piątek, 13 września 2019

Tarczyca atakuje znienacka...

Nie raz żaliłam się Wam, że nie daję rady, że jest mi ciężko i z tego powodu jestem zła i smutna. Nie raz też dostało mi się od Was po uszach, że narzekam, marudzę, że przecież dwójka dzieci to nie zadanie nie do wykonania, że inni mają ciężej, a dają sobie radę, że jak w ogóle śmiem... Ogółem mam optymistyczne nastawienie do wszystkiego. Nawet, gdy jednego dnia jest mi ciężko, to planuję, kombinuję i zasypiam z nadzieją na lepsze jutro. Nie rezygnuję i się nie poddaję. Ale tym razem naprawdę nie dawałam rady, nie wiedziałam, co jest ze mną nie tak, nie przyznawałam się Wam, bo zwyczajnie się wstydziłam, wbijałam uśmiech na twarz i dalej robiłam swoje choć kosztowało mnie to bardzo wiele wysiłku.

sobota, 31 sierpnia 2019

Farma Iluzji... czyli jak przedłużyć sobie wakacje.

Lato już powoli zbliża się ku końcowi ku mojemu ogromnemu niezadowoleniu. Zdarza się jednak i tak, że cały wrzesień możemy się cieszyć niemal upalną pogodą i wykorzystać ten jeszcze nieco lżejszy czas w przedszkolu czy szkole na wycieczki czy aktywności. Można nieco pozaklinać rzeczywistość i w tym przedjesieniu wybrać się w świat odmienny od szkolnej szarości. My rok temu właśnie tam kończyliśmy sezon i dziś, po raz kolejny chcę wam pokazać, jak tam fajnie i bajecznie. I wcale, mimo że wakacje dobiegły już niemal końca, nie nudno.
Zapraszam zatem na wycieczkę do Farmy Iluzji.


wtorek, 27 sierpnia 2019

Moje, moje, moje... czyli jak oznaczyć swoją szczoteczkę do zębów ;)

Gdy chodziłam do szkoły najbardziej lubiłam sierpień... Ten czas, gdy jeździłam z Mamą na bazarek lub do sklepów papierniczych żeby skompletować wyprawkę... Układałam, przekładałam, podpisywałam. Zeszyty, ćwiczenia, książki... Rozpaczałam z powodu koślawego pisma, prosiłam Rodziców i Babcię, żeby podpisywały moje naklejki na ćwiczenia... Dziś moje dzieci szykują się do zerówki, a my urządzamy ich pierwsze "uczniowskie" pokoje i nalepiamy, nalepiamy, nalepiamy...

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Prosty sok z czarnej porzeczki "na smaka"...

Czarna porzeczka nie jest moim ulubionym owocem... No, nie przepadam i już... Próbowałam ją rok temu odczarować nalewką, ale wyszła mi za słodka i straciła urok. O dziwo, za sprawą dzieciowej prababci, a babci Szanownego Małżonka, moja dzieciarnia polubiła sok z porzeczek... Jak dla mnie też nieco za słodki, ale kwestia gustu... Dzieciom smakuje, a to najważniejsze... I może na tym moja przygoda z tym paskudnym owocem by się skończyła, gdyby nie fakt, że na działce mamy kilka krzaczków tego dziada, a jak już jest, to żal zaniedbać całkiem...
I tym sposobem, od niechcenia powstał szybki sok...

piątek, 26 lipca 2019

Wspomnienia palą mnie, jak słońce...

Nie będę ukrywała, że nie jestem jakoś bardzo zadowolona z mieszkania, w którym obecnie mieszkamy. Straciłam serce do remontów, urządzań czy większych napraw z momentem rozpoczęcia budowy domu pod miastem. Nie ukrywam też, że choć mieszkanie jest spore, to my się już z niego wylewamy i tylko wszystko przekładamy z miejsca na miejsce dopychając zgrabnie nogą. Okolica choć podobno kapitalna według agentów nieruchomości i tego, co piszą w ogłoszeniach, dla rodziny z dziećmi bywa uciążliwa. Samo centrum miasta funduje nam takie atrakcje jak brak miejsca do zaparkowania, nocne imprezy, dzienne imprezy, wieczne korki, ruch i strach przed wypuszczeniem dzieci na dwór.
Teoretycznie decyzja o wyprowadzce i sprzedaży mieszkania powinna przynieść mi ulgę, stało się jednak odwrotnie i mimo całej mojej niechęci do tego miejsca, uruchomiły się we mnie takie wspomnienia, o których nawet nie miałam pojęcia, że istnieją gdzieś w mojej głowie.

wtorek, 23 lipca 2019

Magiczne Ogrody... Lubimy i wracamy.

Pamiętam nasz pierwszy raz w Magicznych Ogrodach. Zosia podróżowała wtedy jeszcze w wózku, Filip wymagał ciągłej uwagi, a większość atrakcji była poza naszym zasięgiem. Wycieczka była ciekawa, ale bardziej przypominała spacer w przyjemnych okolicznościach przyrody niż park rozrywki. Nie zmienia to faktu, że tych radosnych buziek, które wtedy mieliśmy przyjemność fotografować nie zapomnę do końca życia. Piękne widoki, kolory, uśmiechy, lody, waty cukrowe, wróżki, rycerze, dobre jedzenie, nawet sklep z pamiątkami, w którym obowiązkowo musimy coś kupić, wszystko to sprawia, że wracamy tam co jakiś czas i za każdym razem odkrywamy coś nowego.
Tak było i tym razem.
 

poniedziałek, 1 lipca 2019

Prosta i szybka galaretka z porzeczek.

Jednymi z moich najwcześniejszych wakacyjnych wspomnień są wspomnienia z wakacji u dziadków... Dziadków, którzy mieli sad pełen jabłek... Pamiętam te jabłka, skrzynki, starego żuka, który to wszystko woził, komórkę pełną narzędzi... Potem, gdy już zabrakło rąk do opieki nad jabłkami, sad zdziczał i zarósł, ale gdzieś tam w głębi pozostały porzeczki. Gdy przychodził na nie czas, tata zabierał nas między te zarośla i pozwalał zbierać je sobie na zarobek... Było tego tak dużo, że spokojnie wystarczyło dla nas, dla rodziny i dla babci, która robiła przetwory na zimę... Soki, dżemy, kompoty... Ciężko zliczyć pomysły jakie przychodziły jej do głowy. Ja najbardziej lubiłam galaretki, ale zawsze wydawało mi się, że zrobienie ich to jakaś czarna magia i ogrom roboty... Aż do czasu...