poniedziałek, 12 czerwca 2017

Odskocznia od codzienności czyli Jura Park w Bałtowie.

Zbliża się powoli czas naszych wakacyjnych szaleństw. Powoli zaczynamy planować i organizować sobie czas, żeby jak najlepiej skorzystać z krótkiego polskiego lata. Żeby potem nic nie żałować i mieć co wspominać w paskudne, zapadane, jesienno-zimowe popołudnia. Jak nam się uda, na ile pozwoli czas, na ile fundusze, to się jeszcze okaże, ale co nie co powakacjować trzeba. Jedno takie miejsce, które chcemy odwiedzić (ponownie) w niedługim czasie, dziś chcę wam w skrócie przedstawić. Byliśmy już tam raz, spodobało się nam, spodobało się dzieciakom więc nie widzę przeszkód, żeby ten wypad powtórzyć. Mam na myśli Jura Park w Bałtowie.

Do Bałtowa zawitaliśmy na jesieni ubiegłego roku przez przypadek. A w zasadzie nie przez przypadek, a przez charytatywną licytację, na której wylicytowałam voucher rodzinny z noclegiem. Szkoda było nie skorzystać, ważność się kończyła więc rzutem na taśmę spakowaliśmy się i pojechaliśmy. I to był strzał w dziesiątkę. Udało nam się znakomicie. Ostatnie dwa dni września okazały się niemal letnim dniami, ostatnimi takimi w tamtym roku, tłumów już nie było, a my mieliśmy fajne zakończenie sezonu. Fakt, że z wyżywieniem było troszkę kiepsko w takie dni, ale nie jest to pustkowie i sobie znakomicie poradziliśmy i z tym problemem. A Filip do dziś wspomina dinozaury i domek, w którym nocowaliśmy, co dla 3,5 latka zdecydowanie była jedna z większych atrakcji.

Zacznę jednak od maleńkiego zgrzytu, żeby potem już tylko słodzić, słodzić i słodzić. Otóż, mieliśmy bilet rodzinny obejmujący wszystkie atrakcje i mieliśmy nocleg więc logiczne, że będziemy dwa dni. Nikt nas nie poinformował przy odbieraniu biletów i opasek, że te atrakcje są do wykorzystania jednego dnia, tego pierwszego. Pal sześć, gdy chcieliśmy drugi raz jechać autobusem, zapłaciliśmy za drugi przejazd, ale pierwszy mieliśmy w ramach biletu. Gorzej, że część atrakcji odłożyliśmy sobie na dzień następny, zwłaszcza, że przedłużaliśmy sobie "dobę" do popołudnia, żeby jeszcze troszkę poszaleć, i niestety zostaliśmy poinformowani, że bilet wygasł. Obecnie na stronie Parku, jest taka informacja, że bilet jest do wykorzystania tylko w dniu zakupu, ale my nie czytaliśmy strony tylko pytaliśmy na "bramce", a tam nas nikt o tym nie poinformował. A dwa... Mimo opaski na ręku, która miała oznaczać, że jesteśmy gośćmi nocującymi w kompleksie, na drugi dzień musieliśmy się tłumaczyć nawet w tych atrakcjach, które są dostępne w pakiecie przez cały pobyt. Troszkę nam to odebrało przyjemność choćby z zabawy w wiosce czarownic. Na szczęście takie niedogodności się szybko zapomina i zostaje tylko dobre wrażenie, ale zwracam uwagę, żebyście zawsze dokładnie doczytywali lub dopytywali, bo we wszystkich pakietowych biletach bywają takie kruczki, na które byśmy nie zwrócili uwagi, a które mogą nam troszkę "urozmaicić" wyjazd.

Ale to tyle narzekania, reszta już tylko godna pochwały.

Atrakcje same w sobie ciężkie są do wyliczenia i opisania. Jedno jest pewne, jest tego sporo i każdy znajdzie tam coś dla siebie. Na początek zaczęliśmy od JuraParku czyli parku z dinozaurami, po którym świetnie się spaceruje, można przysiąść, coś zjeść, pobawić się na placu zabaw, nawet popływać łódkami. Jest też prehistoryczna wioska i Gondwana, w której nieco starsze dzieci mogą się pobawić w archeologów i sprawdzić swoją wiedzę na temat dinozaurów. Dzieciaki mogą się powozić samochodem jaskiniowców, ale też wrzucić monetkę do limuzyny Presleya... ;)





Największą frajdę nasze dzieciaki, poza noclegiem oczywiście, miały ze zwierzyńca. Pierwszego dnia zwiedziliśmy tak zwany Zwierzyniec Górny czyli przejechaliśmy się amerykańskim autobusem szkolnym po takim naszym swojskim, mini safari. Sama przejażdżka była już nie lada atrakcją, pan kierowca i przewodnik  również nie pozwalali się nudzić, a taka bliskość zwierząt niemal nas onieśmielała. W zwierzyńcu można zobaczyć niemal 400 zwierząt żyjących w zbliżonych do naturalnych warunkach. Są tam żubry, wielbłądy, lamy, alpaki, daniele, jelenie (różne gatunki), kozy afrykańskie, owce (różne gatunki z różnych części świata), bydło zebu, bydło szkockie i watusi, jaki, antylopy Nilgau, dziki, emu, strusie afrykańskie, kuce szetlandzkie. Powiem wam, po prostu szał... Zosia popiskiwała z zachwytu, podskakiwała, przechodziła od okienka do okienka, żeby po wyjściu z autobusu zwyczajnie i po dzidziusiowemu odpłynąć z emocji...





Drugiego dnia zrobiliśmy sobie spacer po drugiej części zwierzyńca, po tzw. Zwierzyńcu Dolnym. Tutaj królują ptaki i mniejsze ssaki. Serce dzieciaków podbijają kuce, osiołki, małpki, szopy, wiewiórki, surykatki i wiele, wiele innych. Jest też Wiejska Zagroda, w której możemy podejrzeć zwierzaczki rzadko spotykane przez mieszczuchów czyli kaczki, gęsi a nawet krowy.



Warta zobaczenia jest też Wioska Czarownic, która w różnych porach roku zmienia swoje przeznaczenie. My przyjechaliśmy pod koniec września więc już trwały przygotowania do obchodów Halloween. Wszędzie królowały dynie i zabawy w iście przerażającym stylu. Żałuję, że nie załapaliśmy się na tematyczne animacje, ale panie Czarownice z Wioski nawet poza planem zajęły się nami świetnie i Fifi mógł wziąć udział w konkursach i zabawach ku rozpaczy Zosi, która była za mała, żeby wejść w tunel strachu...


To oczywiście nie koniec atrakcji. Te wymienione na początku, to te, które nam sprawiły największą frajdę czyli takie, które nadają się w szczególności dla mniejszych dzieci i, które one na pewno zapamiętają na dłużej. Oczywiście nie znaczy to, że resztę ominęliśmy i nie skorzystaliśmy. Zaszliśmy niemal do każdego kąta i każdego zakamarka. No może z wyjątkiem Kina 5D, na które mieliśmy ochotę, ale to była jedna z tych atrakcji, którą zostawiliśmy sobie na dzień następny, bo nie wiedzieliśmy czy nasze dzieci będą się nadawały, a gdy okazało się, że bilet już nie obowiązuje, to zwyczajnie zrezygnowaliśmy. Teraz żałuję tej decyzji, ale przecież jeszcze to nadrobimy. 

Zwiedziliśmy zatem Muzeum Jurajskie, które na dzieciach specjalnego wrażenia nie zrobiło, ale nam sprawiło radochę i poczuliśmy się trochę rozpieszczeni. Ja w szczególności zakochałam się w ekspozycji poświęconej minerałom. 
Zobaczyliśmy Prehistoryczne Oceanarium i stanęliśmy oko w oko z wielkimi gadami, które zapary nam dech w piersiach, a Filip nawet troszkę się przestraszył. Zosia natomiast była zachwycona wielkimi zębiskami rekina.
Wybawiliśmy się na Placu Zabaw i pospacerowaliśmy po Pszczelim Skansenie.

Spora część atrakcji jeszcze wydawała nam się zbyt "dorosła" dla naszych szkrabów więc tylko je podziwialiśmy z odległości, ale zawsze będzie powód, żeby wrócić tam i wszystko nadrobić. Dlatego już teraz kupimy bilety i wyczekamy na odpowiedni moment, by tym razem bardziej aktywnie odwiedzić Krainę Koni, skorzystać z Wodnych Atrakcji i Parku Rozrywki, obejrzeć Żydowski Jar, a może kiedyś, jak już bobasy przestaną być bobasami, zjechać na Rollercoasterze

A teraz powiem wam, dlaczego warto zatrzymać się w Bałtowie na noc. Otóż sam JuraPark i przyległości, to nie wszystko. Okolica też jest piękna i godna pospacerowania lub pozwiedzania. My przy okazji odwiedzin w Bałtowie, zwiedziliśmy zamek Krzyżtopór... Ale nie trzeba się wcale ruszać daleko. Wystarczy krótki spacer, żeby podziwiać widoki, a nawet trafić na domek do góry nogami. 


A o nocleg martwić się nie trzeba. Domki dostępne w Zajeździe "Przystocze" nie odbiegają niczym od dobrych hoteli. My zatrzymaliśmy się w pokoju rodzinnym. Jest to dwupoziomowy apartament (chyba śmiało mogę tak powiedzieć) gdzie na parterze znajduje się salonik z telewizorem, aneksem kuchennym i łazienką, a na górze dwa pokoiki z łóżkami. Na antresoli dwa tapczaniki dla dzieci, a w pokoju obok łóżko małżeńskie. My poprosiliśmy jeszcze o łóżeczko dla dziecka. Miejsca jest dużo, wygodnie, fajnie i przytulnie. Dla samego noclegu warto się tam wybrać. I dla takich widoków z okna z rana:


Miejsce zdecydowanie godne polecenia. Tak na jeden dzień dla osób z bliska, jak i na kilka dni dla tych z dalsza. Zobaczymy czy w tym roku spodoba nam się tak samo, jak w zeszłym, ale na pewno już niedługo zawitamy do Bałtowa ponownie, bo dzieci nie dadzą nam spokoju. No i tym razem też zaplanujemy jakieś wycieczki krajoznawcze po okolicy. W końcu dzieci coraz większe i coraz więcej rzeczy je interesuje...

PS. A może wy znacie jakieś fajne i ciekawe miejsca, gdzie można wyskoczyć na dzień lub dwa. Odpocząć, odsapnąć od dnia codziennego i sprawić dzieciom radochę. Chętnie skorzystamy z podpowiedzi...

6 komentarzy:

  1. Nie ma nic lepszego niż pokazywać świat Maluchom - pamiętam zachwyt Młodego koleżanki, który pierwszy raz w życiu zobaczył lamę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och tak... Dla tych zachwytów czasem warto stać w kolejkach, jechać wiele kilometrów i znosić różne humorki ;)

      Usuń
  2. Super pomysł na spędzenie czasu z dziećmi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, my bardzo lubimy takie miejsca ;)

      Usuń
  3. Wow! Świetne zdjęcia i bardzo fajny pomysł :) Dzieci od najmłodszych lat powinny uczyć się empatii także dla zwierząt :)

    OdpowiedzUsuń