poniedziałek, 9 listopada 2020

Protesty na ulicach jako objaw strachu przed... - subiektywny komentarz bieżący.

Moje dzieci urodziły się jeszcze w innym świecie. 
Możecie się śmiać lub protestować, ale tak, wtedy świat był inny. 
Nie martwiłam się o to co będzie, jak będzie. Wszystko wydawało się stabilne i niezmienne.
A potem zaczęło się wywracać

Możecie nie wierzyć, ale ja bardzo dobrze pamiętam dzień, gdy miłościwie nam panujący prezydent wygrał swoje pierwsze wybory. Pluję sobie w brodę, bo nie brałam wtedy udziału w głosowaniu. Byłam na wyjeździe i jakoś zupełnie mi do głowy nie przyszło, żeby zadbać o możliwość oddania głosu poza miejscem zamieszkania. A może wcale nie wiedziałam, że istnieje taka możliwość... Wtedy nic się o tym nie mówiło (nikt nie wysyłał alertów RCB, że na wybory trzeba iść nawet w pandemię, bo przecież to bezpieczniejsze niż zakupy w sklepie). Pamiętam, że wieczór spędzaliśmy w pensjonacie na Mazurach, w pokoju obok spały słodko nasze dzieci, a my oglądaliśmy wieczór wyborczy. Po chwilowym wkurzeniu stwierdziłam, co ma być, to będzie, przecież nic się aż tak bardzo nie zmieni. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że zmieni się niemal wszystko i to wcale nie za sprawą obecnie panującej pandemii.

wtorek, 13 października 2020

Wspólne, domowe popołudnie - a może by tak zagadkę, łamigłówkę, zadanie?

Ostatnio wpadł mi w oko artykuł o dzieciach. Że teraz każdy chwali się w mediach społecznościowych osiągnięciami dzieciaków, ich super ocenami, konkursami, zajęciami dodatkowymi. Że w zasadzie nie słyszy się teraz o dzieciach tzw. przeciętnych. Dzieci są albo super hiper albo nie ma ich wcale. Że teraz każdy prowadza dzieci na zajęcia dodatkowe, stymuluje, dokształca, szuka dzieciakom hobby. Artykuł był napisany w tonie zarzutu, a raczej wyrzutu w kierunku tych rodziców, którzy coś robią w kierunku rozwoju dzieci. No i tak sobie pomyślałam, że wiara we wszystko co pokazują ludzie w internecie, to głupota, że większość dzieci jest przeciętnych, tylko właśnie w internecie i w rozmowach przy kawie wygląda to tak różowo. Ale nawet tym przeciętnym dzieciom należy się czasem odrobina uwagi i "pracy" z nimi. Nie można zrzucać całej odpowiedzialności na placówki szkolne lub przedszkolne. A można to robić miło i o dziwo całkiem łatwo.

poniedziałek, 5 października 2020

Normalnie o tej porze wożę się po mieście...czyli spacerowanie po Lublinie.

Wiosna, lato i jesień to czas, kiedy zazwyczaj w Lublinie wiele się dzieje. Wiosna to powolne otwieranie ogródków na deptaku czy Starówce, to spacery po parkach, to fontanna, to budzenie się miasta do towarzyskiego życia. Lato i jesień to czas jarmarków, festiwali, imprez, które gromadzą zazwyczaj ogromne tłumy nie tylko z naszego miasta, ale i z całej Polski i, nie przesadzam, Europy. Lublin żyje i inspiruje, jak mówi hasło promujące miasto.

Niestety, ten rok dla nikogo i dla niczego nie jest łaskawy i choć nikt spacerować po mieście nie zabrania, to jednak są to nieco inne spacery. Nie ma tak wielu atrakcji, nie ma jakiegoś pociągu do miasta, wszystko jest takie lekko zamglone, smutniejsze. Nie mniej jednak czasem coś nas do miasta zaciągnie.

wtorek, 22 września 2020

Uprzejmością i pracą ludzie się bogacą... albo jakoś tak... czyli opowieści dziwnej treści.

Czy Pan wie, jaka ciężka jest praca listonosza... Pan by nie chciał się z nim zamienić... To usłyszał mój Mąż gdy poleciał składać skargę na naszego dostarczyciela, który nie doniósł mi dwóch paczuszek (w formie listu) z monetami w środku... Nie chciałbym, ale gwarantuję pani, że on by się nie chciał ze mną zamienić, a żona zamawia przesyłki z dostawą do domu, bo jest grudzień, ona jest w 9. miesiącu ciąży, a pod opieką ma jeszcze 1,5-rocznego syna - odpowiedział Szanowny, a kierowniczka poczty na ulicy Narutowicza w Lublinie skargi nie przyjęła... Oficjalną skargę wysłałam ja, do Warszawy... Odpowiedź przyniósł mi wyżej wymieniony listonosz... Rzucił mi nią niemal w twarz i oznajmił, że premii świątecznej nie będzie miał...

środa, 16 września 2020

Magiczne ogrody po raz.... Hmmm... Nie pamiętam

Wiosna i wakacje w tym roku były inne. Wiosna, choć słoneczna i piękna, minęła nam w zamknięciu. Rower czy trampolina w samotności z czasem się nudzi. Gry planszowe, klocki, chińskie DIY... To wszystko bawi chwilę. Nie wspomnę, o dzieciach w mieszkaniach w bloku, które nie miały nawet tej namiastki, którą my mamy pod miastem. Hasło "zostań w domu" króluje w social mediach, wszyscy pokazują, jak kreatywnie i z pasją wykorzystują "wolny" czas. Pojawiają się wojny na różnych grupach, kłótnie o to, że ci czy tamci zaczynają narzekać. Matki zaczynają mieć dość pracy na odległość z dziećmi na głowie, zdalnej nauki, obiadów, które teraz trzeba zapewnić w pełnym wymiarze. Coraz bardziej zaczyna się robić szaro, buro. Wszystko powoli zaczyna się otwierać, ale strach i wszelkie niedogodności związane z pandemią sprawia, że wszystko jest smutne i jakby zaspane. 

My, jak już pisałam, na początku postawiliśmy na wyjazd w samotności, rodzinny, ale potem już wybraliśmy się na pełnoprawne wczasy. Mimo wszystko, przez fakt, że wiosna i duża część lata przeciekły nam przez palce, czuliśmy niedosyt. Teraz, gdy zaczęła się szkoła, przedszkole, obowiązki, a za chwilę pogoda wejdzie w porę deszczową, gdy nadarzyła się okazja, postanowiliśmy skorzystać. Mimo, że cały tydzień łaziliśmy niewyspani, że stres dawał nam się we znaki spakowaliśmy plecak i wykorzystaliśmy voucher, który wisiał na moim laptopie jeszcze od przedpandemia. Pojechaliśmy do Magicznych Ogrodów sprawdzić, jak sytuacja wygląda w takich miejscach.

Nie zawsze chcieć, znaczy móc... - opowieści dziwnej treści... czyli poniosły mnie myśli nieuczesane.

Zawsze mi się wydawało, że idealna rodzina to dwójka dzieci i pies... Z czasem okazało się, że ja tak naprawdę wolę koty, a i zapragnęłam mieć więcej niż dwoje dzieci. Pewne okoliczności sprawiły, że decyzję ostateczną postanowiliśmy nieco odwlec w czasie no i się zaczęło... Budowa domu, praca, coraz większe dzieciaki, a co za tym idzie i większa różnica wieku, plany, ambicje, zdrowa kalkulacja i koniec końców doszliśmy do wniosku, że jest idealnie i nie trzeba psuć. Podziwiam rodziny z większą ilością dzieci, ale...

piątek, 4 września 2020

Zapłakałam...

Stało się, rozpoczął się rok szkolny i przedszkolny. Najbliższe dni, a może i tygodnie będą trudne. Pomijam koronawirusa, który w wielu placówkach każe stać dzieciom w deszczu przed szkołą, który wielu pierwszakom nie pozwolił cieszyć się nowym etapem życia z rodzicami i, który stwarza absurdy o jakich nam się nie śniło. Te dni będą trudne, bo to nowe doświadczenie poprzedzone naprawdę długim "okresem niczego", to stres, to poranne wstawanie, powrót do pracy, a wszystko okraszone walką o ogień jaką jest kompletowanie popołudniami wyprawki dla dzieci.