piątek, 20 listopada 2015

Jak spokojnie i bez nerwów spakować się na rodzinny wyjazd...

Wyjazd z małymi dziećmi to nie lada wyzwanie. Planowanie, zbieranie, pakowanie,w końcu załadowanie wszystkiego i wszystkich do samochodu i podróż. Niektórzy bezdzietni nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak wielki jest to wysiłek i jak wielkich umiejętności wymaga. Ale da się i nawet może pójść sprawnie, ale jak wszystko wymaga wprawy, a żeby mieć wprawę, trzeba ćwiczyć. Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć.

My ćwiczenia rozpoczęliśmy dość późno, bo jak Fifi miał 14 miesięcy, bo wcześniej wszyscy z naszego otoczenia wbijali nam do głowy, że z dziećmi się nie da, a przede wszystkim nie powinno się podróżować.  Jako że już byłam w ciąży z Zofią, łezka mi się w oku zakręciła i żal mi się strasznie zrobiło, bo z dwójką to już przecież nigdy i nigdzie, przełamałam strach i wyciągnęłam chłopa na te wymarzone rodzinne wakacje. Co do pakowania, to mieliśmy zadanie ułatwione i utrudnione, bo podróżowaliśmy samolotem więc trzeba było się ograniczać. Łatwiej, bo trzeba było się wepchnąć w dwie walizy i jakoś ograniczyć niepotrzebne tobołki więc od razu trening w umiejętności logicznego wybierania co jest potrzebne, a bez czego się obędziemy. Ale trudniej, bo tutaj dziecko, potrzebuje wiele, tutaj ja w ciąży, tam ciepłe kraje, atrakcje, nie wiadomo co się przyda, no i znów decyzje, z czego zrezygnować. Wszystko to, dopakowywanie, odpakowywanie, dokładanie, odejmowanie, wszystko to jeszcze z małym dzieckiem jako pomocnikiem, wprowadza chaos, zamieszanie, zdenerwowanie i niesamowity bałagan, z którym przychodzi nam się zmierzyć, gdy po upragnionym urlopie wracamy do domu.


Gdy podróżujemy własnym samochodem, zwłaszcza większym, rodzinnym, mamy zadanie ułatwione, bo można wziąć więcej. Kończy się to jednak zazwyczaj zabraniem ze sobą całego mieszkania, załadowaniem samochodu aż po sufit, podróżą jak tabor cygański, a na końcu zawaleniem pokoju hotelowego całą masą niepotrzebnych toreb. Nie obywa się oczywiście bez tego, o czym pisałam wcześniej to znaczy bez nerwów, chaosu i wszechogarniającego bajzlu. Pamiętam to ze swojego dzieciństwa, gdy wyjeżdżałyśmy z mamą nad jezioro i odnotowuję to przy każdym naszym teraźniejszym wyjeździe. Ja ładuję w walizy, dzieci się szwendają i rozwlekają wszystko co się da, a M. marudzi, że dużo, żeby na koniec dowalić jeszcze swoje trzy siaty i nakładkę na kibelek, bo przecież "na plecach tego nie nosimy", ale i tak idzie nam coraz lepiej i obserwuję poprawę.

A co trzeba zrobić, żeby pakowanie w asyście dwójki dzieci i marudnego męża obyło się bez spięć, nerwów, czegoś zapominania i tobołów miliona zabrania?

Po pierwsze, zacznijmy odpowiednio wcześniej. Jak chcemy uniknąć wkurzania się, zadbajmy również o męża. Mój ostatnio, dzień przed wyjazdem, o godzinie 20.30, przypomniał sobie, że nie ma kąpielówek, bo zgubił. Super, tu trzeba się pakować, a on się wybiera na zakupy. To samo ze sprzątnięciem, umyciem przede wszystkim zatankowaniem samochodu. Według M. najlepiej zrobić to już po drodze. To błąd. Lepiej wcześniej. Zaplanujmy, zapiszmy, pokupujmy, pogrupujmy, poukładajmy na kupki, jeśli mamy taką możliwość, poza zasięgiem dzieci. Potem tylko hyc w walizki i torby, doładować ostatki i gotowe.

Po drugie, dowiedzmy się co jest na miejscu, z czego możemy zrezygnować, jakie jest menu, jakie udogodnienia dla dzieci i dla was. Po co targać ze sobą coś, co można wypożyczyć lub dostać na miejscu. Ja zawsze mam problem z ręcznikami, bo nigdy nie wiem czy są, ale przecież wystarczy zadzwonić i się dowiedzieć. To samo ze szlafrokami czy wyżej wspomnianymi nakładkami na kibelek dla dzieci. No i jedzenie dla dzieci. Targam ze sobą całe sklepy, jakbym na miejscu nie mogła kupić. No cóż, nad tym jeszcze muszę popracować.

Trzecie, nie bierzmy za dużo. Po co nam na trzy dni 5 koszulek? Nawet jak coś się stanie, to przecież można przeprać. Kilka par spodni, eleganckie sukienki,kosmetyczka pełna drogich perfum, cuda wianki. Jasne, potrzebne to na weekend z dziećmi jak cholera. Dwie walizki i torba bagażu podręcznego zdecydowanie wystarczy przecież w bagażnik musi wejść jeszcze wózek. Łatwiej i przyjemniej będzie się wam wychodziło z domu.

Czwarte, przygotujmy sobie wszystko na wyjście. Ciuchy dla siebie i dzieci, kosmetyki, których używamy, jedzonko. Rano wstajemy, ubieramy się, jemy, malujemy, dopakowujemy co zostało i wychodzimy. Szybko i sprawnie, bo ociąganie i guzdranie generuje nerwowość.

Po piąte, postarajmy się zostawić po sobie porządek. Wiem, że nie jest łatwo, ale naprawdę wiele fajniej się wychodzi ogarniając wzrokiem swoje mieszkanie w stanie nadającym się na używanie, a nie jak po przejściu tornada. I o wiele fajniej się do tego mieszkania wraca, które wygląda jak prosto od dewelopera (http://apm-development.com.pl/). My mamy tyle fajnie, że mamy dziewczynę, która pod naszą nieobecność karmi nam kota i jest tak kochana, że zawsze, jak zostawimy jakiś niewielki nieład, to troszkę ogarnie, ale był czas, że zostawiałam klucze osobom, które zostawiały nam jeszcze większy bajzel niż sami zostawiliśmy więc też uważajcie, kto wam się zajmuje pozostawionym zwierzyńcem czy kwiatami.

No i szóste, ostatnie i najważniejsze. Spokój, spokój, spokój. Nawet jeśli ten małżonek faktycznie lata za tymi gaciami dzień wcześniej, nawet jeśli dzieci skrupulatnie wyciągają z toreb to co ty tak pieczołowicie tam układałaś, jeśli zostaną nawet nieumyte szklanki w zlewie i piżama rzucona obok łóżka. Spokój, spokój, spokój. Banan na gębę, jedziecie przecież na wakacje, macie się dobrze bawić, a nie stresować, że za dużo bagażu czy za mało. Żeby wspomnienia były dobre i chęci na następny wyjazd ogromne. Spokój i radocha.

PS.
Nie bierzcie tego posta zbyt serio, to tylko parę moich spostrzeżeń, które mogą pomóc sprawniej i bez spinki wybrać się na wywczas z dziećmi. A wierzcie mi, moje są nad wyraz ruchliwe i chętne do pomocy więc to nie jest łatwe. Ale ja ciągle próbuję i dążę do perfekcji, bo z wyjazdów, wbrew temu, co tłukła mi do głowy rodzina, nie mam w planie rezygnować.

18 komentarzy:

  1. Oj masz racje... Najlepiej 2/3 dni wczesniej miec spakowane torby by w razie cos czegos nie zapomniec.
    www.kolorowe-usta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Madzia, mam kilka pytan.
    - Gdzie kupilas swoje cotton balls i jaka najlepiej wziac ilosc kul ?
    - Jakie masz domowe sposoby na choroby dzieciakow. Moze jakis post o tym.
    - Jaka masz kolorowanke dla doroslych ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cotton balls są od Cottonove Love i mi zdecydowanie wystarczyło 10 kul do sypialni i do dziecięcego pokoju. Ale mi mąż dorobił jeszcze wyłącznik i ściemniacz, żeby mogły się świecić, jak dzieci śpią, ale żeby nie były za jasne.
      O domowych sposobach na choroby nie czuję się w kompetencji pisać, bo moje dzieciaki prawie nie chorują. Jak coś to w ruch idzie coś na kaszelek, kropelki, wapno, witaminka C, u Filipa plasterki, a u Zosi maść na lepsze oddychanie i czasem coś na gorączkę. Tyle ;) A to też niezwykle rzadko ;)
      A co do kolorowanek, to teraz mam z wydawnictwa Amber, ale tego jest ogrom. Nawet ostatnio byłam w Empiku, to cały stolik był nimi wyłożony;)

      Usuń
    2. Dzieki za odpowiedz. Maz to zlota raczka :)

      Usuń
    3. Czy ja wiem czy złota rączka. Jak mu się chce, to zrobić coś potrafi;) Problem w tym, że rzadko mu się chce;)

      Usuń
    4. Mojemu nie dosc ze sie nie chce to jeszcze nie umie :P Wymiana zarowki to dla niego wyzwanie :D Wymieni, ale taki cyrk przy tym jakby bombe rozbrajal. Predzej ja bym zrobila cos takiego. Fajnie ze teraz na youtube jest pelno tutoriali w stylu zrob to sam.
      Nie moge sie zdecydowac na kolor. Wybor jest ogromny :)

      Usuń
    5. Faktycznie, ciężko się zdecydować, bo wszystkie ładne ;)

      Usuń
    6. Mozesz jednak napisac cos wiecej co to za plasterki i mascie ? Jakie syropy na kaszel i kropelki polecasz ?

      Usuń
    7. Właśnie jak na złość mi się dzieciaki poprzeziębiały więc, jak się wykurują to napiszę co im pomogło ;)

      Usuń
    8. Dzieki. To czekam na ten wpis. Mam nadzieje ze to nie ja wykrakalam :P U nas jest teraz katar a w planie jest szczepienie. A katar u nas od razu przechodzi w forme zapalenia :/
      Kule zakupilam. Sa swietne. Nawet maz jest zachwycony. Polecam kazdemu. Ne necie jest troche filmikow jak zrobic je samemu. Kiedys moze i ja sprobuje. Kolorowanki tez juz mam ale chyba nie mam do nich cierpliwosci. Ciagle jest cos do zrobienia w domu.

      Usuń
    9. My też musieliśmy przełożyć szczepienie, już miesiąc coś nam wypada, a strasznie nie lubię, jak mamy takie zaległości...
      Też nie raz myślałam czy się nie zabrać i samemu nie zrobić kul, ale podobnie jak ze wszystkim innym, jakoś się zebrać nie mogę;) A co do kolorowanek, to ostatnio się śmiałam z mężem, że może one i są odstresujące, ale trzeba najpierw dać im szansę;)

      Usuń
  3. Na pierwsza powazna wycieczke polecielismy do Londynu gdy synek mial niecaly rok w okolicach swiat BN. Teraz nie wiem co nam odbilo. Przyzwyczajeni do lotow z ryanairem tylko bagazem podrecznym zapakowalismy sie tylko w 2 plecaki. Jeden dla dziecka drugi dla nas i dziecka :P Najgorsze bylo to dzwiganie tych tobolow na lotnisku i teraz raczej wzielabym bagaz rejestrowany bo i tak trzeba bylo nadac wozek. Ale mialo byc o pakowaniu. Wzielam tylko rzeczy na droge : mleko w saszetkach, kilka pieluch i sloiczki na droge i banan. Reszte kupilam na miejscu w tesco tj mleko, sloiczki, chrupki, pieluchy, chusteczki w koncu tam jest cywilizacja i nawet polskie sklepy!! Nawet bodziaki i pajace FF kupilam w tesco i nie musialam prac i kilka prostych zabawek. Wiedzialam ze na miejscu jest cieplej niz w PL. Dla siebie wzielismy zestaw minimum a reszte tez kupismy na miejscu. Tak jak pisalam teraz wzielabym duza walize i zapakowalabym to do srodka ale wtedy chyba mialam jakies zacmienie przyzwyczajona do wyjazdow bez dziecka. Organizacja byla ok. Dziecko tez nie sprawialo problemow.. Teraz z duzym szkrabem byloby ciezej. Ale mamy co wspominac :) bo najgorsze to siedziec na d... i narzekac ze dziecko ogranicza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, trzeba się ruszać, a nie marudzić potem, że przez dziecko się nic nie widziało;)
      A ja nasze wspólne, rodzinne wakacje też wspominam dobrze, ale przeprawa lotniskowa z tobołkami i dzieckiem, do tego opóźniony samolot... trochę męcząca;) No i słoiczki, kaszki, ubranka... Niby to malutka, grecka wyspa była, ale wynajęliśmy samochód i wszystko można było znaleźć;)

      Usuń
  4. cd. a na wakacje pojechalismy juz w polskie gory i wtedy zapakowalismy auto po tylna szybe a na miejscu byla biedronka, lidl i tesco express i wszystko mozna bylo dostac od reki a my jak cyganie wrocilismy z polowa tobolow bo przeciez zarcie dla wszystkich bylo w hotelu takze soczki, chrupki, biszkopciki mialy wycieczke. Nastepnym razem potraktuje taki wyjazd jak oboz przetrwania. Nie wezme nic i pewnie okaze sie ze i tak za duzo spakowalam.
    Zawsze robie liste co zabrac i odhaczam przy pakowaniu. Zbieram rzeczy w jednym miejscu. Potem pakowanie zajmuje mi gora godzine.
    Pamietam jak wtedy wrocilismy rano z jednego wyjazdu. Zalaczylam pralke a juz wieczorem jechalismy na kolejny. Trzeba korzystac z zycia i pogody. Pozniej dzieci pojda do szkoly i wyjazdy beda tylko na ferie i wakacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze nie mogę opanować ograniczania się, jak jedziemy własnym samochodem. Zawsze jeszcze pod koniec, pod nogi dopchnę coś na drogę, a potem jeździ z nami w tę i z powrotem ;) I tak tym razem odważyłam się nie brać wózka dla Filipa. Co z tego, że nie używa go od dawna, wszędzie spokojnie doczłapie na nogach, ale ja chciałam tak na wszelki wypadek, bo może się przyda;)

      Usuń
  5. Troche nie na temat ale strasznie spodobala mi sie kampania mamatatatablet.pl Na szczescie nie mamy tableta ale sama zlapalam sie na tym ze za czesto puszczam malemu bajki w telefonie zeby miec chwile dla siebie :( Czas na odwyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Telefonu staram się nie dawać, ale na laptopie też zaczęłam walkę z bajkami przy każdej okazji... Ale tablet na dłuższą drogę niestety zabieram...

      Usuń