wtorek, 17 lipca 2018

Mundial, mundial, mundialeiro... - czyli subiektywny komentarz bieżący.

Kurz po mundialu powoli opada, zwycięzcy wracają triumfalnie do domów, przegrani już dawno wygrzewają tyłki w egzotycznych krajach, chwalą się umięśnionymi ciałami i ślicznymi jak z obrazka rodzinami. Ci pierwsi na długo będą pamiętać swoje zwycięstwo, zapewne przejdą do historii nie tylko wśród swoich rodaków, ci drudzy, zapomnieli o swojej porażce już na dzień po i postanowili żyć dalej zgodnie ze starą zasadą "co cię nie zabije, to cię wzmocni". Niestety, chyba cała reszta narodu postanowiła tę zasadę nieco zmienić i udowodnić im, że co ich nie zabije, to ich upokorzy i zaczęła się kolejna wojna polsko-polska między tymi tymi co "są za" i tymi co "są przeciw".

wtorek, 10 lipca 2018

Kefalonia - 5 plaż wartych zobaczenia...

O mojej miłości do Grecji wiedzą chyba wszyscy, którzy mnie znają. Rodzina mówi, że zakochałam się na zabój w roku 2010 po wakacjach na pięknym Zakynthos i jest w tym sporo prawdy, bo ta właśnie wyspa oczarowała mnie chyba najbardziej. Choć każde z odwiedzonych przez nas miejsc miało swój urok faktycznie Zakynthos zrobiło na mnie największe wrażenia, a i najwięcej udało nam się na niej zobaczyć i zwiedzić. I tak żyłam z przeświadczeniem, że to właśnie ta wyspa jest perełką Grecji, a już na 100% perełką Wysp Jońskich aż do tego roku i naszych wczasów na Kefalonii.

wtorek, 3 lipca 2018

Przygoda, przygoda... czyli wakacyjne nowości od Wydawnictwa Skrzat.

Mam w pamięci te pierwsze prawdziwe wakacje. Te, które wiedziałam, że są, bo kończył się rok szkolny, bo nie musiałam co rano gonić do szkoły, bo koło naszego domu nie przechodziły o świcie grupki dzieciaków z ogromnymi plecakami opowiadając sobie z aż za głośnym entuzjazmem, co robili od ostatniego spotkania w szkle. Pamiętam jak czekałam do godziny 10, żeby przez puste osiedlowe alejki pobiec do biblioteki po kolejną porcję książek. Opowieści kryminalne, historie o pierwszych miłostkach, przygody detektywistyczne czy sekretne życie zwierząt. Z niecierpliwością czekałam na dzień, gdy na półce pojawiało się coś nowego i biegłam do domu rozsiąść się wygodnie na tarasie lub wyłożyć na kocyku i przenieść się w świat, który w tamtym okresie znałam jedynie z książek.

Moje dzieciaki na samodzielne czytanie jeszcze mają czas, na razie ja spełniam rolę lektora i co wieczór przenoszę się w magiczny świat Psiego Patrolu, Świnki Peppy lub innych niezbyt skomplikowanych bajek. Nie mniej jednak coraz częściej udaje nam się zatrzymać przy jakiejś lekturze na dłużej, zgłębić bardziej skomplikowane przygody, poznać ciekawych bohaterów. Przyznam się, że i ja wtedy jestem w swoim żywiole, bo przypominam sobie te czasy, kiedy sama czytając takie wakacyjne lektury marzyłam o przygodach, jakie przeżywali ich bohaterowie. Niestety, jedyne sprawy detektywistyczne jakie przyszło mi rozwiązywać to zabawa w podchody na obozach jeździeckich, a mrożące krew w żyłach przeżycia spotykały nas jedynie podczas nocowania w namiocie na podwórku sąsiadów. Ale co się młody człowiek naczytał, to jego.

wtorek, 26 czerwca 2018

Dziecko na tapetę... czyli czy korzystać z usług profesjonalnych fotografów?

Mam niewiele zdjęć z okresu przeddzieciowego. Nie miał kto ich robić, nie chciało nam się, nie podobały nam się, nie przykładaliśmy do nich zbytniej uwagi. Ostatnią profesjonalną sesją fotograficzną była nasza ślubna, która, choć wykonywana przez podobno najlepszego lubelskiego fotografa, pozostawiała wiele do życzenia i po niej zraziłam się do zdjęć robionych na zamówienie. Nawet te dokumentowe przyprawiały mnie o mdłości, bo wychodziłam na nich zawsze blago, trupio i bez życia... Bywały owszem zdjęcia z wakacji, ale z nich też raczej ciężko wysupłać jakieś perełki, a o skleceniu porządnego albumu lub fotoksiążki mowy być nie może...
Wszystko zmieniło się z nadejściem ery dzieciowej oraz z moim wejściem do tzw. blogosfery, która wyciągnęła mnie z mieszkania do ludzi. Dzieci nakazały mi chwycić za aparat i uwieczniać każdy ich uśmiech, a blogosfera pokazała mi, że dokumentowanie wydarzeń przez profesjonalistów może być fajną okazją do przejścia na drugą stronę aparatu.
I właśnie o tym będzie ten post... Czy warto decydować się na reportaż z wydarzenia? Czy warto robić sobie okolicznościowe sesje? Ile to kosztuje i czy się opłaca?

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Gdzie na wakacje z małymi dziećmi i dlaczego do Grecji?

Niektórzy mówią, że z małymi dziećmi nie da się podróżować. Otóż się da i nawet fajnie to wychodzi. Im starsze dzieci tym wygodniej, ale i mniejsze dostarczają wielu wrażeń nie tylko tych stresujących. Z naszymi pociechami nie mogliśmy usiedzieć na tyłku od samego początku. Najpierw zwiedzaliśmy najbliższe okolice, żeby w wieku 14 miesięcy zabrać go do Grecji na nasz pierwszy urlop we czworo, bo Zosia wtedy podróżowała, jako jeszcze nie Zosia, a brzuszkowy lokator. Ale długo nie musiała czekać i na swoje samodzielne wyprawy, bo już w wieku 4 miesięcy zabraliśmy ją, i Filipa oczywiście, na Mazury. 400 km autem z dwójką małych dzieci, to była nasza pierwsza tak długa wyprawa i to ona zapoczątkowała serię wyjazdów i na Mazury, i na Warmię i nawet nad morze. Wielkie greckie wakacje oczywiście też pojawiają się w naszym rocznym harmonogramie i nie jesteśmy sobie w stanie ich odpuścić. Bo Grecja jest po prostu idealna na wakacje z małymi dziećmi...

wtorek, 5 czerwca 2018

Dom - takie proste słowo... czyli co powinien mieć mój wymarzony...

Pomysł budowy domu zakiełkował w nas już dość dawno temu za sprawą mojego Taty, który jakoś dla mnie niezrozumiale strasznie nas do tego namawiał. Było to dla nas tak nierealne w sensie wykonania, a jeszcze bardziej w sensie finansowym, że zwyczajnie nie wzięliśmy tego na poważnie i dalej żyliśmy sobie w swoim wygodnym bloku. Gdy na świecie pojawił się Filip powolutku zaczęło nam doskwierać mieszkanie w mieście, w centrum, na drugim piętrze, bez podwórza. Zwłaszcza, że ja większość swojego dzieciństwa spędziłam w domku jednorodzinnym, a Szanowny był z rodzicami posiadaczem działki pod miastem. Kombinowaliśmy na różne sposoby. To pojawiał się pomysł dużego mieszkania, to kupna gotowego domu, to znów kupna działki daleko, daleko od Lublina, bo taniej. Wszystko jednak było niedoskonałe i drogie, a takie rozwiązanie nie specjalnie nam się uśmiechało. Bo nie widziało nam się ładowanie w coś, co nie do końca nam odpowiada i jeszcze płacenie za to majątku. Gdy pojawił się pomysł, że możemy mieć działkę pod samym miastem, choć nie do końca budowlaną i nie do końca przygotowaną pod budowę, zapaliliśmy się do pomysłu bardzo. I wtedy właśnie wpadł mi w oko projekt naszego domu i pomimo wielu dyskusji, również krytyki, przez ten cały czas załatwiań, przez tą całą drogę przez mękę, dwa lata do rozpoczęcia budowy, pozostaliśmy mu wierni i wiedzieliśmy, że właśnie tego chcemy...


środa, 23 maja 2018

Farma Iluzji... czyli bardzo udane rozpoczęcie sezonu...

Ten dzień miał wyglądać inaczej... Dzieci ostatnio nas nie rozpieszczają, wieczorami jesteśmy padnięci jak konie po westernie, wyjście z nimi na spacer przyprawia nas o dreszcze, a co dopiero mówić o wyprawie na cały dzień do parku rozrywki, gdzie trzeba je jakoś okiełznać, nakarmić, dopilnować... O nie, nie uśmiechało nam się to, a dodatkowo ostatnio pogoda była jaka była i baliśmy się wtopy na tym froncie... Ale wstaliśmy rano, rozejrzeliśmy się po mieszkaniu, zdaliśmy sobie sprawę, że i tak coś wymyślić będziemy musieli, bo jak zostaniemy w domu może być tylko gorzej , spakowaliśmy plecaczki, torebeczki, tobołeczki i ruszyliśmy do Farmy Iluzji...