wywiązywać ze swoich obowiązków, ale czasem na dodatkowe aktywności zwyczajnie brakuje siły. A co to za przyjemność z prowadzenia bloga, jak robi się to z przymusu.
Dlatego też postanowiłam troszkę zwolnić. Pisać o rzeczach naprawdę dla nas istotnych, zdawać relację z filipkowego życia, z przebiegu ciąży, z naszych atrakcji. Tak chyba będzie lepiej. A poza tym, zdaję sobie sprawę z tego, że gdy urodzi się Dzidzia, tego czasu i sił może być jeszcze mniej, a nie chcę mieć potem poczucia winy, że tak to wszystko zaniedbuję.
Oczywiście nie zapominam o relacji i fotorelacji z naszego wyjazdu. Laptop odebrany z naprawy więc teraz czekam na odrobinę spokoju i na pewno się z Wami podzielę wspomnieniami. Przyznam, że sama z chęcią wrócę do tych miłych dni. U nas niestety teraz na pierwszym miejscu ząbkowanie Filipa. Coś mu się ślimaczy przy tej czwóreczce, ząbek nie chce się przebić za to dziąsełko spuchło i daje się Maluchowi mocno we znaki. Na drugim miejscu uplasowało się moje przeziębienie. Teraz odczuwam negatywne skutki takich nagłych zmian klimatu. A na trzecim miejscu marazm i rutyna. Nie mam już pomysłów co za atrakcje można wymyślać, zwłaszcza, że pogoda u nas kapryśna i nie wiadomo czego się spodziewać. Dlatego i ja bardzo chętnie wrócę do Grecji i pooglądam zdjęcia;)

A teraz przedstawiam Wam sprawcę całego tego zamieszania:

Nasz mały Kosmita;) Cały i zdrowy. Choć ciężko było go zbadać i pomierzyć, bo mały uparciuch ma coś ze starszego brata i jak coś się od niego chce, to on musi zrobić inaczej. Za nic nie chciał się prawidłowo ustawić, ale w końcu udało się ustalić wszystkie najważniejsze parametry. Niestety Pan Doktor nie chciał się pokusić o określenie czy będzie chłopiec czy dziewczynka, ale ja mam coraz większe przeczucie, że szykuje nam się braciszek dla Filipka;) Ale tak poważnie, to jest mi obojętne co tam wewnątrz siedzi, ważne, że jest zdrowe i kochane.

Ach, zapomniałabym przypomnieć o naszym Instagramie.
Tutaj też troszkę wspomnień z wakacji, ale też troszkę aktualnych zdjęć Filipiastego.
Zapraszam.
TUTAJ

A teraz życzę miłego weekendu. Pogoda się poprawia więc może uda się troszkę skorzystać i poodwiedzać okolicę.

środa, 25 czerwca 2014

Cotygodniowy Portret Dziecka: 24/52 i 25/52.

Korzystając z faktu, że klawiatura nadal mi szwankuje, a ja z niecierpliwością czekam na nową, nadrobię dziś zaległości zdjęciowo-projektowe.
A że ostatnie dwa tygodnie upłynęły nam pod znakiem wakacji, to i zdjęcia będą wakacyjne. Taka retrospekcja dobrze nam zrobi, zwłaszcza, że teraz u nas królują ząbki, choróbska i kiepska pogoda.

24/52

Wakacje, to dla Filipa próbowanie nowych smaków. Oprócz jedzenia tego co my, postanowił także popróbować picia z naszych kubeczków łącznie z wyjadaniem cytryny;) I wcale nie zrażał go kwaśny smak;)

25/52

To także okres większej samodzielności. Fi postanowił urządzać sobie wędrówki bez trzymanki ku naszemu przerażeniu, bo zawsze chciał iść w inną stronę niż my i nie zawsze spokojnym krokiem;)

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Jak nie urok to... czyli twardy kontakt z rzeczywistością...

No i wróciliśmy.
Powrót upłyną nam bardzo sprawnie, ale zaraz potem dopadł nas pech. Najpierw zaogniły się filipowe pogryzienia i strasznie zaczął się drapać, a potem zaczął się dziwnie zachowywać. Zwalałam winę na  zmianę klimatu, miejsca i zbyt dużo atrakcji, ale dziś odkryłam przyczynę tych wariacji. Syneczkowi wyrzyna się druga górna czwóreczka. Na szczęście już chyba się zaczyna polepszać, bo Małemu wraca dobry humor i normalny rytm dnia. Teraz poczekamy o wieczora i zobaczymy o się będzie działo, bo wczoraj rykom nie było końca. Miejmy nadzieję, że już będzie dobrze.
Ale jakby tego było mało, to właśnie dziś coś dopało mój laptop i nie działa mi klawiatura. Dlatego obiecany post o wakacjach będzie musiał poczeka. Niestety nie potrafię tak sprawnie pisać na klawiaturze tableta więc dziś uraczę Was tylko kilkoma zdjęciami, które mam właśnie na tablecie. Obiecuję narobić zaległości i podzielić się wrażeniami, ale już, jak laptop odzyska sprawność. Mam nadzieję, że nastąpi to szybko. Już małżonek pędzi o domu z odsieczą więc może coś zaradzi.
Ale oczywiście to nie koniec kłopotów. Przez to wszystko zablokowałam sobie dotęp o konta i czeka mnie rozmowa z konsultantem lub wizyta w banku. Eh, jak ja tego nie lubię.

Tatuś wypija Filipkowi herbatkę. Potem Filipek zażąda tatowego picia ;)

Nareszie troszkę chmurek. Upał jednak nie zelżał.

 Słodkie lenistwo i bałagan w pokoju;)

Na dziś to tyle niestety. Postaram się naprawić szkody i jutro powrócić już z czymś bardziej treściwym. Zatem o zobaczenia i miłego dnia;)


czwartek, 12 czerwca 2014

Na troszkę znikamy...

Wreszcie doczekałam się wymarzonych wakacji.
Znaczy, jeszcze się nie doczekałam, ale już mam wszystko zaklepane. A dokładniej, to w sobotę nad ranem wyruszamy w podróż na lotnisko skąd o 8.15 wylecimy w stronę greckiej wyspy Kos.
Decyzja troszkę mnie zaskoczyła więc jestem troszeczkę spanikowana, ale już się uspokajam i dochodzę do siebie. Nie mam pojęcia co mam zabrać, a co mam odpuścić.
Na razie mam walizki i plan, a jutro od rana będę walczyć z pakowaniem. Potem dołączy do mnie mąż, a na sam koniec pewnie oddamy Filipa we władanie dziadkom i udamy się na ostatnie zakupy.
Dziś poczyniłam bardzo ważne przygotowanie, a mianowicie pozyskałam od mojego cudownego operatora tablet więc będę mogła być na bieżąco. Będę zatem zaglądała, jak będę miała wolne wieczory. A pewnie będę je miała, bo przecież śpiącego Filipka nie zostawię w pokoju. 
Założyłam też sobie w końcu konto na Instagramie. Bardzo długo coś mi nie grało, ale już jest więc wszystkich zapraszam
Postaram się coś tam powrzucać w przypływie weny;)

A teraz  uciekam, bo muszę opanowywać całą sytuację. 
A tak pomaga mi Filip:


Życzę Wam udanego weekendu i reszty tygodnia;)

wtorek, 10 czerwca 2014

Cotygodniowy Portret Dziecka: 23/52.

Borsisław balkonuje;)


Doradźcie mi proszę, co mam zrobić z dzieckiem, które za nic na świecie nie chce nosić nakrycia głowy.
Ściąga, zrywa, kombinuje aż w końcu pozbędzie się czapy z głowy.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Działkowanie... uwielbiamy... i WYNIKI!!!

I w końcu mamy lato.
Weekend minął pod znakiem właśnie tego lata i szykowania się do wakacji. Co z tych wakacji wyjdzie, to się jeszcze okaże, ale trzeba być przygotowanym.
A co robiliśmy w weekend?
A działkowaliśmy, spacerowaliśmy i troszkę zakupowaliśmy.
No dobrze, z tymi zakupami, to nie było tak troszkę. Było szybko, ale intensywnie i dość odczuwalnie dla portfela. Ale jakoś specjalnie się tym nie przejęliśmy, czasem trzeba uzupełnić swoją szafę. Zwłaszcza w mojej sytuacji, kiedy z dnia na dzień wszystko staje się tak jakby przyciasne.
No właśnie. A propos brzuszka. Już dość porządnie się rzuca w oczy, a moi teściowie dalej zachowują się jakby nic nie zauważali. Mało tego, nawet ubranie Filipa w bodziak z napisem STARSZY BRAT nic nie dało. Po paru innych oczywistych aluzjach puszczonych przez nich mimo uszu, postanowiliśmy im powiedzieć wprost. Akurat dziś mają 35. rocznicę ślubu, to będą mieli prezent. Choć przyznam, że zrobiło mi się troszkę przykro. Chciałam oznajmić taką wiadomość w bardziej oryginalny sposób, ale się nie udało. No cóż, czasem tak wychodzi.

Ale i tak cały weekend kręcił się koło Filipa.
Zależało nam przede wszystkim, żeby skorzystał i z pogody i z tego, że obydwoje możemy być razem i spędzać z nim czas. Wyganiał się za wszystkie czasy. A ja troszeczkę ścięłam się z teściową, bo staram się opanować tego rozrabiakę, ale przy dziadkach się po prostu nie da. Po zdenerwowaniu przyszła jednak chwila spokoju i zastanowienia, po czym doszłam do wniosku, że niech sobie robią co chcą. Im potem będzie właził na głowę, a nie mnie. Tak jak stwierdził M., Fi znalazł sobie jeleni do noszenia i latania za nim wszędzie, to już ich problem, że mu na to pozwolili. 
Może jest w tym jakaś racja.
To samo było z kupowaniem zabawek. Teściowa z uporem maniaka, tydzień w tydzień kupowała Filipowi zabawki. Wkurzałam się, bo ile można, aż spokojnie jej wytłumaczyłam, że na razie on nie bardzo rozumie, ale przyjdzie taki dzień, że przyjedzie do dziadków, a tam nie będzie prezentu. I co wtedy? Wtedy babcia będzie zła, bo nie spełniła tego, do czego Fi był przyzwyczajony. Oczywiście usłyszałam, że przesadzam, ale o dziwo skończyły się prezenty dwa razy w tygodniu.
Może i w przypadku pozwalania mu na wszystko też w końcu przyjdzie opamiętanie.
 
No ale mimo zgrzytów, które pojawiają się zawsze, to weekend był udany. No może w wyjątkiem naszej lubelskiej Nocy Kultury, która nie dała mi spać, ale o tym kiedy indziej. 
Był basen, było bieganie, było jeżdżenie samochodzikami, no i byli goście, a to Fi lubi najbardziej. A gości z małymi dziećmi, w szczególności z dziewczynkami, to już dla Filipa mega radocha.. Tak nam się spodobało działkowanie u dziadków, że dziś popołudniem też chyba sobie do nich skoczymy. Filip się pobawi, a my złożymy im życzenia i powiemy, że po raz drugi zostaną dziadkami.
PS. Troszeczkę z opóźnieniem, ale mam już wynik naszego rozdania.
Serwetki dostanie
Justyna Sz.
Gratuluję i proszę o adres do wysyłki na FB lub na maila filipiamama@op.pl 

piątek, 6 czerwca 2014

Trzy po trzy czyli PaćBorsuk, książka i rozdanie...

Nareszcie piątunio.
A jak piątunio, to i już pełne rozleniwienie.
Nie do końca jest o czym pisać, bo już myśli uciekają na łąki, pola i jeziora więc dziś się tylko troszkę pochwalę.
Otóż ostatnio w naszym domu zamieszkał nowy lokator.
Przyjechał do nas od Paciaciaki - Manufaktura Przytulaków i od razu zawojował serca wszystkich domowników, a w szczególności Filipa. 
A oto i on:


Nasz super PaćBorsuk, przez twórczynię nazwany PaćBobrem;)
Fifiś od razu zakochał się w przyjacielu, w końcu przyjaciel ma na pleckach wypisane jego imię.
Powiem Wam szczerze, że bardzo mnie zdziwił entuzjazm Filipka, jak zobaczył swojego borsuczka. Taki uśmiech nigdy nie zagościł na jego buźce na widok rzeczy nieożywionych;)
Radocha straszna.
Polecam zajrzeć na stronię Manufaktury, bo naprawdę tworzy cudowne przytulanki, również takie na indywidualne zamówienie.

Ale to nie koniec chwalenia się.
Jakiś czas temu na blogu Wypaplani.pl wygrałam książkę pt. "Jaśki. Repeta.".
Nie czytałam pierwszych Jaśków więc pewnie zacznę od wybrania się do Empiku i nadrobieniu zaległości, a potem zabiorę się za pozycję już czekającą na mnie na półce.
A potem podzielę się wrażeniami.

A na koniec przypominam o rozdaniu.
Jeszcze dziś można się zgłaszać.
Do oddania mam komplet sześciu serwetek (podstawek pod filiżanki).


Jeśli komuś się podobają, to wystaraczy:
- zgłosić chęć uczestnictwa.
I w zasadzie tyle, ale jeśli ktoś chce mieć większe szanse, to może jeszcze:
- polubić Mamusiowo na FB,
- dodać Mamusiowo do obserwowanych blogów,
- udostępnić banerek na FB, na blogu bądź w Google+,
- napisać w komentarzu wszystkie punkty, które się spełniło (każdy jeden, to dodatkowy punkt)

Zapraszam serdecznie do zabawy.

A teraz my zaczynamy weekend. Tata Filipa wrócił dziś wcześniej do domu, Fifiś śpi, a jak się obudzi, wyruszamy w miasto. Trzeba zabrać się za przedwakacyjne zakupy.
A jutro i pojutrze pewnie królować będą plenery.
A Wy jakie macie plany na weekendzik?

czwartek, 5 czerwca 2014

Szczepienie...

W środę udało nam się w końcu dostać na szczepienie.
Przyznam szczerze, że od samego początku nie miałam żadnych wątpliwości, że Filipa będziemy szczepić i, że jest to słuszna decyzja. Ale przy okazji tego szczepienia dostałam zwykłego pietra. W dodatku ostatnio czytałam na różnych blogach o powikłaniach i naprawdę zaczęłam się zastanawiać czy tego szczepienia nie odwołać albo przynajmniej czy nie odwlec troszkę w czasie.
Koniec końców na szczepienie dotarliśmy. Nawet zbyt długo nie czekaliśmy. Chociaż przyznam, że to dziwne umawiać na 16 aż troje dzieci. Czasem się zastanawiam co kieruje tymi paniami. Może liczą na jakieś przepychanki w poczekalni. Jednak nic takiego się nie stało i już ok. 16.20 weszliśmy do gabinetu.
Oczywiście zanim weszliśmy Fi musiał wszystkim zademonstrować swoje destrukcyjne skłonności, ale te są akurat świetnym tematem na następny post.

Szczepienie połączyliśmy z bilansem roczniaka (który akurat tego dnia kończył już 13 miesięcy) i dowiedzieliśmy się, że nasze dziecko przy wadze 10,5 kilograma ma nadwagę. Zapewniono nas, że nie trzeba się tym zbytnio przejmować, bo nadwaga jest niewielka, ale jednak żebyśmy zwrócili uwagę na jego dietę. Pozwolicie, że tego nie skomentuję.
Chcieliśmy się też poradzić na temat innych szczepień. Kiedy na przykład można szczepić na ospę i czy warto szczepić na odkleszczowe zapalenie mózgu. Przyznam, że odpowiedzi mnie zaskoczyły. Panie, i lekarka i pielęgniarka, zdecydowanie odradzają jakiekolwiek dodatkowe szczepienia. Ospę dlatego, że przecież nie posyłamy do żłobka, a potem lepiej, żeby dziecko jednak przeszło więc po co dodatkowo płacić. A jeśli chodzi o odkleszczowe zapalenie mózgu, to odniosłam wrażenie, że pani doktor w ogóle nie wie o co nam chodzi. Ona nigdy na coś takiego nie szczepiła, to jakaś nowość, wszystko się tak szybko zmienia i ona nie nadąża. Istna skarbnica wiedzy.
Przy okazji tych porad przypomniało nam się, jaką batalię stoczyliśmy o zaszczepienie Filipa na rotawirusy i pneumokoki. Wtedy pielęgniarka prosto z mostu zapytała nas czy nie żal nam takich pieniędzy. Do tej pory pamiętam, jak mówiła do Filipa, żeby wszystko wypił, bo rodziców to dużo kosztuje. Matko i córko, ja rozumiem, że to nie są małe pieniądze, ale jak już mówimy, że jesteśmy zdecydowani, że zapłacimy, bo tak postanowiliśmy, to po co nas od tego odwodzić.
Ale chyba taki już urok tej właśnie przychodni i trzeba się będzie z tym pogodzić. A co do innych szczepień poradzę się jeszcze naszej prywatnej pediatry.

A co do samego szczepienia? 
Oj popłakał nam się Filipek.
Matce serce się krajało, ale i pani doktor i pani pielęgniarka stanęły niemalże na głowie, żeby go potem rozbawić i po chwili musieliśmy uciekać z gabinetu, bo już zaczynał misję dewastacyjną;)
Bo pod względem podejścia do dzieci, obsługa przychodni jest rewelacyjna. Na to akurat narzekać nie mogę. I właśnie to mnie u nich trzyma, a i tak wszystko konsultuję potem prywatnie.

Ach. Zapomniałabym. Fifiś dostał odznakę dzielnego pacjenta. Nawet dwie, ale jedną od razu zjadł;)

No i teraz pozostaje nam czekać czy coś się nie wydarzy. Ale jestem dobrej myśli, bo wszystkie dotychczasowe szczepienia Fifi przechodził bez komplikacji. Miejmy nadzieję, że i tym razem tak będzie.

środa, 4 czerwca 2014

Ciążowe przypadłości...

Mówi się, że każda ciąża jest inna.
Przyznam szczerze, że jednym z plusów, które wypisałam na karteczce "za i przeciw kolejnej ciąży" było właśnie to, że bardzo dobrze przeszłam ciążę z Filipem. Nie brałam pod uwagę innej ewentualności niż to, że w tym wypadku będzie tak samo.
Nie to, że narzekam, ale mdłości to na pewno nic przyjemnego, a przy Filipku ich nie zaznałam nawet jeden dzień. Teraz źle nie jest, bo omijają mnie wymioty, ale mdłości atakują znienacka co jakiś czas i męczą nie tylko o poranku. Można powiedzieć, że wieczorem są nawet gorsze niż rano.
To samo ze zmęczeniem i sennością.
Ale co ja mogłam wcześniej wiedzieć o zmęczeniu i senności?
Co prawda pracowałam do dziewiątego miesiąca, ale umówmy się, że praca u siebie, na własnych warunkach nie jest taka znów męcząca. Zwłaszcza, jak obiady zamawia się w pobliskiej knajpce z domowym jadłem, a po powrocie do domu można się wyleżeć na kanapie do woli, potem pójść spać o 22 i pospać do 7 bez przerwy. Taka praca nawet się nie umywa do ciągłego przebywania z Filipem;) Ten to potraf dać w kość. A drzemka w dzień? Nie wchodzi w rachubę.
Co tam jeszcze?
Sny.
Sny miałam barwne i w tamtej ciąży, ale teraz zdarzają się wręcz koszmarne. Nawet nie będę o nich tutaj pisać, bo od samego myślenia ciarki przechodzą mi po plecach. Mąż mówi, że sny sprawdzają się na odwrót i, że nie mam się czym przejmować, ale po przebudzeniu z takiego snu łzy same cisną się do oczu.
Ale nie tylko takie złe sny się zdarzają. Są też sny fajne, kolorowe, zakręcone i niepojęte. Po prostu bajkowe.
Odkąd urodził się Fi sny nie miały kiedy wedrzeć się do mojej świadomości, albo po prostu po nagłej pobudce ich nie pamiętałam. Teraz jakoś je zapamiętuje i zostawiają po sobie ślad.
No i smaki.
Smaki też mam inne.
Odrzuciło mnie od większości mięs. Jak w poprzedniej ciąży zajadałam się kebabami i pizzami, tak teraz nie mogę na nie patrzeć. Wolę twarożki, kefirki, zsiadłe mleczka.
Ale za to znów mam korbę na sok pomidorowy i pomidory.
A największa różnica, którą widać na pierwszy rzut oka, to mój brzuszek. Filipek uwidocznił się tak bardziej dopiero koło 5. miesiąca, a teraz jestem w 3. miesiącu i raczej ciężko się nie domyślić, że jestem w ciąży. Już teraz wyglądam na ten 5. miesiąc. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jeszcze nie powiedzieliśmy teściom, a oni chyba z uprzejmości nie pytają, bo boją się, że popełnią gafę. W sumie im się nie dziwię, przez ostatnie parę lat moje wahania wagi były dość znaczne więc może myślą, że się po prostu roztyłam. Trochę w jednym kierunku poszło to moje utycie, ale wolą milczeć niż walnąć wtopę;)

Podejrzewam, że takich różnic i podobieństw jeszcze wypatrzę wiele przez najbliższe parę miesięcy. Pewnie się z Wami podzielę, a na razie to tyle;)

PS. Jeszcze raz przypominam o naszym rozdaniu.
Piszę o nim >>TUTAJ<<

wtorek, 3 czerwca 2014

Cotygodniowy Portret Dziecka: 22/52.

Jak już pisałam, nasz mały szkrab się ostatnio troszkę nudzi. A jak ktoś się nudzi, to podjada;) Tak też czyni nasz syn. Kradnie nam różne przekąski i próbuje.


Tutaj Filipina z krakersem, ale najlepiej smakuje mu chlebuś jednak. I placuszki z jabłkami. Pycha!!!

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Poniedziałkowo o niczym...

Jakoś dziś nie mogłam się wcześniej zebrać do pisania postu. Dopiero teraz siadłam i mam chwilkę oddechu. Fifi ostatnio zasypia w mgnieniu oka, a małżonek na wspinaczce.
A mnie ostatnio opanowuje straszna senność, nic mi się nie chce, na nic nie mam siły. Staram się coś w domu robić, ale staram się też troszkę odpoczywać i na internet brakuje czasu.
Do tego wszystkiego moje samopoczucie, to jedna wielka rosyjska ruletka. Jednego dnia i humor dobry i chęci pełno i sił nawet starcza na większość zaplanowanych rzeczy. A drugiego dnia mdłości, senność, niechciejstwo i huśtawka nastrojów.
Filipiasty też zadania nie ułatwia. W taką pogodę się nudzi, a jak się nudzi, to nie odpuszcza mi nawet na chwilę. Włącznik od telewizora, kocia kuweta, donica z kwiatkiem, to jego rozrywki. A jak zabronię, to robi mi na złość. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale tak to wygląda. Pędzi od pokoju do pokoju i robi wszędzie pobojowisko.
Jeszcze jak w weekend siedzieliśmy troszkę u teściów i Fi mógł się wybiegać po podwórku, tak dziś lało nieprzerwanie od samego rana. Nie było mowy o wystawieniu nosa za drzwi. Jak jutro będzie podobnie, to chyba zabiorę go do jakiejś sali zabaw, bo najwyraźniej trzy pokoje naszego mieszkania plus kuchnia i łazienka, to dla niego za mało.

A oto nasza mała szkuda;)



A w weekend już trzeba było Filipa ubrać jak Eskimosa:


A pomyśleć, że jeszcze tydzień temu było tak fajnie:


Podobno taka pogoda ma być tylko do środy, a potem już przegięcie w drugą stronę.
Ale nic nie ugasi mojej palącej potrzeby wyjechania gdzieś na wakacje. A tu wszystko się przesuwa, komplikuje, zmienia. Mam nadzieję, że za dwa tygodnie już wszystko się unormuje i będzie się można gdzieś ruszyć.
A póki co czekamy do środy, bo Filipinka umówiony na szczepienie, i do przyszłego czwartku, bo ja umówiona do lekarza.
Miłego wieczoru i oby jutro choć na chwilkę przestało padać;)

PS. Przypominam o naszym rozdaniu, o którym piszę >>>TU<<<
Może ktoś się jednak skusi na moje serwetki, bo jak na razie jakoś strasznie mało chętnych.