piątek, 29 listopada 2013

Filipowe nurkowanie...

O tym, że chodzimy z Filipem na basen, już pisałam.
Nawet wrzucałam już zdjęcia z tego, jak sobie Maluch radzi w wodzie.
Ale tego jeszcze nie było.
Nasz Fiful nurkuje.
Nawet nie przypuszczałam, że tak fajnie mogą wyjść zdjęcia pod wodą.
Nawet nie przypuszczałam, że mojemu dziecku będzie się to tak podobało.
Wystarczy popatrzeć na jego minkę, otwarte oczka i uśmiechniętą buźkę.
Szkoda, że mamy tylko dwie fotki, ale czas nie jest z gumy, dzieci jest sporo i każdy chce uwiecznić swojego potomka.
A oto i nasz Fifi pod wodą:



A teraz zareklamujemy. A co? Jesteśmy zadowoleni więc czemu mamy o tym nie mówić?
Takie zajęcia organizuje Lubelska Szkoła Pływania.
Wszystkie informacje na temat zajęć są na ich stronie internetowej, nie będziemy tutaj pisać i powtarzać.
Ja, ze swojej strony, mogę polecić z ręką na sercu.

****

A tak z innej beczki.
Znów zostaliśmy wytypowani do zdradzania swoich sekretów.
Tym razem typowaczem jest Kahlan84 z Oczekując Maleństwa (II).
Dziękujemy bardzo.
Moje sekrety są do przeczytania TU.

czwartek, 28 listopada 2013

Problemy żółtkowe i konsultacje lekarskie...

Nasz Filip oprócz gorączki jeszcze w szpitalu i lekkiego przeziębienia na początku jesieni do tej pory nie chorowało. Oczywiście ja zawsze, jak się dziwnie zachowywał, dopatrywałam się jakiejś dolegliwości. Na szczęście zawsze się myliłam.
Filipek też nigdy nie ulewał, nie miał kolek czy innych kłopotów z brzuszkiem.
Dlatego, jak pierwszym razem zwymiotował, to zgłupiałam i nie wiedziałam co robić.
Pierwsza rzecz, to poradzić się forumowych koleżanek.
Stanęło na tym, że pewnie Maluchowi nie posłużył syropek przeciwbólowy, który dostał, bo Mamusia stwierdziła, że trzeba dać na ząbki.
Fifi bardzo szybko doszedł do siebie i o temacie zapomnieliśmy.
Aż do ostatniego poniedziałku.
Zjadł obiadek, pobawił się i o regulaminowym czasie ładnie poszedł spać. Pospał 1,5 godziny, tak jak powinien i słyszę nagły płacz. Lecę, a Filip leży na pleckach i krztusi się wymiotując. Przeraziłam się, złapałam, żeby mi się nie zakrztusił, na rękach zwymiotował jeszcze raz. Potem M. wziął go na przebranie, a ja zabrałam się za zmianę pościeli. I wtedy, jak sprzątałam, to co Fifi zwymiotował, olśniło mnie. Żółtko. 
Ponieważ Filip już jakiś czas temu skończył pół roku, postanowiliśmy mu wprowadzić do diety żółtko. Tak jak zalecają, pół żółtka co drugi dzień.
Kiepsko nam to szło, bo zawsze coś wypadało i nie było warunków, żeby to żółtko dobełtać do obiadku.
Zjadł może trzy razy z czego dwa razy właśnie wtedy, gdy wymiotował.
Skonsultowaliśmy to z Panią Doktor i potwierdziła moje przypuszczenia. Na 99% wymioty były spowodowane tym nieszczęsnym żółtkiem. Mamy sobie je na razie odpuścić. Na jak długo? Jeszcze nie wiem.

Przy okazji konsultacji, Filip został gruntownie obejrzany i przebadany.
Pani Doktor wprowadziła Mamusię w stan ogromniej dumy, bo nie mogła się nachwalić mojego Synka.
Co nas niepokoiło, to zaczerwienienie na główce i znamię na pleckach. Mamy się tym nie przejmować, skoro nie zmienia się przez tyle czasu, to mamy obserwować i się nie zamartwiać.
Pokasływanie, też nie ma nic wspólnego z chorobą, tylko z chęcią zwrócenia na siebie uwagi.
No, i w końcu brak chęci do przemieszczania się na brzuchu. Nic w tym niezwykłego. Niektóre dzieci tak mają. Filip siedzi, chce stać, a nie chce raczkować. Może się nauczy, tylko troszkę później, a może nie będzie raczkował wcale.
Co tam jeszcze?
Na pewno wyłaniają się powoli dwie górne jedynki, ale do tego zaczyna się coś dziać na dole. Czyli szykuje się poczwórne ząbkowanie. Nie wesoło!

Dodatkowo Filip został poważony i pomierzony.
Szczuplizna nasza waży 8200 na 73 cm wzrostu.
Nic dziwnego, że zapełniam już drugie pudło jego za małymi ubrankami.

Podsumowując. 
Filip, to zdrowy, średnio duży chłopak, narzekający z powodu ząbków, któremu nie można jeść żółtka;)
A oto on:



wtorek, 26 listopada 2013

Odwiedziny, trzylatek, koty i internet...

Strasznie lubię jak mnie ktoś odwiedza.
Zwłaszcza jak jest to ktoś, kto ma swoje dzieci i wie, jak jest.
Niestety, bardzo rzadko ktoś się u mnie pojawia.
Dlatego tak mnie takie odwiedziny cieszą.

Dziś właśnie była u mnie koleżanka.
Można powiedzieć, że nawet więcej niż koleżanka, bo jestem chrzestną jej syna.
Synek niedługo kończy 3 latka, ale jak dotąd średnio utrzymywałyśmy ze sobą kontakty.
Wizyty ograniczały się do urodzin, rocznic, a ostatnio widziałyśmy się, jak urodził się Filip.
No i właśnie dziś mnie odwiedziła razem z synkiem.
Taki trzylatek to jest dopiero wyzwanie.
Ja w ogóle nie wiem, jak się do takiego dziecka podchodzi.
Niektórzy myślą, że dziecko to dziecko. O nie! Dziecko półroczne, a dziecko trzy letnie, to mega różnica.
 
Problem zaczął się już przy wyborze prezentu na Mikołajki (wiem, że do Mikołajek jeszcze trochę, ale ze względu na częstotliwość odwiedzin, wolałam kupić teraz).
No bo co kupić trzylatkowi.
Skąd ja niby mam wiedzieć. U nas w rodzinie ja i M. rozpoczęliśmy tworzenie nowego pokolenia, nie mieliśmy wcześniej do czynienia z małymi dziećmi. A u znajomych, to taki średni był zawsze kontakt, a poza tym większość znajomych ma dzieci góra dwuletnie.
No dobra, udało się kupić coś z Lego Duplo. Udało się nawet trafić w gust trzylatka.

Kolejny problem, to jak z takim dzieckiem rozmawiać.
No, bo przecież, już ładnie mówi, ale zrozumieć go nie sposób.
Mówić jak do dziecka czy już bardziej "dorośle"?
Bawić się z nim czy skupić na swoim dziecku.
No i koty.
O mało zawału nie dostałam, jak zaczął za nimi ganiać. A te łachudry są wredne i też nieprzyzwyczajone do takich dzieci. W końcu zamknęłam je w sypialni i w efekcie mam kolejne rysy na drzwiach.

Filipek na początku był zaniepokojony, co się dzieje. Zwłaszcza interesowały go głośne dźwięki przyniesionych przez kolegę zabawek.
Przez te atrakcje potem nie chciał jeść i padł spać tak jak go położyłam. Teraz zobaczymy czy nadmiar wrażeń mu nie zaszkodzi.

A mi? Mi minął bardzo miło czas. Jestem po tym wszystkim troszkę zmęczona, ale czuję jeszcze niedosyt rozmów. O tyle rzeczy chciałam ją jeszcze zapytać, o znajomych, o rady związane z dzieckiem, o jej męża i wiele, wiele innych. Ale czasu zbrakło.
Brakuje mi czasem takich zwykłych plotek.
Moje dwie najbliższe przyjaciółki wyprowadziły się z naszego pięknego miasta do stolicy, trzecia oprócz dziecka ma pracę, nie ma z kim pogadać, poplotkować, wyżalić się czy pochwalić.
Co ja bym zrobiła bez sieci...

A to są dwie wredne istoty, z którymi nie wiem już co zrobić:


sobota, 23 listopada 2013

Nowy kocyk Filipka...

Już dawno odkryłam Belle-Petite, ale nie mogłam się zdecydować czego ja tak naprawdę potrzebuję.
Chyba setki razy przeglądałam ich stronę i podoba mi się tam wszystko.
Ja wybrałam komplet pościeli, ale M. orzekł, że pościel kupiliśmy ostatnio przy okazji zmiany łóżeczka, to na razie powinniśmy się nacieszyć tą co mamy.
Myślał biedny, że może chwilowo odpuszczę.
Ale nie.
Wybrałam kocyk.


Jeszcze nie wiem jakie zastosowanie będzie miał kocyk, bo bardziej przypomina on kołderkę, ale ogólnie jest czaderski.
Z jednej strony krówki, z drugiej kulki, a na brzegu masa kolorowych tasiemek.
Filip się zakochał.


Kocyk jest grubiutki więc spokojnie nadaje się na spacery nawet teraz.
Nasz egzemplarz akurat średnio, bo wybraliśmy największy rozmiar, ale zawsze możemy Fifula owinąć jak w becik.
I jedno jest pewne, to nie jest nasza ostatnia rzecz z Belle-Petite.
Bo przecież M. obiecał mi pościel...

czwartek, 21 listopada 2013

Moda na imiona...

Właśnie się dowiedziałam, że najczęściej nadawanymi imionami w tym roku są Jan i Zofia.
Za to w tamtym roku Julia, Lena i Maja oraz Jakub, Kacper i Filip.
No to ładnie.
Już od 11 lat, od śmierci mojej babci wiedziałam, że nazwę córkę Zofia.
Z synem mieliśmy problem.
Nie chcieliśmy dawać imienia po kimś, bo nikogo takiego nie mieliśmy, kogo tak chcielibyśmy upamiętnić.
Imię miało być oryginalne i niepowtarzalne.
Mi chodził po głowie Franciszek, ale, że ja nie wymawiam "R", to ten pomysł upadł.
Jeszcze przed zajściem w ciążę stanęło na Mikołaju.
Miesiąc przed tym, jak dowiedzieliśmy się, że spodziewamy się dziecka, naszym znajomym urodził się syn.
Zgadnijcie jak go nazwali?
Oczywiście, że Mikołaj.
Mimo zapewnień, że przecież mogą być dwa Mikołaje, jak okazało się, że będziemy mieć syna, zaczęliśmy poszukiwać nowego imienia.
Filip.
Nie wiem skąd się wzięło, ale spodobało nam się od razu.
Nie było możliwości, żeby nas od tego odwieźć.
Wydawało mi się, że Filipów nie ma wcale, że to takie niepopularne imię.
I rzeczywiście, wśród naszych znajomych nie ma Filipów, ale już wśród znajomych mojej siostry jest ich mnóstwo.
Wśród dzieci mam blogerek też by się paru Filipów naliczyło.
Zoś zresztą też od groma.
I w ten sposób okazało się, że zupełnie nieświadomie poszłam za modą.
I będę szła dalej, bo jak urodzę córkę, to nazwę ją Zosia.
Chyba, że moda się zmieni, a ja nadal nieświadomie zmienię zdanie.
A co będzie, jak będzie drugi chłopiec?
Może Stanisław?

 Ale nasz Filip jest jedyny taki na świecie.
I potrafi sobie robić słit focie;)

środa, 20 listopada 2013

Maroko - zdjęcia.

Mimo, że moją miłością jest Grecja i nic tego nie zmieni, to właśnie wczasy w Maroko sprawiły, że się wyluzowałam i, tak jak już pisałam, wiążę je bezpośrednio z tym, że na świecie pojawił się Filip.
Odgrzebałam parę zdjęć i chciałam się z Wami podzielić.

Taka pogoda przywitała nas nad Morzem Śródziemnym. 

Taki widok mieliśmy przy porannym papierosku (jeszcze wtedy się zdarzało).

Jak spojrzeliśmy w drugą stronę, widzieliśmy pustkowie.

Ojuda - dzielnica reprezentacyjna (gdzieś między palmami leży pies, on był obiektem fotografowanym).

Osiołek;)

Ojuda - dzielnica targowa.

Widok na hotel z plaży.

Maszt telefonii komórkowej.

Miejsc do spacerowania wokół hotelu też było sporo.

Tak, jak już wcześniej pisałam, polecam gorąco Saidię ludziom lubiącym nic nie robić. Są w hotelu oczywiście różne atrakcje, ale oprócz tego w okolicy nie bardzo jest co zwiedzać i oglądać.
Oferowano nam oczywiście jakieś trzy wycieczki fakultatywne, ale z powodu wypadku rezydentki została nam tylko do wyboru wycieczka do Ojudy.
Na własną rękę odradza się tam nawet zbyt dalekie oddalanie się od hotelu, który zresztą jest pod ścisłą ochroną.
Saidia leży na samej granicy z Algierią, a stosunki między obydwoma państwami nie są za ciekawe.
Cieszę się, że wybraliśmy się tam przed urodzeniem się Filipa, bo teraz pewnie bym się już nie odważyła.



niedziela, 17 listopada 2013

Eksperymenty z Filipim spaniem vol.3.

Eksperymenty ze spaniem przestały na pewien czas być eksperymentami naszymi, bo Filip spał jak chciał.
Jedyne co utrzymaliśmy to to, że śpi w swoim łóżeczku od położenia spać aż do pobudki rano.
Budzi się różnie w nocy. Raz chce jeść jeden raz, a innym razem trzy. Najczęściej jednak chce tylko smoka, przykrycia albo przekręcenia na bok i buzi.
Drzemki były trzy, a teraz od trzech dni są dwie. 
Nie wiem jak to wpłynie na nocny sen.
Pierwsza noc nie była zachwycająca, ale też nie była zła.
Karmienie trzy razy, wstawanie, żeby uspokoić - podobnie. Pobudka o 6.40.
Ja się względnie wyspałam.
Dzień delikatnie przekwęczany, ale ni jak nie dałoby się trzeciej drzemki upchnąć więc przemęczyliśmy się i jakoś dało radę.
Wieczorkiem Fifi padł ok 19.45, był tak zmęczony, że nawet niewiele podjadł i o 22 już trzeba było go karmić.
Druga noc dwudrzemkowca też nie była za różowa.
Nawet nie wiem ile razy wstawałam, raz nawet wybudził się na dłużej i chciał się bawić, ale tym razem wstaliśmy o 6.50. Znów dłużej.
No i leci sobie trzeci dzień. Właśnie śpimy po raz drugi i zobaczymy jak będzie dalej.
W weekend było łatwiej. M. jest w domu i zamieniamy się przy Filipie. Czasem gdzieś wyskoczymy i czas jakoś minie.
Dobre jest to, że Fifi w końcu w miarę stabilnie siedzi. Na tyle, że można go zostawić siedzącego na kocyku. Nie trzeba cały czas go podtrzymywać i można coś innego w domu zrobić.
Mimo chwilowych zwątpień jestem dobrej myśli.
Trzymajcie kciuki.

sobota, 16 listopada 2013

Starania i Maroko...

Ciąża z Filipem nie była moją pierwszą ciążą.
Pierwsza zakończyła się w listopadzie 2011 roku.
Bardzo przeżyliśmy, to co się stało i postanowiliśmy, że jak tylko będzie można postaramy się znowu o zajście w ciążę.
Lekarze nie widzieli przeszkód więc próbowaliśmy.
Jak w marcu 2012 zatrzymała mi się miesiączka pierwsze co mi przyszło do głowy, to test ciążowy.
Niestety nic nie pokazał.
Po pewnym czasie wybraliśmy się do przychodni przyszpitalnej do pani doktor. 
Po trzech tygodniach czekania w poczekalniach, badaniach i nadziei, że może jednak jestem w ciąży, pani doktor orzekła, że nic z tego nie będzie. Teraz mam jeszcze chwilę poczekać, bo ona jedzie na urlop, a potem tabletki i przynajmniej rok stabilizacji cyklu, a dopiero potem starania o dziecko.
Popłakałam się, powiedziałam, że nie chcę. Usłyszałam, że inaczej to ja w ciążę nie zajdę, mogę zapomnieć.
Pani doktor pojechała na urlop, a my myśleliśmy co dalej.
M. wpadł na pomysł.
Jedziemy na wczasy.
W dwa dni spakowaliśmy się i polecieliśmy do Maroka.
Nie do Casablanki czy Agadiru.
To by było za łatwe.
Polecieliśmy do Ojudy, a dokładniej do położonej od Ojudy o 50 km. Saidi.
Jednym słowem zadupie jakich mało, ale śliczne zadupie.
Z jednej strony Morze Śródziemne a z drugiej pustynia.
Dwa ogromne hotele i miasteczko w budowie.
Jak ktoś nie lubi się nudzić, to nie polecam, ale my bawiliśmy się bardzo dobrze.
Odpoczęłam jak nigdy.


A po powrocie zapomnieliśmy na chwilę o zmartwieniach, o pani doktor, o jej zaleceniach.
Wróciłam z nową energią do pracy.
Nie myślałam o niczym. Martwiły mnie jednak zbliżające się wielkimi krokami kolejne urodziny.
I jakie było moje zdziwienie, jak w dzień urodzin dowiedziałam się, że jestem w ciąży.

Tak, jak mówią, czasami trzeba na chwilę zapomnieć o staraniach i wtedy wszystko zaczyna się układać.
Nie mówię koniecznie o dalekich podróżach, ale mi akurat to Maroko posłużyło.
Chciałabym tam kiedyś wrócić.
A jeśli ktoś lubi słodkie lenistwo to polecam hotel Be Live Grand Saidia.
Warto.

czwartek, 14 listopada 2013

Chicco Polly Magic.

Zaszaleliśmy ostatnio zakupowo.
Kupiliśmy Filipowi krzesełko Chicco Polly Magic.
Krzesełko przeze mnie nazywane Chicco 3 w 1. A to dlatego, że ma trzy funkcje użytkowania:
  • leżaczek: od 0 miesięcy,
  • krzesełka: od 6miesięcy,
  • fotelika: od 12 miesięcy.
Leżaczka nie przetestowaliśmy, bo nasz Fiful  6 miesięcy ma już skończone. Funkcja ta przeznaczona jest dla dzieci do 9 kg. Oparcie kładzie się wtedy w pozycji prawie poziomej, a do tego jest dodany pałąk z zabawkami dla bobasa oraz, co najważniejsze, wkładka dla noworodka.
W funkcji krzesełka i fotelika nie widzę specjalnych różnic. Można ich używać do skończenia przez dziecko 3 lat lub przekroczenia 15 kg.



A co takiego magicznego posiada krzesełko?
Stolik - bardzo duży, łatwo wpinany i wypinany, z tacką, która zdejmuje się do umycia i separatorem na nóżki. Stolik mocuje się z tyłu krzesełka, żeby nie zawadzał w mieszkaniu.
Podnóżek - z regulowaną wysokością i nachyleniem.
Siedzisko - z regulowanym nie tylko nachyleniem, ale także wysokością.
Oparcia na rączki - podnoszone do góry, co ułatwia dosuwanie krzesełka do stołu.
Kółka w tylnej nóżce.
Koszyk na zabawki albo np. pieluszki, chusteczki.
Samo krzesełko jest składane i zajmuje bardzo mało miejsca.
Tapicerka - łatwa w czyszczeniu i dostępna w wielu fajnych kolorach.




A wady? Ma ich naprawdę mało, ale jak już się czepiamy.
Szelki - trudne do utrzymania w czystości.
Jest dość ciężki (no, ale są kółeczka).
Tapicerka jest jednak sztuczna i dziecko się poci.
No i niestety cena. Oprócz takich naprawdę szpanerskich Chicco Polly Magic jest jednym z najdroższych krzesełek do karmienia.



No i co więcej można o nim napisać. Moim zdaniem warto, ale my w planach mamy kolejne dziecko więc okres użytkowania automatycznie może nam się przedłużyć. A jak na razie, to Filip jest zadowolony.


środa, 13 listopada 2013

Swoich dzieci trzeba pilnować...

Jakiś czas temu byliśmy z M. i z Filipem na warsztatach Mamo To Ja.
Post Mamy Matiego przypomniał mi pewną sytuację.
Na środku sali wykładowej, między krzesełkami dla rodziców, rozłożone były maty i zabawki dla naszych niemowlaczków. Ucieszyłam się, bo chciałam zobaczyć jak Fifi zareaguje na inne dzieci, bo z daleka bardzo się do nich uśmiechał. Im więcej ludzi się schodziło, tym więcej maluszków baraszkowało na podłodze. Ja czekałam aż Filip się troszkę oswoi. 
Potem jakoś coraz mniej dzieci robiło się na matach. Nie zwróciłam uwagi dlaczego. Fifi marudził, chciał jeść, aż w końcu zasnął i obserwowałam co się dzieje. Na macie została jedna dziewczynka, na pewno ponad roczna, ale była z mamą i młodszym braciszkiem niemowlaczkiem. Dziewczynka grzecznie się bawiła, a naokoło grasował wyrośnięty chłopak. Nie znam się na starszych dzieciach, ale 3 lata miał na pewno.
Nikomu nie bronię przychodzić ze starszymi dziećmi na warsztaty dla rodziców dzieci do roku, zwłaszcza, że mamusia miała w wózku drugie, malutkie dziecko. Ale jak już się takie dziecko ze sobą zabiera, to wypadałoby go pilnować. A ten gówniarz wszystko demolował, rzucał zabawkami, biegał po matach, kopał, straszył jedyną pozostawioną tam dziewczynkę. A mamusia? Mamusia siedziała w samym końcu sali i nic sobie z tego nie robiła. Przyszła z koleżanką i drugim dzieckiem i na rozwydrzonego bachora uwagi nie zwracała. A inne matki pozabierały swoje pociech w obawie o ich bezpieczeństwo.

W innych miastach wyglądało to tak:
Źródło: Moda na Brzuszek
A u nas wszystko wyglądało jakby ktoś granat wrzucił i dzieci brak.

Nie będę tego komentować, bo już się nakomentowałam tam na miejscu i po wyjściu z warsztatów. Inne mamy zresztą też. Ale mama chuligana specjalnie się nie przejmowała. Ona chciała posłuchać wykładów, a zabawki są dla dzieci więc uznała, że jej dziecko może robić co chce. Nieważne, że warsztaty obejmowały dzieci w wieku 0-12 i dla takich właśnie był przygotowany ten placyk zabaw.

wtorek, 12 listopada 2013

Eksperymenty z Filipim spaniem vol 2.

Tak, jak pisałam, po drugiej, średnio udanej nocy, Fifi zasnął już koło godziny 8. Pospał 1,5 godziny.
Kolejne dwie drzemki ok. 13 i 17 były już po godzinie czyli i tak o jakieś 30 minut krócej niż do tej pory.
Idzie ku lepszemu.

A noc?
Zasnął o 20.40. 
Sam.
Próbowałam go usypiać jak zwykle, jak tylko zamarudzi to do cycusia i uspokajanie i tak do skutku.
Dobrze, że na chwilę straciłam cierpliwość i wyszłam z pokoju.
Filip usnął.
Spał z małym wierceniem aż do 24. A wiercił się i wybudzał, bo rzeczywiście w tej kołysce mu za ciasno i ma problemy z przekręcaniem się. Kategorycznie podmieniamy już jego spanie na łóżeczko turystyczne. Już kupiliśmy materac, pościeliliśmy nową pościelą. Pozostało przenieść jego owieczkę i kamerę i gotowe.
Późniejsze pobudki, to 3 - pojadł i padł nieprzytomny. Jak go odkładałam nawet się nie poruszył. I 5.30 - tutaj już nasz błąd, bo po karmieniu został z nami w łóżku. Mam wrażenie, że u siebie pospałby dłużej, a tak mieliśmy pobudkę o 6.
Ale nie mamy co narzekać. Mamy jakieś sukcesy i moja intuicja nie zawodzi.
Boję się tylko, co będzie, jak znów zacznie się wyłażenie ząbków, skok rozwojowy, albo inne cholerstwo.
Na razie jesteśmy dobrej myśli.

Kolejny dzień i kolejne dosypianie już o 8. Tylko godzinę tym razem.
Kolejną aktywność udało nam się przedłużyć do 3,5 godziny i Fiful zasnął o 12.30 na 1,5 godziny. Już w nowym łóżeczku, które wcześniej przygotowane zataszczyliśmy do sypialni. Nareszcie mógł kopać nóżkami, przekręcać się i było mu wygodnie.
Z następną drzemką już nie udało nam się tak wytrzymać, bo musieliśmy jakoś upchnąć ją w czas, który nam pozostał do kąpieli. Fifi zasnął o 16.30, a o 18 zostało mu zasygnalizowane delikatnie, że należy wstać.
W sumie znów nam się uskładało 4 godziny spania w dzień.
Moim celem są dwie drzemki po 1,5 godziny i wstawanie o 7. Ale to tylko moje pobożne życzenia.
Na sen nocny zapadł o 20.15 i noc nie była najgorsza.
Na karmienie wstał po 1, a potem po 4 chciał smaoka. Całą noc przespał u siebie w łóżeczku. Ale niestety o 5.30 już się obudził. Trochę dosypiał do 6, ale trafiła się kupa i zburzyła cały plan.

Jeśli chodzi o nocne spanie, to już jestem prawie zadowolona, pozostaje nam zmniejszenie mu drzemek w ciągu dnia. A dokładniej, wyeliminowanie mu dosypiania o 8. Moim zdaniem błędem było wprowadzenie mu (za radą lekarza) kaszki jako pierwszego śniadania. Zamiast podjeść z piersi jeszcze w łóżku i dospać, a kaszkę zjeść koło 9.30-10, to kaszka jest o 7 a zaraz potem dosypianie. Teraz nie wiem, jak to zmienić, bo zwyczajnie Fifi nie chce jeść z piersi o 6, jak się obudzi. Popróbujemy jeszcze to zmienić, bo dziś okoliczności nie były sprzyjające. O godzinie 8.10 położony padł nieprzytomny.

A tak wyglądało przeprowadzenie Filipa do nowego łóżeczka.

Filipiasty w jeszcze "łysym" łóżeczku.

Łóżeczko już przygotowane, ale jeszcze w drugim pokoju i bez misiów.

Filip wypróbowuje łóżeczko.

Tutaj już Filipek śpi w sypialni, ze swoimi ulubionymi maskotkami i oczywiście z szumiącą owieczką.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Eksperymenty z Filipim spaniem vol. 1.

Po 6 miesiącach męczarni z nieprzespanymi nocami czas na zmiany.
Tak postanowiłam, ale teraz jak to zrobić.
Doszliśmy z M. do wniosku, że trzeba Filipa przyzwyczaić do spania w kołysce.
Jak się okazało, jemu to specjalnego problemu nie sprawia, ale, że budzi się prawie tak samo często, jak u nas w łóżku, to i ja muszę tyle razy wstawać. A to już dla mnie mega wyzwanie.
Ale w końcu postanowiliśmy to zrobić.
Zaczęliśmy oczywiście od zakupienia łóżeczka turystycznego, bo Filipowi już w kołysce ciasno.
Łóżeczko na razie spakowane powędrowało w kąt, a my przystąpiliśmy do działania.

Pierwszą noc, chyba na wyrost, ogłosiłam sukcesem.
Filip budził się co godzinę, żeby koło 3.30 rozpocząć regularną zabawę w kołysce.
Wiercił się, przewracał z maskotkami, a na koniec szurał łapkami po szczebelkach. Postanowiłam go nie ruszać, aż nie zacznie marudzić. Ok 30 minut wytrzymał, a potem wzięłam go na karmienie.
Specjalnie głodny nie był, ale marudził i jak go położyłam, już koło nas, to zasnął w minutę.
Przebudził się jeszcze raz na pociamanie, a potem spał do 6.30.
Sukces.
Pół godziny dłużej, a i my jacyś tacy szczęśliwsi i bardziej wypoczęci.

Druga noc już nie była taka fajna.
Co prawda poszliśmy o krok dalej, bo rozłożyliśmy łóżeczko turystyczne, ale stoi w pokoju obok, bo nie ma materaca.
A Filip, mimo nakarmienia koło 23, o 23.30 już zaliczył pierwszą pobudkę.
Potem straciłam rachubę.
Raz chciał smoka, raz chciał cyca i tak na zmianę jakoś do godziny 5.30.
Jak już zobaczyłam, która jest godzina, to go nakarmiłam i grzecznie położyłam u nas w łóżku, przekonana, że teraz to dośpi do tej 6.30 przynajmniej.
O 5.50 dostałam kopa i skończyło się spanie. Poprzewracaliśmy się do 6 w nadziei, że może jednak to chwilowe przebudzenie, ale jak już zaczęły się piski, to trzeba było wstawać.

A ustawianie drzemek w dzień?
Też nam średnio wychodzi.
Skracamy mu spanie w dzień, ale nic to nie daje, a jak naprawdę chce spać, to i tak zasypia, a jak się go obudzi, to zemsta jest okrutna. Marudzi, jojczy, narzeka. Masakra.
Po pobudce ok 6 drzemkę ma już koło 8 i co byśmy nie robili tak będzie i już.
Nie pomagają opinie koleżanek, że dziecko powinno spać tyle i tyle i to do nas należy nauczenie go tego. Ja nie umiem i czuję się tym wszystkim sfrustrowana i zdenerwowana. Nie wychodzi mi i już. 
Dziecię robi sobie trzy drzemki po 1,5 godziny, to ile ma spać w nocy, jak śpi w dzień krócej, to też rosyjska ruletka.
No, ale cóż? Będziemy próbować, eksperymentować i może coś z tego wyniknie.

sobota, 9 listopada 2013

Nominacje...



 Skrajna75 nominowała mnie do The Versatile Blogger Awards.
Zasady są proste. Muszę zdradzić wam 7 rzeczy, których o mnie nie wiecie.
Sporo tego więc będzie trudno, ale coś wybierzemy.

  1. W zaufanym towarzystwie dużo przeklinam.
  2. Mam tatuaż.
  3. Nie pijam kawy, chyba, że jest to kawa po grecku i niezbyt mocna.
  4. Uwielbiam czytać siedząc w wannie i jedząc paluszki.
  5. Jestem bardzo nerwowa (tak twierdzi M.)
  6. Mam wrażenie, że wydaję więcej niż zarabiam.
  7. Ogrom tego co wydaję, wydaję na Fifula, sama mogę chodzić w łachmanach.

A oto moje nominacje:
  1. http://marny-puch.blogspot.com
  2. http://ale-mamo.blogspot.com 
  3.   http://matka-patrzy-matka-pisze.blogspot.com
  4. http://mateuszkowy-blog.blogspot.com
  5. http://matkabrowar.blogspot.com
  6. http://matka-pod-napieciem.blogspot.com
  7. http://motylidom.blogspot.com

piątek, 8 listopada 2013

Śpiąca owieczka...

Mój Syn od samego początku był inny jeśli chodzi o usypianie.
Nie lubił kołysania, nie chciał się przytulać, nie bawiły go kołysanki i pozytywki.
Zasypiał za to przy cycusiu, co mnie przyprawiało o przerażenie. Bałam się, że się nie odzwyczai i potem będę tak usypiała 6-letnie dziecko.
Po jakimś czasie troszkę się zmieniło, bo Fifi już nie chciał zasypiać z piersią w buzi, ale słodziutko się przytulał i odpływał.
Taki stan rzeczy też nie trwał zbyt długo.
Dziecię zaskoczyło mnie kompletnie. Nauczył się zasypiać w łóżeczku. Czasem z niewielką pomocą, ale zazwyczaj wystarczała mu jego maskotka borsuka i smoczek. Pękałam z dumy i ze szczęścia, że to tak łatwo przyszło.
Nie na długo niestety.
Usypiał owszem, ale trwało to okropnie długo i przypłacone było rykami nie z tej ziemi. Czasami musiałam go wyjmować i 10 razy z kołyski, bo marudził nawet ze smokiem w paszczy. Po takich mękach spał niespokojnie i po 30 minutach się budził.
Aż do pewnego razu.
Aż włożyłam mu do łóżeczka owieczkę.

 
 Owieczka ma z tyłu pozytywkę z czterema dźwiękami.
Ja ustawiłam szum morza.
I co się stało? Fifulec usnął. Chwilkę się jej poprzyglądał, zamknął oczki i śpi.
Nie chcę na razie mówić o złotym środku, bo suszarka też zadziałała dwa razy, ale jestem pod wrażeniem.
Kupiłam owieczkę bardziej jako gadżet, nie przypuszczałam, że to może zadziałać.
A jednak.

środa, 6 listopada 2013

Szczepienie i bilans??

Kolejne, i jak na razie, ostatnie szczepienie odbębnione.
Nie było tak źle, jak ostatnio.
Wróciła nasza pani doktor, ale zmieniono nam pielęgniarkę.
Wydaję mi się, że pani nie specjalnie przepada za dziećmi.
 Ale wszystko poszło sprawnie, a Fifi zapłakał tylko na szczepieniu, a nie ze zmęczenia czekaniem ani z głodu.
 
Miała stresa związanego z tą wizytą.
Filipkowi poprzestawiały się drzemki i jak wół na 12 wypadała kolejna.
Przed wyjściem dostał deserek, żeby nam przynajmniej z głodu nie marudził i poszliśmy.
No i jak przypuszczałam, zaraz nam zasnął, ale, że mamy do przychodni 10 minut spacerkiem, to za długo nie pospał. Myślałam, że będzie marudził, ale zniósł wszystko z godnością. 
W drodze powrotnej już nie spał, ale za to w domu nadrobił drzemką 1,5 godzinną.
 
Wizyta miała być również bilansem na pół roku, ale moim zdaniem nie różniła się niczym od innych wizyt szczepiennych.
Pomierzyli, poważyli, pooglądali i tyle.
No i tak. Filip waży 8 kilogramów, a mierzy 71 centymetrów.
Poza tym, jest normalnie rozwijającym się chłopcem. Troszkę ma jeszcze spłaszczoną główkę, ale wszystko się ładnie prostuje. No i rwie się do siadania, co mamy mu ograniczać.
Dwa ząbki są, to już wiemy, i podobno wyłażą kolejne.
Na temat jego diety pani doktor specjalnie się nie wypowiadała. Może wychodzi z założenia, że i tak zrobimy po swojemu.
O gluten też nawet nie zapytała.
Ale to nic, za jakieś dwa tygodnie wybierzemy się jeszcze do naszej prywatnej pani doktor, niech zweryfikuje opinię.
 
Wczoraj skutków ubocznych szczepienia nie zaobserwowałam. Miałam nawet wrażenie, że jest lepiej niż było. Ładnie zasypiał i spał spokojnie. Do jakiejś 23. Potem zaczął marudzić. Do jego wybudzenia przyczynił się też M., ale to już oddzielna historia. Spaliśmy może 3 godziny. 
Rano wydawał się radosny, aż do usypiania na drzemkę. Zaczął mi żałośnie płakać. Jak zasnął, to wybudził się z takim samym płaczem i ciężko go było uspokoić. Teraz śpi i zobaczymy, co będzie dalej.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Pół roczku...

Dziś o 13.20 minęło dokładnie pół roczku od momentu, kiedy Fifi przyszedł na świat.
To już pół roczku, jak Nasze Szczęście jest z nami.
Cóż to nasze Maleństwo wniosło do naszego życia?
Dużo miłości i radości, ale też dużo zmęczenia, niewyspania i zniecierpliwienia.

Fifi zaraza po urodzeniu.
Mały leniuszek, na chwilę obecną, przestał starać się o samodzielne przemieszczanie. Nawet nie chce mu się próbować przesuwać po podłodze. 
Przekręcanie się z plecków na brzuszek opanowane, w drugą stronę troszkę gorzej.
Leżenie już mu się nie podoba. Woli siedzieć, ale sam jeszcze nie potrafi i cały czas trzeba go podtrzymywać.
Przytrzymany w górze prostuje nóżki i próbuje stać.
Śmieje się w głos, rozmawia, piszczy.
Zasypiał już sam w łóżeczku, ale też się oduczył i powróciło usypianie przy cycu.
Włoski rosną bardzo powoli, ale już czuprynka niewielka jest. Oczywiście blond po mamusi.
Po mamusi ma także oczka. Brązowe.
Dwa ząbki też już mamy na stanie. Ich wyrastanie przeszło nawet spokojnie. Nie było wrzasków i gorączki, było za to marudzenie.
Nauczył się ciągnąć koty za futro i uderzać mamę smoczkiem.
Jak jest śpiący to szczypie, a jak ssie cycusia to uderza rączką w moje ramię.
Ma jeszcze strasznie dużo swoich małych zwyczajów, ale, żeby je opisać, trzeba by wydać cały ogromny tom. Obecnie mam wrażenie, że przechodzi skok rozwojowy, bo jest inny niż zwykle, ale i tak jest kochany. Straszny maminy synek z niego.

   
Fifi świętuje pół roczku.    




Niestety, nie wiemy ile Fifi waży i mierzy, bo wizyta w przychodni dopiero jutro, ale na moje obserwacje, to klocuszek zrobił się straszny, no i urósł sporo. Jedno duże pudło jego fatałaszków już pojechało do teściów, a drugie się zapełniło w połowie. Wyrasta w tempie zastraszającym.
Ciekawe co nas czeka w kolejnym półroczu.