wtorek, 6 września 2016

Polak na wakacjach...

Wakacje teoretycznie dobiegły końca. Niektórzy jeszcze pewnie gdzieś wyjadą, inni już wrócili do szarej rzeczywistości, jeszcze inni będą korzystać z ostatnich przebłysków lata lokalnie, wycieczkowo, rodzinnie. Lato sprzyja odpoczynkowi, relaksowi, podróżom, poznawaniu nowych miejsc i ludzi. Lato i wakacje pozwalają naładować akumulatory, poczuć odrobinę świeżości, która gdzieś ulatuje w natłoku codziennych obowiązków i przy ciężarze rutyny. Zazwyczaj wybieramy takie miejsca, które kojarzą nam się z luzem, z ciepłem, nie tylko tym klimatycznym, z pięknem, z czymś, co nam pozwala odciąć się troszkę od problemów i trosk.


Taki według mnie powinien być cel wakacji. Radość, radość, jeszcze raz radość. Niestety, całe lato natykałam się w internetach i nie tylko na artykuły, posty, komentarze, które świadczyły zgoła coś innego. Tam źle, tu niedobrze, tam brud, tu jeszcze większy, tam nie sprzątają, jeszcze gdzie indziej plaża za daleko, za głośno, za cicho, na dużo luksusu, za mało luksusu, basen za zimny, za płytki, za taki, za owaki... I ja jak najbardziej rozumiem krytykowanie czegoś jeśli nam się nie podoba. Rozumiem wystawianie opinii miejscom, hotelom, obsługom, usługom. Rozumiem, bo sama niejednokrotnie korzystam z portali, które zbiór takich opinii oferują. Ba, sama takie opinie piszę, ale przyznam szczerze, że jeszcze nie zdarzyło mi się trafić w miejsce, które okazałoby się katastrofą w każdym calu i, w którym nie znalazłabym choć jednej dobrej cechy, jednej zalety. A mam takie wrażenie, że większość komentatorów właśnie takiego pecha ma. Narzekaniom nie ma końca, wieszaniu psów na organizatorach nie ma końca. Marudzenie na linie lotnicze, na hotele, na żarcie, na obsługę, na wszystko. Wiem z doświadczenia, że zawsze można się do czegoś przyczepić, zawsze znajdzie się coś, co nam nie pasuje, czegoś nie dopilnuje touroperator, coś będzie wynikiem przypadku, czasem coś jest dopiero dopracowywane i taka krytyka jest niezmiernie ważna, ale aż tak? Po tych wszystkich lekturach mam wrażenie, że Polak jedzie na wakacje się biczować i jak nie wróci z porcją porządnych hejtów, to jest nieszczęśliwy.

A co przeszkadza Polakowi na wakacjach najbardziej. A no, drugi Polak mu przeszkadza. Sami siedzimy w hotelu, do woli korzystamy z all inclusive, ale inni to "wieśniaki", bo przyjechali tylko się piwa nachłeptać. A tamci? Tylko nad basenem siedzą, zamiast coś zobaczyć, tacy oni ograniczeni. A ci, co samochód wynajęli? No głąby totalne, w hotelu wszystko za frajer, a oni na obiad gdzieś jadą. Tamci tak, inni srak, ale zawsze źle. Pogadają, źle, nie pogadają, jeszcze gorzej, bo buraki. Siedzą, nie siedzą, piją, nie piją, z dziećmi, bez dzieci, wszystko jest powodem do krytyki. Czy to w Polsce czy za granicą, mam wrażenie, że wszędzie jest tak samo. Dramat, totalny dramat i nie wiadomo za co się tyle pieniędzy płaci. A  w ogóle to po co oni wszyscy tam jadą, przecież to atrakcja dla mnie, dla wyjątkowego i jedynego w swoim rodzaju Kowalskiego.

Tak czytam i czytam i trochę nie wierzę, bo może nie jestem jakimś globtroterem, ale na jakieś wczasy jeździmy, odwiedzamy różne miejsca, stykamy się z różnymi ludźmi i jakoś nie widzę na około stada niezadowolonych ludzi. Owszem, zdarza się, sami nie raz upominaliśmy się o coś, czasem grupowo wyrażaliśmy niezadowolenie do organizatora, ba, nawet raz złożyliśmy reklamację na zakwaterowanie w hotelu, a chyba ze dwa razy zdarzyło nam się oddawanie pieniędzy, bo coś tam się nie zgadzało, ale nie powodowało to zniesmaczonej miny przez cały wyjazd i zakodowania sobie wczasów jako największego koszmaru. Nie spotkałam się z warczeniem na drugiego człowieka, z krytykowaniem czy komentowaniem. Może taka inwencja twórcza pojawia się już po powrocie, może to takie odreagowanie, że już się skończyło, może taki sposób na obrzydzenie sobie wakacji i poznanych tam ludzi, żeby za tym wszystkim nie tęsknić w szarej rzeczywistości. Może, nie wiem.

Ale drodzy moi wczasowicze, nastawienie to połowa sukcesu. Nigdzie nie jest idealnie, jak wiele byśmy nie zapłacili, jak daleko byśmy nie polecieli, zawsze znajdzie się coś lub ktoś, co będzie mogło nas wyprowadzić z równowagi lub zniesmaczyć. Ale wakacje rządzą się swoimi prawami, my mamy bawić się dobrze, to nasz czas, nasze wolne, nasza odskocznia. Zostawmy niechęci za drzwiami mieszkania i wyluzujmy. Czy białe skarpetki w sandałach aż taką krzywdę nam robią? Czy to takie straszne, że ktoś nałoży sobie troszkę więcej jedzenia niż zje? A jak ktoś pije piwo do śniadania, póki nie dochodzi do ekscesów, to nie jest nasz interes. Albo bicie brawa w samolocie...? To tylko ułamek zarzutów, jakie ma jeden "wypoczywający" do drugiego "wypoczywającego". Zajmijmy się sobą i swoim odpoczynkiem, na pewno lepiej wtedy z niego skorzystamy. Wakacje należą się każdemu, nawet tamu za parawanem. Tyle.

PS.
Owszem, są przypadki, kiedy narzekanie jest jak najbardziej na miejscu, są takie wałki, przestoje, kurioza, których nie można puścić płazem. Nawet mniejsze niedociągnięcia należy reklamować, żeby organizatorzy nie czuli się świętymi krowami, komentować na portalach, pozostawiać opinię dla innych, żeby wiedzieli czego się spodziewać.