wtorek, 15 października 2019

Gdy odchodzi kot... czyli jak pomóc dziecku pogodzić się ze stratą przyjaciela.

Wychowałam się w domu, w którym zawsze były zwierzęta. Zawsze też gdzieś z tyłu głowy wiedziałam, że w moim domu też będą milusińscy. Co prawda przypuszczałam, że jeśli już to będzie stado psów, ale los jest przewrotny i około 18 lat temu postawił pod moją furtką małego kociaka. Kociaka, który był ze mną przez niemal połowę mojego życia. Był przed Mężem, był zanim pojawiły się dzieci, przeżył wzloty i upadki aż w końcu i ona, nasza Bestia, wybrała się na tamtą stronę. 
Niby przyszedł na nią czas, niby trochę nam ulżyło, ale pojawił się dylemat, jak poukładać to wszystko w główkach swoich, dzieci i kota, który został sam...


Nie ma dobrego sposobu na poradzenie sobie z rozstaniem z ukochanym zwierzakiem. Każdy kto traktuje kota lub psa jak członka rodziny, nie może się pogodzić z jego odejściem. Nie ma dobrego sposobu, żeby przekazać takie wieści dzieciom zwłaszcza, że sami przeżywamy stratę przyjaciela i targają nami różne emocje. Ja nie chciałam płakać przy dzieciach, nie chciałam robić z tej śmierci tragedii, choć w głębi serca do tej pory nie mogę się pogodzić z tym, co się stało i jak się stało. Miałam w planie powiedzieć im od razu, jednak pewne okoliczności i zbyt duża "publiczność" odebrały mi śmiałość i temat się rozciągnął w czasie.

Bestia odeszła, gdy nas nie było w domu. To była pierwsza noc "na nowym". Już z dziećmi, ale jeszcze bez kotów. Na drugi dzień mieliśmy je zabrać do siebie. Choć wiedzieliśmy, że kocica jest już mocno "zmęczona", że nie ma już zbyt wiele czasu, mieliśmy nadzieję, że i ona doczeka naszej przeprowadzki. Nie doczekała, znaleźliśmy ją "śpiącą" z Jóckiem czuwającym przy przyjaciółce. Widok tak rozdzierający serce, że do dziś mam łzy w oczach, jak sobie to przypomnę. Trzeba było wytłumaczyć dzieciom, dlaczego wróciliśmy tylko z jednym, w dodatku mocno zestresowanym kotem. Ale one nie pytały, miały inne zajęcia, a ja nie miałam odwagi ich od nich odrywać, żeby przekazać im smutne wieści. Dopiero po kilku dniach Filip zapytał czy jeszcze kiedyś będziemy mogli odwiedzić Bestię... W naszym starym mieszkaniu mieszka teraz student weterynarii i dziecko wbiło sobie do główki, że skoro Bestia jest chora, to została tam, bo ma lepszą opiekę... Rozczuliło mnie to myślenie bardzo, aż musiałam złapać oddech, przytulić syna i powiedzieć mu prawdę.

Bo podstawową zasadą przy takich rozmowach to właśnie prawda. Nie należy kłamać, wymyślać dziwnych historii, obiecywać, że kiedyś się zobaczymy. Ja wyjaśniłam spokojnie i najprościej jak się da, że Bestia przeżyła z nami bardzo dużo lat, że była szczęśliwa, że będziemy za nią tęsknić, ale przyszedł jej czas i tam gdzieś, w kociej krainie (dzieci oglądały ze mną taką bajkę, gdzie była taka kraina szczęśliwości kotów i mocno wierzą, że właśnie tam trafiają kotki po śmierci) jest jej lepiej. Opowiedziała, że zawsze pozostanie w naszej pamięci i że będą to same dobre wspomnienia. Nie płakałam, ale też nie kryłam swoich emocji. 

Dzieci na takie wiadomości reagują różnie. Zosia wzruszyła ramionami i od tamtej pory nawet o Bestii nie wspomniała w kontekście jej straty, ale Filip do dziś ma szklane oczy, gdy sobie przypomni, że jej nie ma. Trzeba te reakcje zrozumieć, podchodzić do nich z cierpliwością i wyrozumiałością, w końcu ten kot był z nimi od zawsze. Wiele takich reakcji jest zaczątkiem do poważnej rozmowy. Rozmawiamy o przemijaniu, Filip przeżywa niesprawiedliwość odchodzenia, dyskutujemy o roli zwierzątek w naszym życiu i o tym, że one też czują, są członkami rodziny, że też mamy prawo przeżywać ich śmierć. Przypominam im, że jest jeszcze nasz drugi kotek, że on też potrzebuje uczucia i opieki. Po takich rozmowach, łzy w oczach zastępuje uśmiech na wspomnienie tych wszystkich chwil spędzonych razem.

Bardzo często w takim przypadku (wiem to z własnego dzieciństwa), zaraz po odejściu ulubieńca dzieci, rodzice chcą sprawić im "zastępstwo". Przyznam szczerze, że i mi przeszła przez głowę taka myśl, ale mój mądry syn bardzo szybko mnie naprostował i wyjaśnił mi, że Bestii nie jest w stanie nikt zastąpić. Że Bestia to Bestia, ona była jedna jedyna w swoim rodzaju. Że on owszem, chce mieć jeszcze jakieś zwierzę, ale to nie sprawi, że o Bestii zapomni. Bestia była jego przyjaciółką i on ją będzie kochał zawsze...
Dlatego myślimy o jakimś kotku, ale bardziej jako towarzyszu dla biednego, osieroconego Jócka, który też na swój koci sposób przeżywa tą stratę.


Wielu dzieciom pomaga uczczenie jakoś pamięci zwierzaka. Moje dzieci już ulepiły Bestię z plasteliny, rysują i malują jej portrety, a Filip kupił sobie maskotkę kotka, którą nazwał Bestia i mówi, że to na pamiątkę, jako znak, że on tęskni... Ale wspominają nie tylko kocicę, ale i kota Kebaba, który zachorował i odszedł, jak Zosi jeszcze nie było na świecie, a Fifi miał 1,5 roku. Nie zabraniam im tego, bo wiem, że jest im to potrzebne, muszą zapełnić sobie jakoś tą pustkę jaka powstała. Mamy to szczęście w nieszczęściu, że w nowym domu nic się dzieciom z Bestią nie kojarzy, ale gdy tylko przypomną sobie stare mieszkanie, od razu przed oczami staje im ich kocica.


Niestety, posiadając w domu zwierzaka, trzeba się liczyć z tym, że prędzej czy później nam go zabraknie. Nie mniej jednak, ja nie wyobrażam sobie, że w domu zwierzaka nie ma. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że zwierzęta są niesamowitym "wspomagaczem" rozwoju dzieci. Nie tylko fizycznego, ale przede wszystkim emocjonalnego. Poczucie odpowiedzialności za pupila, opieka, miłość jaką go obdarzają, troska, wspólna zabawa, a w końcu tęsknota po stracie. To wszystko rozwija empatię, buduje nastawienie dziecka do świata, ale i scala rodzinne relacje. Ja jestem niesamowicie dumna z moich dzieci i ich podejścia do naszych kotów (i Jócka, i Bestii, i tych obecnych, wiejskich łazęgów). I choć pęka mi serce, jak patrzę na tęsknotę jaką przeżywają w tej chwili, to nie oddałabym tych wspólnych lat na nic na świecie. A pomyśleć, że gdy miał urodzić się Filip rodzina sugerowała mi pozbycie się kotów...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz