piątek, 20 lutego 2015

Wieczory opanowane...?

Minął miesiąc i trochę. Nawet troszkę więcej niż trochę. W zasadzie prawie dwa. Nadal się siebie uczymy. Wszyscy nawzajem i na nowo. A co się nauczymy, to coś się zmienia. Z Filipiastym też tak było, że jak już opracowaliśmy jakiś porządek dnia, to przyszedł skok rozwojowy czy inne paskudztwo i do wszystkiego trzeba było dochodzić na nowo. Teraz jeszcze to wszystko jest wolną amerykanką, codziennie coś innego, zero prawidłowości. Co prawda doszukujemy się jakiegoś rytmu, ale jest ciężko. Staram się w dzień karmić co około 2 godziny, żeby sprawić pozory panowania nad sytuacją, ale jak Zosia nie jest głodna, to nie nalegam, a jak bardzo marudzi i Filip akurat mi nie przeszkadza, to i częściej się zdarza. No i wieczory. Wieczory staramy się już w miarę uporządkować. Wiadomo, nie zawsze się da, bo dziecko, zwłaszcza taka Zosina, jest nieprzewidywalne, ale bardzo się staramy.

A wygląda to mniej więcej tak.
Marudzenie zaczyna się zazwyczaj już około godziny 17. Oczywiście Zosinkowe marudzenie, bo Filipa staram się wypychać popołudniami z Tatusiem na różne atrakcje. Już pisałam, że we wtorki ma piłkę, czasem sale zabaw, jak jest pogoda to spacer po osiedlu połączony z zakupami, albo inne wyprawy, które akurat ma odbębnić Małżonek i może ze sobą zabrać dziecko. Odkąd jest żłobek, to i w domu znajdujemy mu jakieś zabawy, którymi nie gardzi. Jest spokojniejszy. A Zosin sobie marudzi, czasem na rękach, czasem w kołysce, czasem przyśnie i tak w kółko. W międzyczasie ja mam pięć minut na prysznic, szykowanie łóżek, kąpieli, kolacji Filipkowej i jeszcze paru innych rzeczy. Zosia przechodzi już samą siebie i wydziera się w niebo głosy. Koło 20 zabieramy się za kąpanie najpierw Zośki, a potem Filipa i do wyrek. I to do tej pory było zadaniem z gwiazdką, a teraz idzie nam coraz lepiej.

Zosię zabieram ja do sypialni, karmię i czynię gusła, żeby zasnęła. Staram się ją odkładać do łóżeczka, bo Panna Kluska lekka wcale nie jest, a robi się z dnia na dzień coraz cięższa, a ja codziennie wieczorem wymagam masażu, tak mnie bolą plecy. Nie zawsze to się jednak udawało i musiałam bujać, lulać, kołysać i tulić. Czasem po dzikich wrzaskach dawałam jeszcze cycocha, bo tak się Księżniczka zmęczyła, że pić jej się chciało, ale po paru próbach, paru dopajaniach, paru lulaniach w końcu zasypiała. Od jakiegoś czasu nastąpiła w tej materii rewolucja i Zosiaczek odłożony do łóżeczka po pewnym czasie zasypia. Nie tak zaraz oczywiście, czasem koło 22, ale grzecznie się wierci w wyrku, po jakimś czasie jeszcze doje sobie, czasem chce się jeszcze na chwilkę przytulić, ale panuje ogólny spokój. Na szczęście kolki nas opuściły (tfu, tfu), odstawiliśmy wszystko podawane do tej pory za wyjątkiem witaminy D i teraz, jak Zosia krzyczy, to nie jest to tak przeraźliwy wrzask, jak był przy kolkach, no i da się go jakoś utulić. Mam więc cały arsenał Boboticów, Delicoli i SabSimplexów. Może w przypadku gazów jeszcze mi się przydadzą, ale te zdarzają się naprawdę rzadko więc leżą nieużywane.  Pokrzyczeć wieczorami jednak Mała lubi, co absolutnie na kolkę mi nie wygląda, tylko na wieczorne zmęczenie materiału.

Filip natomiast siedzi w wannie długo, Tatuś go pilnuje, a jak wyjdzie zostaje wsadzony do łóżeczka z nadzieją, że może jednak tym razem nie będzie protestował i pójdzie grzecznie spać. Do tej pory były na to marne szanse, ale próbowaliśmy i są efekty. Troszkę pokrzyczy, pokopie nogami, postaje na głowie, czasem pośpiewa, pogada po swojemu czym budzi nasz uśmiech, czasem trzeba do niego zajrzeć, pogłaskać po łepetynce, czasem trzeba posiedzieć, poopowiadać bajki ale w końcu zasypia. Zazwyczaj już po 21 śpi na tyle mocno, że nawet przebudzająca się Zosina mu nie przeszkadza.


Troszeczkę akrobacji z tym wszystkim jest, ale na pewno lepiej nam to wychodzi niż na początku. Jak sobie przypomnę naszą nieudolność, zdenerwowanie i dzikie ryki do północy, to aż przechodzi mnie dreszcz. Nie chcę zapeszać, ale jest dobrze. Panujemy nad sytuacją. Najpóźniej o 21.30 siedzimy już sobie z Mężem grzecznie w salonie i przymierzamy się do naszego rytualnego pomelo. A że noce też raczej do najgorszych nie należą więc posiedzieć jeszcze chwilkę możemy, śpieszyć się do snu nie musimy. Fifiś zazwyczaj przesypia całą noc, a Zosia śpi różnie, ale ostatnio potrafi obudzić się dopiero koło 4 i od tej pory już się przebudzać, by koło 8 rozbudzić się na dobre. Można powiedzieć, że się wysypiamy...
Natomiast potem nadchodzą poranki, a to już inna historia...

16 komentarzy:

  1. Z czasem opanujecie wszystko do perfekcji. Miło się czyta, że już świetnie wszystko ogarniacie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie wszystko, ale dobrze nam idzie;)

      Usuń
  2. O rany, niebawem i mnie to czeka, więc poczytuję jak tam sobie radzicie. Podpatruję co nie co by u siebie zastosować :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż się boję jak to u mnie będzie ;)
    Ślicznego macie synka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko da się opanować z czasem więc będzie dobrze;)

      Usuń
  4. Słodziaki , jak śpią :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kacper ma prawie 13 miesięcy a każdego dnia jakieś szaleństwo - śpi o innych porach, marudzi o innych porach (..) nie wiem kiedy on się ogarnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filip do tej pory raz na jakiś czas urządzi nam jakąś rewolucję;) A przez pierwsze 15 miesięcy nie można było być niczego pewnym;)

      Usuń
  6. Trzymam kciuki za dalsze opanowanie sytuacji:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiem jak było ze mną ... Łatwo nie było na początku, ale z czasem poznaliśmy się z córką na tyle że byłam w stanie wieczorem spokojnie się wykąpać , obejrzeć film itd. W dzień mieliśmy problemy z drzemkami.. Teraz mamy tylko jedną ale konkretną ale z to noce kiepskie.. Pocieszam się że nadejdzie ta chwila kiedy się pożądnie wyśpię :) dzieci przecież szybko rosną. Pozdrawiam i zapraszam do siebie http://mlodamamabloguje.piszecomysle.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy Fifi zaczął przesypiać ładnie nocki, to ja już byłam w ciąży z Zosią i nie mogłam spać sama z siebie;) A teraz nie jest źle;) Wiadomo, zawsze chciałoby się lepiej, ale narzekać też nie mogę. Filip ma stały plan dnia i nocy, a Zosia, jak niemowlak, w dzień przysypia jak chce, ale w nocy śpi przyzwoicie, zazwyczaj budzi się 1-2 razy;)

      Usuń
  8. My mamy różnicę wieku 21 miesięcy. Starszak ma 22 miesiące a Młodszak miesiąc. Też przez jakiś czas szukaliśmy najlepszego sposobu na wieczorne ogarnięcie dzieciaków. Teraz wygląda to tak (i dla nas jest to najlepszy układ). Starszak wskakuje do wanny, w tym czasie ja zaczynam ogarniać rzeczy do snu, sprzątam zabawki, przygotowuję mu mleko i wietrzę jego pokój jednocześnie zajmując się Młodszakiem. Jak Starszak jest już umyty przez tatę, do wanienki w łazience wskakuje Młodszak. Starszak się bawi a Młodszak relaksuje na rękach taty. Ja w tym czasie kończę ogarniać mieszkanie, przygotowuję piżamy, witaminy itp. Następnie z wanny zabieram Młodszaka a Tata ma jeszcze chwilę w wannie dla Starszego. Karmię Młodszaka na kanapie w salonie, w tym czasie Tata przynosi Starszaka na kanapę, na której już czeka na niego kołdra i poducha. Młody dostaje butlę, włączamy mu bajkę na youtube w tv (jeden 10 minutowy odcinek). Gdy bajka się skończy Starszak zaprowadzany jest do łóżeczka (czasem z wielkim krzykiem ale jest już coraz lepiej - przyzwyczaja się do rytuału) a ja dalej karmię Młodszaka. Oczywiście ze snem Starszego też jest zabawa - ma już normalne łóżko, więc czasem z niego wychodzi, chce by mu poczytać bajkę po czym po 2 sekundach każe wyjść Tacie z pokoju itp... Ale przynajmniej jest porządek i stabilizacja. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też, odpukać, już wszystko ma swój czas i miejsce;)
      A ja się przymierzam do kupna normalnego łóżka dla Filipa, ale chyba się jeszcze troszkę wstrzymam. Boję się tego, że nie będzie chciał usypiać, bo on sam, jak idzie spać, to każe się zamykać w łóżeczku. Wtedy się dopiero mości i usypia. U nas na łóżku też nie chce zasypiać, woli w zamknięciu;)

      Usuń