wtorek, 22 października 2019

Jak co roku o tej porze... czyli Halloween ;)

Jak co roku o tej porze za oknem coraz wcześniej zapada zmrok, popołudnia i wieczory stają się mega długie, a dni jeszcze słoneczne, niedługo zamienią się w pluchę, szarówkę i siąpidło. Jesień daje o sobie znać także przez zbliżające się Święta, znicze w każdym markecie i wzmożony ruch na cmentarzach, które w inną porę roku nie są tak ochoczo odwiedzane. Jak co roku o tej porze zaczyna się przepychanka o Halloween i Wszystkich Świętych, o zabawę i zadumę nad tymi co odeszli...

wtorek, 15 października 2019

Gdy odchodzi kot... czyli jak pomóc dziecku pogodzić się ze stratą przyjaciela.

Wychowałam się w domu, w którym zawsze były zwierzęta. Zawsze też gdzieś z tyłu głowy wiedziałam, że w moim domu też będą milusińscy. Co prawda przypuszczałam, że jeśli już to będzie stado psów, ale los jest przewrotny i około 18 lat temu postawił pod moją furtką małego kociaka. Kociaka, który był ze mną przez niemal połowę mojego życia. Był przed Mężem, był zanim pojawiły się dzieci, przeżył wzloty i upadki aż w końcu i ona, nasza Bestia, wybrała się na tamtą stronę. 
Niby przyszedł na nią czas, niby trochę nam ulżyło, ale pojawił się dylemat, jak poukładać to wszystko w główkach swoich, dzieci i kota, który został sam...

piątek, 13 września 2019

Tarczyca atakuje znienacka...

Nie raz żaliłam się Wam, że nie daję rady, że jest mi ciężko i z tego powodu jestem zła i smutna. Nie raz też dostało mi się od Was po uszach, że narzekam, marudzę, że przecież dwójka dzieci to nie zadanie nie do wykonania, że inni mają ciężej, a dają sobie radę, że jak w ogóle śmiem... Ogółem mam optymistyczne nastawienie do wszystkiego. Nawet, gdy jednego dnia jest mi ciężko, to planuję, kombinuję i zasypiam z nadzieją na lepsze jutro. Nie rezygnuję i się nie poddaję. Ale tym razem naprawdę nie dawałam rady, nie wiedziałam, co jest ze mną nie tak, nie przyznawałam się Wam, bo zwyczajnie się wstydziłam, wbijałam uśmiech na twarz i dalej robiłam swoje choć kosztowało mnie to bardzo wiele wysiłku.

sobota, 31 sierpnia 2019

Farma Iluzji... czyli jak przedłużyć sobie wakacje.

Lato już powoli zbliża się ku końcowi ku mojemu ogromnemu niezadowoleniu. Zdarza się jednak i tak, że cały wrzesień możemy się cieszyć niemal upalną pogodą i wykorzystać ten jeszcze nieco lżejszy czas w przedszkolu czy szkole na wycieczki czy aktywności. Można nieco pozaklinać rzeczywistość i w tym przedjesieniu wybrać się w świat odmienny od szkolnej szarości. My rok temu właśnie tam kończyliśmy sezon i dziś, po raz kolejny chcę wam pokazać, jak tam fajnie i bajecznie. I wcale, mimo że wakacje dobiegły już niemal końca, nie nudno.
Zapraszam zatem na wycieczkę do Farmy Iluzji.


wtorek, 27 sierpnia 2019

Moje, moje, moje... czyli jak oznaczyć swoją szczoteczkę do zębów ;)

Gdy chodziłam do szkoły najbardziej lubiłam sierpień... Ten czas, gdy jeździłam z Mamą na bazarek lub do sklepów papierniczych żeby skompletować wyprawkę... Układałam, przekładałam, podpisywałam. Zeszyty, ćwiczenia, książki... Rozpaczałam z powodu koślawego pisma, prosiłam Rodziców i Babcię, żeby podpisywały moje naklejki na ćwiczenia... Dziś moje dzieci szykują się do zerówki, a my urządzamy ich pierwsze "uczniowskie" pokoje i nalepiamy, nalepiamy, nalepiamy...

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Prosty sok z czarnej porzeczki "na smaka"...

Czarna porzeczka nie jest moim ulubionym owocem... No, nie przepadam i już... Próbowałam ją rok temu odczarować nalewką, ale wyszła mi za słodka i straciła urok. O dziwo, za sprawą dzieciowej prababci, a babci Szanownego Małżonka, moja dzieciarnia polubiła sok z porzeczek... Jak dla mnie też nieco za słodki, ale kwestia gustu... Dzieciom smakuje, a to najważniejsze... I może na tym moja przygoda z tym paskudnym owocem by się skończyła, gdyby nie fakt, że na działce mamy kilka krzaczków tego dziada, a jak już jest, to żal zaniedbać całkiem...
I tym sposobem, od niechcenia powstał szybki sok...

piątek, 26 lipca 2019

Wspomnienia palą mnie, jak słońce...

Nie będę ukrywała, że nie jestem jakoś bardzo zadowolona z mieszkania, w którym obecnie mieszkamy. Straciłam serce do remontów, urządzań czy większych napraw z momentem rozpoczęcia budowy domu pod miastem. Nie ukrywam też, że choć mieszkanie jest spore, to my się już z niego wylewamy i tylko wszystko przekładamy z miejsca na miejsce dopychając zgrabnie nogą. Okolica choć podobno kapitalna według agentów nieruchomości i tego, co piszą w ogłoszeniach, dla rodziny z dziećmi bywa uciążliwa. Samo centrum miasta funduje nam takie atrakcje jak brak miejsca do zaparkowania, nocne imprezy, dzienne imprezy, wieczne korki, ruch i strach przed wypuszczeniem dzieci na dwór.
Teoretycznie decyzja o wyprowadzce i sprzedaży mieszkania powinna przynieść mi ulgę, stało się jednak odwrotnie i mimo całej mojej niechęci do tego miejsca, uruchomiły się we mnie takie wspomnienia, o których nawet nie miałam pojęcia, że istnieją gdzieś w mojej głowie.