poniedziałek, 18 marca 2019

Zasady zasadami... czyli 5 fajnych gier dla najmłodszych.

Chyba każde dziecko łaknie jakiś wspólnych zabaw z rodzicami. Ja jako dziecko nie mogłam się za bardzo doprosić swoich "dorosłych", żeby poświęcili nieco czasu na wspólne gry, ale gdy już się udało, to była niesamowita frajda. Potem, we wczesnej młodości dużo miejsca zajmowały w moim wolnym czasie właśnie planszówki czy gry karciane ze znajomymi. To był nasz ulubiony sposób na spędzanie wspólnego czasu. Z dorosłego życia dość wyraźnie pamiętam okres, gdy po tragicznych wydarzeniach w naszym życiu, Szanowny Małżonek próbował moje myśli odciągnąć od złego, które nas spotkało, ale nie bardzo wiedział, jak to zrobić i tym sposobem na dobrych kilka tygodni nasze wieczory zawładnęły gry i puzzle. Pomogło.
Gdy na świecie pojawiły się dzieci z niecierpliwością czekałam na ten czas, gdy w końcu będą na tyle "kumate", żeby razem spędzić czas przy grach. Nie mogłam się doczekać aż zaczną rozmieć zasady i gry przestaną być jednostronne. No i się w końcu doczekałam.

piątek, 15 marca 2019

Dieta pudełkowa - co mnie w niej urzekło...?

Największym wyzwaniem w moim codziennym życiu domowym, zawodowym, zwyczajnym jest nie mniej ni więcej a wykarmienie całej ferajny i przy okazji nie zagłodzenie siebie. Zdecydowanie to ostatnie wychodzi mi najgorzej, zdarza się, że wracam do domu pół przytomna, bo nie rozplanowałam sobie odpowiednio posiłków albo wiecznie czuję się ciężko i niedobrze, bo ładuję w siebie wszystko co mam pod ręką, żeby nie doprowadzić się do zasłabnięcia. Ani to zdrowe, ani sprzyjające figurze, a już na pewno nie wpływa na dobre samopoczucie. No i nie oszukujmy się, jak ja się źle czuję, gorzej mi zadbać o dobre posiłki dla reszty brygady, która jak na złość z jedzeniem ma przeróżne kłopoty. To chce, to nie chce, to jedno, to drugie. Musiałabym siedzieć cały czas w domu i gotować obiady, robić zakupy i dogadzać wszystkim po trochu, a na to nie mam ani siły, ani ochoty. Na apetyty rodziny nie mogę nic poradzić, ale mogę wyżywienie samej siebie zrzucić na kogoś innego. I nie, nie jest to Szanowny Małżonek tylko firma zapewniająca catering z dostawą do domu. Czyli dziś będzie o tym, dlaczego zdecydowałam się na dietę pudełkową i co mi się w niej podoba.

czwartek, 7 marca 2019

Bo odporność idzie z brzuszka... czyli po co są probiotyki.

Gdy starego rozłoży choroba jest źle. Gdy musi przyjmować antybiotyk i jest rozbity, ma mdłości i nic mu się nie chce, jest okropnie. Gdy musi pamiętać o przyjmowaniu leków o określonych porach, a potem poprawiać witaminami i probiotykami, żeby się całkiem nie osłabić, jest nieciekawie. Ale gdy to samo dopada nasze dzieci, to jakoś przychodzi nam to łatwiej, szybciej wbijamy sobie do głowy harmonogram podawania specyfików i stajemy na rzęsach, żeby były one łatwe do przyjęcie i smaczne. Nie jest to może super komfortowa sytuacja, ale pomyślmy tylko ile nagimnastykować musiały się nasze mamy, gdy choróbska dopadały nas i trzeba było walczyć o nasze dobrze samopoczucie, o nasze zdrowie i naszą odporność...

czwartek, 28 lutego 2019

Szpachla, szpachla, szpachelka... czyli subiektywny przegląd podkładów pod makijaż.

Ostatnio tak sobie przeglądałam swoje kosmetyki, a mam ich trochę, i doszłam do wniosku, że zdecydowanie mam sporo różnych podkładów. Ogólnie odkąd się maluję to wiele już różnych rodzajów przetestowałam, wiele wydawało mi się tymi najlepszymi, a z wiekiem niestety przestawały zdawać egzamin. Nie oszukujmy się, nastolatce wiele nie trzeba do szczęścia, a jedna tubka starcza na bardzo, bardzo długo, bo wystarczy kapka, żeby przykryć niedoskonałości. Dodajmy też, że w zależności od tego, czego oczekujemy, od naszych potrzeb, pór dnia, roku czy temperatury na zewnątrz inaczej nam się podkłady sprawdzają. Ja dziś wyszperałam kilka z mojej szafy, wszystkie testowałam, jedne z lepszym skutkiem, inne z gorszym, ale mam swoje zdanie i mogę się z wami nim podzielić.

wtorek, 26 lutego 2019

O spaniu razem nieco inaczej... czyli opowieści dziwnej treści...

Jakiś czas temu przechodziłam przez ciężki okres w swoim życiu. Jak każdy, miałam problemy, nie mogłam sobie z nimi poradzić, nie mogłam przez nie spać, myśli kołatały się po głowie, a przez to cała spirala nakręcała się jeszcze bardziej. Wtedy, zupełnie przypadkiem, Zosia stwierdziła, że boi się sama spać i w nocy migrowała do mnie. Niemal jakby miała jakiś czujnik, bo gdy tylko gasło u mnie światło, odkładałam książkę lub komórkę, słyszałam poruszenie w pokoju dzieciaków i w drzwiach stawała Zonia z całym swym spaniowym dobytkiem. Zasypiała koło mnie, miarowo oddychała, a ja patrzyłam, głaskałam, przytulałam i wsłuchując się w ten spokojny oddech sama wpadałam w taki rytm, że zapadałam w sen. Wtedy też nabierałam sił i przekonania, że choćby nie wiem co, mam dla kogo żyć, dla kogo walczyć, dla kogo się nie poddawać...

piątek, 22 lutego 2019

Cztery kąty i piec piąty... o tym jak nie zwariować w domu zimą...

Przedłużająca się zima, zwłaszcza taka kapryśna i niezdecydowana jak ostatnio, może się porządnie każdemu dać we znaki. Przez brak słońca stajemy się ospali, apatyczni, brak nam chęci do działań i nowych zadań. Ogarnia nas niechęć do wychodzenia na dwór, do przemieszczania się, do zimna, pluchy, mrozu, deszczu, lodu i wszystkiego tego niemal na raz. Idealizujemy tą zbliżającą się wiosnę i czekamy na nią jak na zbawienie, ale z dnia na dzień zapadamy się coraz bardziej w zimę, a raczej jej zimopodobną siostrę... Dodajmy do tego podobne stany naszych dzieci, które, jak to dzieci, same nie wiedzą skąd się to bierze, jak sobie z tym radzić i w zasadzie nie wiedzą czego tak właściwie chcą, i mamy mieszankę, która w każdej chwili może wybuchnąć...
I teraz pytanie, jak zrobić, żeby nie wybuchła...?

 

czwartek, 7 lutego 2019

Kto pod czyją kołdrą siedzi... czyli subiektywny komentarz bieżący.

Nie jestem raczej osobą śledzącą na bieżąco wszystkie obyczajowe ploteczki. Nie wiem, kto z kim, dlaczego i jak długo. Raczej odnotowuję takie wiadomości rykoszetem, gdy przeglądam newsy polityczne lub codzienne. Teraz chyba nawet najbardziej szanujący się portal od czasu do czasu umieści jakąś wrzutkę dla gawiedzi, a jak nie on, to komentatorzy na pewno dodadzą coś od siebie i dodając dwa do dwa wychodzi nam, że taka czy taka to już urodziła, a tamten to na pewno zdradza żonę...
I powiem Wam szczerze, że czasem takie nowości fajnie się czyta. Miło jest dowiedzieć się, że ktoś się dobrze bawi, komuś się powodzi albo jest szczęśliwy. Ale nic na siłę, nie wszystko młotkiem, z taktem i umiarem, bez pozostawiania niesmaku i zażenowania, a tego niestety mediom (i nie tylko mediom) ostatnio brakuje.