wtorek, 14 listopada 2017

Odpoczynek z dziećmi... Czy to się uda?

Gdy zaszłam w ciążę z Filipem i wiadomość rozeszła się po rodzinie i znajomych niejednokrotnie słyszałam, że teraz to na najbliższe lata mogę zapomnieć o sobie, o odpoczynku, o spokoju, o wyjazdach, o atrakcjach. Ciężarna a potem dzieciata kobieta to już tylko dres, kapcie i płukanka na włosy raz na pół roku. Więcej mi się od życia nie będzie należało, bo teraz to już tylko dziecko, dziecko i jedynie dziecko. Możecie sobie tylko wyobrazić, jakie wizje przede mną roztaczano, gdy w planach zaczęła być Zofia... W zasadzie to spodziewałam się, że może gdzieś po 40 prześpię pierwszą całą noc i powoli zacznę wystawiać nogę za próg, a koło 50 może wreszcie kupię coś dla siebie... 

Niestety, wśród dużej części społeczeństwa króluje przekonanie, że z dziećmi to już naprawdę nie można nic zrobić. Nie można miło spędzać czasu, nie można się bawić, rozwijać, nie można podróżować czy się relaksować. Posiadanie dzieci w wieku 0-20 lat to w zasadzie swoista walka o przetrwanie, to życie z dnia na dzień, od poranka do wieczora, od choroby do choroby, to ciągłe pieluchy, gluty, prace domowe, zajęcia dodatkowe (oczywiście dzieci, bo na nasze już nie ma czasu). Nie ma czasu na własne potrzeby, a matka, która choć na chwilkę wyrwie się od potomstwa jest postrzegana jak matka wyrodna (co w sumie dziwne, bo te, które całkowicie poświęcą się dzieciom też nie są oszczędzane przez opinię innych).


Nie raz już pisałam, że bycie matką (w ogóle rodzicem) nie powinno całkowicie nas wykluczać jako rodziców, ale też nie możemy kierować się w życiu przekonaniem, że my jesteśmy ważne, tylko my i jedynie my. Odkąd zostajemy rodzicami to niestety przestajemy być poniekąd samodzielnymi jednostkami. Nasza codzienność nieodłącznie splata się z codziennością naszych dzieci i nic na to nie poradzimy. Musimy znaleźć złoty środek pomiędzy naszym "ja" i potrzebami małych "potworów", które, czy chcemy czy nie, wkraczają w nasze życie nieco z butami. 

Ale do rzeczy. Właśnie wróciliśmy z przedłużonego weekendu, na który czekałam dość długo i na który, mam nadzieję, zasłużyłam sobie jak nigdy. Potrzebowałam odpoczynku, relaksu, zapomnienia o problemach codzienności. Udało nam się w końcu pozałatwiać kilka ważnych spraw, mieliśmy dość gorący okres, sporo stresu, kilka zawalonych dziecięcych zajęć dodatkowych. Źle się z tym wszystkim czuliśmy, mieliśmy wyrzuty sumienia wobec dzieci, ale i wobec siebie nawzajem. Potrzebowaliśmy spokoju, odcięcia, oddechu i odespania więc, gdy tylko wszystko się"przewaliło" zarezerwowaliśmy wyjazd dla całej naszej czwórki. Bo nie wyobrażałam sobie, że mogłabym wypoczywać zostawiając dzieci same, pod opieką Babci, która owszem, jest dla dzieci atrakcją, ale mają ją niemal na co dzień i już nie jest takim wielkim "wow" jak wspólny wywczas w miejscu, gdzie i one nie będą się nudziły ani sekundy. Nawet nie przeszło mi przez myśl, że moglibyśmy na ten weekend wyjechać tylko we dwoje, bo od samego początku było wiadomo, że ten wypoczynek należy się nam wszystkim. Dzieciom tak samo jak nam doskwierał ostatni pośpiech, nerwowa atmosfera, robienie wszystkiego w biegu. 

No, ale czy wyjeżdżając z dziećmi w ogóle można odpocząć?

W sensie fizycznym oczywiście jest to trudne i nie ukrywam, że wróciliśmy super zmęczeni. Ale jest to zmęczenie, które fajnie się odczuwa, zmęczenie po miło i intensywnie spędzonym czasie, po natłoku atrakcji... Ale w tym wszystkim najważniejszy jest odpoczynek psychiczny, niemyślenie o codziennych obowiązkach, o zajęciach dla dzieci, o pracy, budowie, domu... O porządkach, obiadach, sprzątaniach... O dojazdach, zakupach, naukach... Wszystko w jednym miejscu, wszystko podane niemal pod nos, zabawy dla dzieci, basen, sala zabaw, wspólne warsztaty, posiłki, czas tylko na bycie razem bez zbędnego zaprzątania sobie głowy pobocznymi problemami. Bez pośpiechu, bez napinania się, bez niepotrzebnych niesnasek. 
Owszem, większość czasu to my jesteśmy dla dzieci, to my robimy to, na co one mają ochotę. Siedzimy na basenie, ganiamy za nimi po sali zabaw, spełniamy zachcianki. I jest fajnie, bo bez wszystkich spraw przyziemnych można w końcu się skupić na byciu razem. Ale mamy też czas tylko dla siebie. Przy odrobinie gimnastyki, współpracy i dobrych chęci można skorzystać z czasu również tak, jak my mamy na to ochotę... Ja spokojnie mogłam sobie podziergać, gdy Szanowny doglądał pociech na "kulkach". On sam wybywał na siłownię, gdy mi dzieci urządzały seans bajek w połączeniu z nauką języka angielskiego ( czarodziej po angielsku to "czaro-dżej"). Wieczorem, gdy wymęczona dzieciarnia padała jak naleśniki, mogliśmy odsapnąć, obejrzeć film i w końcu się wyspać bez miliona myśli w głowie. Mi nawet udało się wyrwać na SPA i oddać swoją twarz w ręce profesjonalistki. Wszystko to i wiele, wiele innych zrobiliśmy z dwójką dzieci przy boku. No i powiem wam w tajemnicy, że choć nogi mi wchodzą w tyłek i jeszcze kilka dni będę dochodziła do siebie po długiej podróży, to wróciłam z wypoczętą łepetyną, z nowymi pomysłami i nową energią. A co najważniejsze, z optymizmem, którego przed wyjazdem już zaczynało mi brakować.


Wniosek?

A wniosek z tego taki, że nawet z dziećmi można odpoczywać. Może nie jest to taki odpoczynek, jaki mieliśmy wcześniej, może nie zawsze możemy robić w 100% to, na co w danej chwili mamy ochotę, ale nawet zdjęcie z nas codziennego pośpiechu jest swego rodzaju odpoczynkiem. No i przecież w swoich potrzebach nie możemy zapominać o potrzebach dzieci, bo one nasze zmęczenie też odczuwają i też przeżywają. Warto ten czas wolny zaplanować sobie wspólnie i na pewno wszystkim wyjdzie to na dobre. A na samotne weekendy przyjdzie jeszcze czas, gdy wszyscy do tego dorośniemy. Teraz pozostaje tylko kompromis z korzyściami dla każdej strony, co oczywiście kończy się na większej części naszych ustępstw (w końcu jesteśmy więksi i mądrzejsi), ale cóż, takie życie rodzica.

PS.
Nam owszem, zdarza się wyjeżdżać tylko we dwoje... W grudniu znów planujemy taki wypad... Ale są to wyjazdy typowo nasze, związane z pracą lub obowiązkami i na nich dzieci by się tylko męczyły. Wyjazdy wypoczynkowe na razie wiążą mi się ściśle z rodziną, a rodzina to cała nasza czwórka i nie ma tutaj nawet pola do dyskusji.

PS2.
Inne teksty o tej samej tematyce... Możecie sobie sprawdzić, jak zmienia się moje podejście do tematu.
Ferie z dziećmi, urlop czy udręka?
Para zwana rodzicami.
Wakacje z dziećmi. Niemożliwe? A jednak...

A tutaj macie podpowiedź, gdzie tak miło i przyjemnie nam się odpoczywa... Nie pierwszy i nie ostatni raz...
Ferie w Zalesiu czyli miejsce na każdy czas, na każdą pogodę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz