poniedziałek, 3 listopada 2014

I nagle BAM!!!

Każdemu chyba czasem przydarza się taki dzień, jak mi dzisiaj. Dzień z tych leniwych i niezapowiadających tragedii. Spokojny, bez większych obowiązków, odpowiedni na pogadanie ze znajomymi z sieci, zebranie warzywek na wirtualnej farmie. Biegnie sobie taki dzień spokojnie na sprawach zwykłych. Skarpetki podobierane w pary, porządek w łazience zrobiony, poukładane klocuszki z synkiem, troszkę przytulania, troszkę marudzenie, bo bez tego się przecież nie obędzie. Nudno, ale i przyjemnie.
Aż do czasu.
Obiadek zjedzony, rolety w pokoju dziecia przysłonięte, teraz czekać tylko, kiedy małego pokona senność. Szybko to pewnie nie nadejdzie, bo rano pospał zdrowo, ale już bliżej niż dalej. Wałkoni się cicho w swoim pokoju, układa przytulanki do snu i nagle BAM!!!
Dziki skowyt z pokoju, mój sprint przez korytarz i co zastaję? Palec wepchnięty w zawias w szafie. Matko i córko, a tak stajemy na głowie, by w domu było bezpiecznie, zwłaszcza w jego pokoju, a tu taki numer. Paznokieć siny, palec siny i spuchnięty, boję się, że rozcięty, ale na szczęście nie. Telefon do męża, wracaj szybko, bo nie wiem co robić. Już za chwilę kolejny, bo przecież po co ma pędzić na złamanie karku, jak i tak teraz nic nie poradzi. Palec nie puchnie dalej, tylko ten przeraźliwy szloch dziecka. Siedzę, tulę, dmucham na paluszek, sama płaczę, co na pewno nie pomaga małemu się uspokoić, ale co zrobić. Po godzinie w końcu zasypia, ale ja jestem cała roztrzęsiona. Dzień już nie będzie taki, jak się zapowiadał. Chce mi się tylko płakać. 
Próbuję się uspokoić, ale nie jest łatwo. Na rodzinę zawsze można liczyć, wiedzą kiedy zadzwonić ze swoimi mądrościami. To się chyba już nigdy nie zmieni. Nieważne. Humor już i tak wisielczy. 
Dziecko śpi, ja czekam na męża, próbuję się wyciszyć, bo takie nerwy nie są wskazane w moim stanie i nagle zdarza się coś miłego. Dzwoni mój lekarz, bo usłyszał, że małemu się coś stało i chce mi doradzić co mam w tej sytuacji zrobić. Zdziwienie? Wyjaśnienie jest proste. Mąż jak usłyszał o tym co się stało, zadzwonił do pani doktor naszego syna, a że pani doktor i pan doktor to małżeństwo, to dotarło i do niego. No i dostałam fachową poradę i nakaz nie denerwowania się. A ja już przestawałam wierzyć w ludzi. To jest niesamowite, że jeszcze można takich spotkać. Zupełnie niespodziewanie, w momencie, kiedy chce się tylko siąść i ryczeć. W sumie co go obchodzi palec mojego syna? Tak bez proszenia i opłaty za poradę. Dziwne. Biorąc pod uwagę, że na własną rodzinę raczej liczyć nie możemy więc tym bardziej nie spodziewałam się troski ze strony innych. Jestem w szoku Kochani, ogromnym szoku. Idę się napić herbaty i dojść do siebie.
Miłego popołudnia!!!

17 komentarzy:

  1. To naprawdę miło z jego strony :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale zrobił Ci niespodziankę :)
    Ja zawsze szybko robię okład z zimnej wody wtedy opuchlizna szybko znika i ładnie się goi...i powiem Ci że nawet staremu się zdarza taki wypadek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem. Mój małżonek, godzinę po wypadku Filipa, przyciął sobie palucha w drzwiach garażowych;)

      Usuń
  3. Całe szczęście, że nic poważnego się nie stało i skończyło się na nerwach i płaczu. Choćbyśmy na głowie stawali wszystkiego nie przewidzimy i wypadki się przytrafią.
    A lekarz... pełna profeska. Miło z jego strony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lekarz mnie zaskoczył bardzo.
      A z dziećmi chyba wypadki są nieuniknione. Miejmy nadzieję tylko, że będzie ich jak najmniej i będą niegroźne.

      Usuń
  4. Mam nadzieję, że paluszek już lepiej.
    I tak, częściej można się dobrego słowa spodziewać po obcych, niż po rodzinie- niestety, a może stety, bo dzięki temu wiara w ludzi i w dobro ciągle trwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie obyło się bez wizyty u lekarza. Opuchlizny brak, tylko siny cały paznokieć i opuszek. Czekamy do rana i się zobaczy.
      A co do wsparcia, to ostatnio rzeczywiście bardziej mogę liczyć na obcych niż na własną rodzinę. Smutne to, ale prawdziwe.

      Usuń
  5. O raju, ale przeżycia, nie zazdroszczę. Na szczęście, nie skończyło się niczym złym. Telefon lekarza - na pewno fantastyczna sprawa, mogę się tylko domyślać jak miła :)) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie na pewno ten telefon uspokoił;) A naprawdę miło mi się zrobiło, że ktoś się o nas troszczy nie tylko na wizytach;) Pozdrawiam!!!

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. No nie zawsze, ale staram się doceniać tych, na których trafiam;)

      Usuń
  7. Miło, że tacy uprzejmi ludzie poradzą sami z siebie i wesprą :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejku, u nas było ostatnio podobnie. Teściowa weszła do piwnicy na dole a Kaja wsadziła palce w drzwi od strony zawiasów, teściowa wychodziła, otworzyła drzwi i...
    Na szczęście nic się nie stało. W pierwszej kolejności sprawdziłam, czy rusza palcami. Złamanymi by nie ruszyła. Na szczęście skończyło się na bólu, strachu i płaczu. Jak dobrze, że lekarz zadzwonił i trochę złagodził Twoje nerwy, bo teraz nie możesz się denerwować. Jeszcze tyle takich wypadków przed nami mamami. Na to nie da się przygotować.

    OdpowiedzUsuń
  9. Biedaczek mały... na szczęście nic się nie stało. A postawa lekarza! Niesamowita! :) Dobrze mieć takich ludzi wokół siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Biedactwo. Prawda jest taka, że chociażbyś pilnowała ciągle, to nie upilnujesz. Ja płakałam ostatnio z Hanią, kiedy ta upadła na podłogę- niby normalnie, bo rączkami się oparła, ale zahaczyła głową o nogę stołu... takiego guza miała, że wyglądała jak jednorożec. A co do lekarza, to miło, że są na tym świecie tacy uprzejmi ludzie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jejku, Wy to macie przygody :)
    Dobrze, że skończyło sie na płaczu.

    OdpowiedzUsuń