piątek, 6 października 2017

Boskie Matki... i nie tylko... czyli o zdrowiu słów kilka...

6 października to od dwóch lat Dzień Boskich Matek. Określenie to przyjęło się w odniesieniu do kobiet, którym w okresie ciąży zdiagnozowano raka i, którym przyszło mierzyć się z chorobą w tym jakże ważnym dla każdej z nas okresie. Temat i program z tym związany zapoczątkowała Fundacja Rak'n'Roll i już od lat wspiera kobiety zmagające się z tym problemem. Zapewnia im pomoc onkologiczną, położniczo-ginekologiczną, ale i bardzo ważną, a czasem i najważniejszą pomoc psychologiczną. Jednym z głównych założeń fundacji, poza wsparciem w każdym jego aspekcie, jest szerzenie wiedzy na temat możliwości leczenia onkologicznego z jednoczesnym prowadzeniem ciąży... Czyli na ludzki... Nie każda kobieta, która w ciąży dowie się, że choruje na raka, musi tą ciążę usunąć i na odwrót, nie każda kobieta chora na raka, która zajdzie w ciąże musi przerwać leczenie, by tą ciążę donosić szczęśliwie do końca. Obie te sprawy można spróbować pogodzić i tutaj właśnie wielką robotę robi fundacja, kierując takie kobiety, ale i ich rodziny, do odpowiednich lekarzy, uświadamia, zapewnia pomoc psychologiczną i poradę. 

Boskie Matki to te, które mimo dochodzących do nich ze wszystkich stron rad, że żeby wyzdrowieć, muszą usunąć ciążę, decydują się o nią walczyć, decydują się podjąć własną, niejednokrotnie bardzo trudną decyzję i zrobić wszystko, by urodzić dziecko. Ryzyko jest zawsze, ale jest też ogromna szansa. Szansa na to, że urodzą zdrowe dziecko, że zobaczą jak rośnie, jak się rozwija, jak idzie do szkoły, na studia, do pracy... To kobiety, które od samego początku wiedzą, że ta decyzja, to jedyna jaką mogły podjąć, i choć czasem spotykają się z powątpiewaniem, to walczą o siebie i swoją rodzinę.


Zbiegiem okoliczności Dzień Boskich Matek następuje dzień po rocznicy śmierci Ani Przybylskiej. Śmierci, którą ja osobiście bardzo przeżyłam jako matka. Śmierci mamy trójki dzieci, która zbyt szybko opuściła swoją rodzinę, którą ciężka choroba zabrała dzieciom i pozbawiła ich ciepła i opieki jakie im dawała. Matki, która do samego końca rodzinę i dzieci uważała za najważniejsze. 
Ja wiem, że takich matek jest wiele, że ta śmierć dotknęła osoby znanej, medialnej i dlatego się o niej mówi, sama straciłam mamę, gdy miałam 27 lat, co uważam za zbyt wcześnie i mimo, że miałam świadomość co następuję, nie byłam na to gotowa i do tej pory nie jestem w stanie się z tym pogodzić. I w tym właśnie dniu mam takie swoje przemyślenia, na temat wszystkich matek, ich zdrowia, dbania o nie i odchodzenia. Bo owszem, Boskie Matki, to Boskie Matki, ale przecież choroba każdej matki jest dla niej i dla jej rodziny ogromnym dramatem, Bo to właśnie matki niejednokrotnie scalają rodzinę, trzymają ją w kupie, dbają, kochają, wspierają. Matka dla dziecka, nie tylko tego najmniejszego, jest całym światem. Gdy przychodzi choroba, niejednokrotnie ją bagatelizują, nie chcą martwić, zawracać głowy, mają inne zmartwienia, dzieci są małe, nie można im zabierać dzieciństwa, nie raz nie chodzą do lekarzy, bo lepiej nie wiedzieć, tak jest przecież bezpieczniej. Matka, która tak bardzo boi się, że gdy na dwa dni pójdzie do szpitala się porządnie przebadać, jej rodzina sobie nie poradzi, ryzykuje tym samym to, że jeśli wcześnie czegoś nie zrobi, może jej zabraknąć na zawsze. Matka, która nie poświęci przedpołudnia na pójście do lekarza, bo przecież ktoś musi dzieciom ugotować obiad, żeby miały, świeży gdy wrócą ze szkoły, nie zdaje sobie sprawy z tego, że gdy podupadnie na zdrowiu to może już nie być tylko jeden obiad nie ugotowany na czas. Czasami łatwo przegapić ten czas, łatwo pójść o krok za daleko, łatwo przegrać z losem. Ja wiem, że nikt nie ma przyjemności myśleć, że może go zabraknąć, ale czasem takie przypomnienie jest potrzebne.

Drogie Mamy, ja wiem, że nie jest łatwo, wiem, że ciężko jest chorować, gdy mamy pod opieką dzieci, wiem, że wszystko zawsze jest ważniejsze od nas, wiem, że jednokrotnie przyzwyczajony do tego, że jesteśmy "niezniszczalne" mąż nie zwraca na nasze problemy uwagi. Zawsze jest tyle ważniejszych spraw, tyle obowiązków, o tylu rzeczach musimy myśleć. Czasem przed nami samymi ciężko się nam przyznać, że coś nam jest, za bardzo się boimy, że jeśli coś powiemy na głos, to "zajudzimy". Piętnaście razy wspominamy, że coś nam dolega, a nikt nie zwraca na to uwagi więc i my przestajemy się tym przejmować. Leczymy się domowymi sposobami, po cichu, po kryjomu i tak ciągniemy dzień po dniu... Wiecie dlaczego tak dużo kobiet w ciąży dowiaduje się o swojej chorobie? Bo wtedy są zmuszone zrobić badania, pójść do lekarza i zwyczajnie przez przypadek coś może wyjść. Wcześniej nawet by im do głowy nie przyszło się przebadać. A przecież dbamy o dzieci, niepokoi nas każdy katarek, zwracamy uwagę na najmniejszą zmianę nastroju, umieramy z niepokoju, gdy tylko jest coś nie tak. To my, mamy, jako pierwsze zauważamy chorobę naszych pociech, to my wstajemy w nocy, przytulamy, podajemy leki. A teraz pomyślmy... Co by było, gdyby nas zabrakło? Kto by nas zastąpił? Kto by utulił w bólu i chorobie, kto otarłby łzy, był zawsze, gdy jesteśmy potrzebne?

Kochane Mamy... Dla naszych dzieci my wszystkie jesteśmy boskie. Jeśli chcemy dla nich jak najlepiej, jeśli chcemy o nie jak najdłużej dbać, to dbajmy też o siebie. Myślmy o sobie, o swoim zdrowiu, badajmy się, odwiedzajmy lekarzy, interesujmy się i nie bójmy się... Wczesna diagnoza, nawet ta najbardziej niepokojąca, daje nam duże szanse, a przemilczenie tematu nie powoduje, że on zniknie. I nie dotyczy to tylko chorób onkologicznych, choć dzisiejszego dnia one właśnie stają się przyczynkiem do rozmowy, ale wszelkich dolegliwości jakie mogą nas dotknąć. Myślmy o sobie, bo jak my tego nie zrobimy, to nikt tego nie zrobi...