wtorek, 22 października 2019

Jak co roku o tej porze... czyli Halloween ;)

Jak co roku o tej porze za oknem coraz wcześniej zapada zmrok, popołudnia i wieczory stają się mega długie, a dni jeszcze słoneczne, niedługo zamienią się w pluchę, szarówkę i siąpidło. Jesień daje o sobie znać także przez zbliżające się Święta, znicze w każdym markecie i wzmożony ruch na cmentarzach, które w inną porę roku nie są tak ochoczo odwiedzane. Jak co roku o tej porze zaczyna się przepychanka o Halloween i Wszystkich Świętych, o zabawę i zadumę nad tymi co odeszli...


Przyznam szczerze, że nie do końca rozumiem tą całą nagonkę na Halloween. Po pierwsze, nie wypada przecież tego samego dnia co Wszystkich Świętych, a już tym bardziej nie tego samego dnia co Zaduszki. Nie rozumiem jak dobra zabawa dzieciaków miałaby przeszkadzać w obchodzeniu tych świąt czy tym bardziej w pamięci o zmarłych. Czy dzieci "świętują" w Halloween, czy "obchodzą" Halloween??? Nie, one się dobrze bawią, mają okazję się pośmiać, przebrać, potańczyć, przyozdobić dom czy pokój. Co w tym złego??

Czytam, że to niebezpieczne... Że okultyzm, wywoływanie złego, przywoływanie duchów... I piszą to katolicy... Nie, to nie są żadne gusła, to jest zabawa... A Andrzejki z wróżbami już nikomu nie przeszkadzają???
Czytam, że tradycja zaczerpnięta z innych kultur... A co w naszej kulturze jest tylko nasze??? Może choinka???
Czytam, że głupota... No może i dla dorosłych to głupoty, ale wiele zabaw nie ma zbyt dobrego, racjonalnego uzasadnienie, a jednak się je urządza...
Że zaburza wyobrażenie o zmarłych, zakłóca pamięć o nich... Nie wiem, jak wy, ale ja sobie nie wyobrażam moich bliskich, którzy odeszli jako potwory, zombie czy latające prześcieradła... ani tym bardziej jako Elsę z Krainy Lodu, za którą chce się przebrać moja córka na imprezę z okazji Halloween...
Czytam wiele różnych argumentów... Internet zaniósł mnie nawet na stronę jakiegoś zakonu, gdzie przekonywano, że Halloween to wykorzystywanie dyń... także mi ciężko bez uśmiechu czytać zarzuty pod adresem Halloween i także trochę swoim, bo...

...bo my lubimy Halloween... Bawimy się w ten dzień dobrze, wycinamy dynię, przygaszamy światło, robimy klimat. W tym roku wyjątkowo na te dni wyjeżdżamy pobawić się w większym gronie, wśród innych dzieci, w miłym miejscu. Nie zmienia to faktu, że na cmentarz pójdziemy. Może nie dokładnie 1 czy 2 listopada jak nakazuje nasza polska tradycja, ale na pewno i przed wyjazdem i po powrocie. Nie zmienia to faktu, że o zmarłych pamiętamy zawsze. I nie tylko ja, ale i moje dzieci, które nie miały okazji ich poznać, ale za to usłyszały nie jedno moje wspomnienie, nie jedną opowieść. Halloween to jeden dzień dobrej zabawy, która nikomu nie czyni krzywdy. A że dzieciaki ( i nie tylko) lubią się bać, to wiadomo nie od dziś.

Nie widzę nic złego w Halloween, tak samo jak absolutnie nie przeszkadzają mi Walentynki, obchodzenie dnia Św. Patryka, czarny piątek choć nie mamy Święta Dziękczynienia i wiele innych mniej lub znanych tradycji zaczerpniętych z innych krajów. Zwróćcie uwagę jak entuzjastycznie zostało u nas przyjęte Święto Holi... Całe rodziny obsypują się kolorowym proszkiem i nikt nie krzyczy, że to inna kultura, że zło i niedobro...
Ale za to wkurza mnie, gdy podnosi się kwestię Bożego Narodzenia czy Wielkiejnocy obchodzonych przez ludzi niewierzących lub wyznawców innej religii. Ale to temat na inną dyskusję...

Dodam tylko na koniec, że ja od dobrych kilku albo kilkunastu lat nie oglądam horrorów. Przełączam nawet zwiastuny. Ja nie lubię się bać, a strachliwa jestem więc omijam tematy związane ze strachem. Halloween nie kojarzy mi się z czymś strasznym, nie kojarzy mi się z czymś potwornym. Dzieciom pewnie troszkę tak, ale na zasadzie zabawy, nie ideologii czy głęboko zakorzenionej wiary w te potwory. Ja w podstawówce wywoływałam z koleżankami ducha Henryka Sienkiewicza i po powrocie do domu bałam się Krzyżaków stojących na półce, a teraz wspominam to z rozbawieniem. Opowiadaliśmy sobie straszne historie, gdy byliśmy sami w domu, a w tajemnicy przed rodzicami oglądaliśmy Z archiwum X... I nie, te "doświadczenia", te zabawy nie zniszczyły mojej psychiki, a dużo bardziej w głowie napsuły mi japońskie horrory niż przebieranki i straszanki z dzieciństwa.

PS. Ja nie straszę dzieci, nie opowiadam im strasznych historii, bo wiem, jak bardzo ja potrafiłam się czegoś bać nawet, gdy byłam już dorosłą kobietą. Raczej tłumaczę, uspokajam lęki i przekonuję, że to wszystko to tylko bajki... Ale raz coś mnie podkusiło i chciałam Zośkę postraszyć duchem...
- Ale, mamo... Co ty opowiadasz... Przecież duchy nie istnieją, sama tak mówiłaś - odwróciła się jak gdyby nigdy nic i poszła spać...

Także tego...

Stara prosta zasada... Żyj i daj żyć innym... Tyczy się także Halloween ;)

PS2. A ja uwielbiam Halloween za dynie... Za pomarańczowy kolor, za liście, za ogień na świecach... Za klimat... Mi Halloween kojarzy się z klimatem jesiennym, nie z potworami i okropnościami. I tak się bawimy w ten dzień... Dyniowo, klimatycznie i z wielkim szczerbatym uśmiechem ;)

1 komentarz:

  1. W Haloween była obowiązkowo wydrążona dynia ze świeczkami i przebierańce dzieci :)

    OdpowiedzUsuń