piątek, 7 lutego 2020

Karma... czyli jak w niedoczasie nie oszaleć...

Ostatnio cierpię na tak zwany niedoczas. Myślałam, że przeprowadzka do dużego domu na przedmieściach jakoś mnie wyciszy, a na razie jest zupełnie odwrotnie. Na nic nie mam czasu, ciągle gdzieś gonię, pracuję, dojeżdżam, sprzątam, gotuję, załatwiam... Brakuje mi czasu na zabawę z dziećmi, odpoczynek czy sen... Nie mam kiedy zrobić zakupów, wysyłam Męża, ale to nie to samo... Nie wiem, jak długo tak można, nie wiem ile wytrzymam rzucanie mi kłód pod nogi, ale staram się dążyć do jakiejś harmonii...

wtorek, 7 stycznia 2020

Strachy na lachy

Obejrzałam ostatnio horror. Taki nie za bardzo straszny... Draculę na Netflixsie... Myślałam, że będę się bała, pamiętając swoje lęki z dzieciństwa. Nic takiego się nie stało. Mało tego. Po nocy wędrowałam po domu, mijałam otwarte drzwi do ciemnych pokoi i się nie zawahałam... Szurałam po schodach, nadepnęłam na kota, zignorowałam jęknięcie dziecka... A pomyśleć, że w poprzednich miejscach zamieszkania bałam się wszystkiego...


Staram się nie straszyć dzieci. Wiem ile traumy koszto

niedziela, 5 stycznia 2020

Moje wydobęciny...

Jak większość wie, jestem matką dwójki dzieci. 6,5-letniego Filipa i 5-letniej Zofii. Oboje rodzone drogą cesarskiego cięcia, przynajmniej tak mam wpisane w dokumenty. Czytając ostatnie posty w mediach różnych jestem mamą przez małe m, razem z Szanownym Tatą jesteśmy rodzicami przez małe r, a nasze dzieci powinny obchodzić wydobęciny a nie urodziny.
Powiem tak... Wszyscy co tak mówią, powinni się mocno walnąć w głowę...