środa, 12 lipca 2017

Magiczne Ogrody czyli niesamowity świat tak blisko nas...

Bardzo długo zbieraliśmy się na tą wycieczkę. Przerażały nas dzikie tłumy, o których mówili wszyscy, wydawało nam się, że mamy za daleko, że dzieci są za małe i nie skorzystają, czasem zwyczajnie nam się nie chciało... A przecież często bywamy w Kazimierzu Dolnym, a stamtąd promem to rzut beretem. Nadszedł jednak taki czas, że i my się przemogliśmy i wybraliśmy się do Magicznych Ogrodów. I był to strzał w dziesiątkę. 

To że Lubelszczyzna jest wyjątkowa mówiłam nie raz. To, że bardzo fajnie nam się tu mieszka i żyje też podkreślałam niejednokrotnie. Ale zawsze narzekałam na brak rodzinnych miejsc z prawdziwego zdarzenia, takich nastawionych w 100% na dzieci, rodziców, rodziny. Stworzonych przez kogoś, kto wie co robi, zna się na tym i ciągle chce swoją wizję udoskonalać. Nie miałam pojęcia, że na takie miejsce kiedyś tutaj, w niedalekiej okolicy uda nam się trafić. A jednak. Magiczne ogrody są właśnie takim miejscem.
Położone kilkadziesiąt kilometrów od Lublina, rzut beretem od Puław, obok Janowca nie rzucają się w oczy przypadkowemu przejeżdżającemu. Oczywiście zachęcają wielkie billboardy i wygrodzone na polach miejsca parkingowe, ale dopiero przejście przez magiczną bramę sprawia, że znajdujemy się w innym świecie. Bilety jak na mój gust w cenach przystępnych. Dzieci do 100 cm wzrostu wchodzą za darmo więc udało nam się załapać na bilet rodzinny trzyosobowy. Za radą znajomych, na samym początku udaliśmy się coś zjeść, bo wiem z doświadczenia, że moje dzieci zawsze głodnieją w najmniej oczekiwanym momencie, a od śniadania minęło już sporo czasu. Na szczęście, pierwsze co nam się rzuciło w oczy po wejściu to właśnie restauracje... oprócz przesympatycznego stwora siedzącego i przysypiającego na ławce. Wybór potraw spory, napoje wszelakie, miła obsługa i nawet moje niejadki najadły się za stado żarłoków. My zresztą też. Mogliśmy przystąpić do podróży.



Cały teren nie jest jakoś strasznie wielki. Spokojnie można spacerować nie męcząc się przy tym okropnie dla młodszych dzieci polecam jednak wziąć wózek lub wypożyczyć specjalne jeździdło, w którym można ciągać całą wałówkę. Jest wiele miejsc na odpoczynek, warto wziąć kocyk, można urządzić sobie piknik lub nawet grilla. A jeśli nie chcemy robić nic na własną rękę, można przysiąść w miłej atmosferze przy kawce, koktajlu lub na lodach. Niczego nie powinno nam zbraknąć. Ale mimo to, mamy też sporo przestrzeni, atrakcje nie są poupychane jedna na drugiej, nie ma się wrażenia ścisku. Nie wiem, jak jest w osławione weekendy, bo my specjalnie wybraliśmy się na tygodniu, ale dla nas było w sam raz. Odpowiednio dużo ludzi by nie było smutno, ale bez okropnego natłoku i kolejek do wszystkiego.



A co można zobaczyć w Magicznych Ogrodach, z czego skorzystać, gdzie się wybawić?
Wszędzie. Są zamki do wspinania, zjeżdżalnie, różne stwory, kolejka, sadzawka, po której można pływać tratwami, plaża, zamek krasnoludów, Mordole, dmuchane konstrukcje i wiele, wiele innych (na część mogłam nie zwrócić uwagi z racji mniejszych dzieci, ale jest tego od groma). A wszystko to w cudnym, kwiecistym, pełnym zakamarków ogrodzie, po którym można spacerować bez końca i ciągle coś odkrywać.


Bez dwóch zdań, był to cudowny czas, fajnie spędzony czas, rodzinny czas... Chyba nie było momentu, że nasze dzieci się nudziły, marudziły, czy narzekały. Podobało im się chyba wszystko i na pewno chcą tam wrócić ponownie. A póki co zaopatrzyliśmy się w pamiątki (sklepik z pamiątkami jest taki, że nie ma dziecka, które by tam nie dostało oczopląsu) i wróciliśmy do domu z bardzo dobrym wrażeniem i wspaniałymi wspomnieniami.

A oto krótka fotorelacja... Zapraszam!!!
Już na samym początku wita nas przemiły skrzat. Mojego Filipa nie można było od niego odciągnąć, a jak w końcu się udało, to i tak wracał trzy razy. Inne dzieci też stały jak zaczarowane, a Zosia na koniec zażyczyła sobie kubeczek z "Dziadem"...
Potem spotykamy Mordole, które są niekwestionowanymi władcami tej krainy i które potem spotykamy raz jeszcze w ich grocie. 



Spacerując natykamy się na wiele atrakcji, przyjaznych istotek, wielkich roślinek. Dzieci głupieją z radości i zapoznają się ze wszystkimi po kolei. Włażą na nie, zaczepiają, dojeżdżają, zagadują... Jedne są przyjazne, inne tajemnicze, a inne powodują, że Zosia odwraca się i mówi: "to, beee", co oznacza, że mamy sobie jak najprędzej pójść.






Szaleństw jest wiele. I dla młodszych, i dla starszych. Ja z racji moich bobasów opowiadam Wam o tych przeznaczonych dla młodszych dzieci, ale nawet te trochę starsze będą zadowolone, jak pozjeżdżają na zjeżdżalniach czy przejadą się kolejką po krainie Bulwiaków (ja do tej pory żałuję, że wysłałam Filipa z Tatą, a z Zosią zostałam na peronie... chyba będę musiała to nadrobić). Nie mniej jednak, po tych wszystkich wrażeniach każdemu przyda się chwilka oddechu, nabrania sił i odpoczynku. A miejsc do tego przeznaczonych jest od groma...
Od kawiarni i barków z przepysznym frappe i lodami...


... po rozmieszczone po całym parku wygodne i oryginalne miejsca do polegiwania...



A jak już wypoczniemy, najemy się, napijemy, podelektujemy się pięknymi widokami możemy wracać do dalszej zabawy. Bilet wstępu upoważnia do korzystania ze wszelkich atrakcji przez cały dzień więc żal za wcześnie opuszczać to magiczne miejsce. A zadowolenie dzieci gwarantowane...




Myślę, że zachęciłam Was do odwiedzenia tego miejsca. My wybawiliśmy się za wszystkie czasy, wrażenia niesamowite, intensywnie i miło spędzony czas. Piękne miejsce, bajeczne przeżycia, super... Komuś, kto wymyślił taki park należy się zdecydowanie nagroda. A jeśli jeszcze Wam mało, to zapraszam na filmik TUTAJ z przejażdżki Filipa przez krainę Bulwiaków...

PS. A będąc w okolicy grzech nie odwiedzić zamku w Janowcu z przyległościami i pięknymi widokami na dolinę Wisły. 

1 komentarz:

  1. Niesamowite miejsce! W połowie sierpnia wybieramy się na Lubelszczyznę i z chęcią odwiedzimy Magiczne Ogrody :) Fajnie, że o tym napisałaś! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń