poniedziałek, 21 listopada 2016

Działam... z domu...

Większość z Was, czytających mojego bloga, wie, że mam tą przyjemność/nieprzyjemność pracować w domu (a raczej z domu). Część też pewnie zauważyła, że od jakiegoś czasu czynię starania, żeby choć część tej pracy wynieść jednak gdzieś indziej, do miejsca bardziej do tego przystosowanego, do miejsca, gdzie można się skupić tylko na jednym, gdzie rekwizyty do pracy potrzebne nikomu nie przeszkadzają i, co chyba jeszcze ważniejsze, im nic nie zagraża.

Ktoś kiedyś zauważył, nie powiem, że do końca niesłusznie, że nie powinnam narzekać, bo mam ten przywilej, że tą pracę mogę wykonywać tutaj, w domu, nie odrywając się od obowiązków mamy i żony. No właśnie, z jednej strony to przywilej, ale jak tak to głębiej przeanalizować, to chyba nie do końca. Bo niby jak pracować nie odrywając się od obowiązków domowych...? Jednocześnie zajmując się dziećmi, gotując, sprzątając? Jednocześnie mam przekładać papiery, wypełniać druki czy, biorąc pod uwagę Borsuczkowy domek, rozłożyć się z drutami i szydełkiem? Każdy kto ma dzieci wie, że średnio to możliwe.  Powiecie, że przecież dzieci chodzą do przedszkola, mogę się wszystkim zająć, wszystko zorganizować tak, żeby było łatwo, miło i przyjemnie. Niby tak, i powiem Wam, że zdarzają się takie dni, gdy to się udaje, ale nadal jest to czas pracy dzielony z zajmowaniem się domem, bo "przecież, jak siedzisz w domu, to możesz ugotować i ogarnąć". Cały czas, zasiadając przed komputerem, widzę tę stertę prania, mam z tyłu głowy nieposkładane dziecięce ubranka i to co zjedzą, jak wrócą z przedszkola. Dodajmy do tego okres jesienny, częste choroby, zostawania w domu, wizyty u lekarzy i mamy kolejne schody. Terminy gonią, wszystko poumawiane, a ja tulę, przytulam, leczę, odkładam, przekładam. A potem nadganiam zaległości wieczorami, gdy Szanowny Małżonek leży już w najlepsze na kanapie, bo przecież on był w pracy, a ja siedziałam w domu.


Oczywiście, plusów taka sytuacja ma również sporo. Sam fakt, że nie musiałam na złamanie karku wracać do pracy po zakończeniu macierzyńskiego, że mogę tu być zawsze, jak zachorują, że gdy coś się dzieje, jestem dyspozycyjna, że widziałam wszystkie pierwsze razy, nacieszyłam się, naprzytulałam, nabawiłam. Ale takie są uroki i walory prowadzenia własnego interesu. Szanowny też by mógł, ale mi wygodniej, jestem przyzwyczajona, moje plany są łatwiejsze do zmiany. 

I tak staram się godzić wszystko w jednym miejscu, powiem szczerze, że czasem z problemami. Co by nie mówić, pewnie znajdą się i zwolennicy i przeciwnicy takiego rozwiązania. Moim celem jest pogodzenie pracy w domu, bo Borsuczkowy domek niewątpliwie lepiej się sprawdza w tych warunkach (choć niesamowicie marzy mi się własna pracownia, gdzie cicho gra radyjko, wszystko ma swoje miejsce, a ja mogę się rozłożyć i nie składać w pośpiechu, jak dzieci wrócą lub wstaną), z pracą biurowo-firmową, która, jak sama nazwa wskazuje, lepiej odnajduje się w miejscu do tego przystosowanym, gdzie można w ciszy się skupić nad tym, co wymaga odrobiny pomyślenia. W tej kwestii rzeczywiście mam luksus, ale zanim do tego dojdzie czeka mnie jeszcze wiele przygotowań i organizacji, a na razie przychodzi mi mierzyć się z pomieszczeniem się ze wszystkimi odnogami mojej działalności w naszym mieszkaniu. A radzić sobie jakoś trzeba. Trzeba ogarnąć miejsce, żeby się ze wszystkim upchnąć, trzeba mieć czas, gdy nie przeszkadzają nam dzieci i domowe obowiązki, trzeba zorganizować sobie pracę, gdy los nam nie sprzyja, gdy jestem uziemiona w domu, gdy u nogi przez większość dnia mam moje malutkie pociechy.
I tutaj z pomocą zdecydowanie przychodzą mi wszelkie usługi internetowe. Zdecydowanie, wiele rzeczy można załatwić przez sieć. Obejrzeć, zainspirować się, poradzić, zamówić i wysłać. Właśnie ta ostatnia, wysyłka, do tej pory była moim utrapieniem. Musiałam stawać na głowie, żeby towar zapakować, musiałam lecieć na pocztę, stać w kolejce, do tego nigdy nie wiedziałam ile taka wysyłka mnie, a co za tym idzie, klienta, pokosztuje. Nie raz się zdarzało, że koszty ponosiłam ja, bo źle oszacowałam wysyłkę. Ale jakiś czas temu Szanowny podsunął mi rozwiązanie.  Zajrzałam do serwisu http://www.epaka.pl/ . Mój małżonek już wcześniej korzystał z ich usług, ale nie był zarejestrowany na stronie internetowej. Ja postanowiłam to zmienić i sprawdzić, jak dam radę z nimi współpracować. No i już dobrych parę miesięcy udaje mi się sprawnie wysyłać swoje prace bez zbędnych kombinacji, wiedząc na czym stoję, ile zapłacę i mając wybór między firmami kurierskimi i usługami przez nie oferowanymi.

Także, ja nie narzekam, doceniam swoją sytuację, cieszę się, że mam co robić, ale przyznaję, że czasem brakuje mi komfortu pracy, jaki daje odpowiednie do tego celu miejsce. Brakuje mi własnego kącika, spokoju i wyliczonego czasu tylko na pracę. Na głowie staję, proszę Małżonka o pomoc, jęczę i kwęczę, żeby coś z tym zrobił, ale na razie, już prawie trzy lata doprosić się nie mogę... A moja działalność się rozrasta i zajmuje coraz więcej miejsca...

2 komentarze:

  1. Ja bym chciała pracować w domu, ale możliwości takich raczej nie ma, chyba, że bym biuro w piwnicy zrobiła :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas niestety też najlepiej to nie wygląda. Papiery wyciągam, jak dzieci nie ma albo śpią i, jak tylko wracają, muszę je chować w szafach... Biuro mi się marzy, takie z prawdziwego zdarzenia... Nawet w piwnicy ;)

      Usuń