wtorek, 6 lutego 2018

Jestę blogerę...

Zawsze się zastanawiałam, kiedy przyjdzie ten moment, że będę o sobie bez krępacji mówiła "bloger", "blogerka", "influencerka"... Jakie zasięgi muszę mieć, ilu followersów, ile "lubisiów", ile postów w tygodniu muszę publikować, jakich i ilu ludzi z branży znać, na jakich imprezach bywać, jakie miejsca odwiedzać, gdzie się pokazywać, z kim rozmawiać, o czym pisać, jakich tematów unikać, co jeść, co słuchać, jak wyglądać...???


Oczywiście są wielcy, znani, lubiani, tacy, którzy z tego co robią zrobili niezły interes i nie muszą się skupiać na niczym innym. Ale nie oszukujmy się, duży odsetek nas, szaraczków internetowych, prócz bloga, facebooka, instagrama, twittera i innych cudeńków, ma jeszcze rodzinę, dom, dzieci i pracę, żeby to wszystko utrzymać. Nasze pisanie i istnienie w sieci jest raczej działalnością honoris causa i nie niesie za sobą zbyt dużych kokosów, wielkiej popularności i ogólnie pojętego luksusu. Jest dodatkiem do reszty i dzieje się raczej przy okazji...

Ja nie różnię niczym od właśnie takich ludzi. Na co dzień zajmuję się domem i dziećmi, w między czasie staram się pracować, ostatnio z różnym skutkiem, ale nikt za mnie nie wykona moich obowiązków więc często odbywa się to kosztem mojego wolnego czasu, moich wieczorów i weekendów, gdy dziećmi mogą zająć się Dziadkowie. Tak zwany wolny czas poświęcam na pracę poboczną, jak to ja nazywam czyli na robótki ręczne, które owszem, są przyjemnością, ale wiążą się też z pośpiechem i ramami czasowymi więc niejednokrotnie nie można ich odłożyć na później... Dopiero, gdy z tego co nie co zostanie, to siadam do bloga. Nie ma tego wiele, ale zawsze staram się jak mogę najlepiej. Nie klepie dla samego klepania, zawsze dopieszczam wszystkie teksty, dobieram odpowiednie zdjęcia, dbam, żeby miło się czytało i oglądało. To zajmuje sporo czasu, ale mi sprawia przyjemność, a jak niesie za sobą jakieś dodatkowe korzyści, to tylko cieszę się podwójnie. 

Owszem, cały czas chcę więcej, mam coraz to nowsze pomysły, z zazdrością śledzę youtuberów i ich pracę (https://apynews.pl/ranking-youtuberow), sama nie mam śmiałości do nagrywania filmów choć kilka razy udało mi się załapać do telewizji, to chyba nie jest mój świat. Przez cały ten czas poznaję nowych, ciekawych ludzi, jeżdżę na imprezy "branżowe", biorę udział w warsztatach i szkoleniach. Ostatnio nieco mniej, nad czym boleję, ale może już niedługo to się zmieni, bo planów też jest co nie miara. Stał się to taki trochę mój sposób na życie. Bo...

Odwiedzam miejsca, gdzie coś się dzieje, staram się dawać innym przykład, pokazywać, że coś można i warto, sama czerpię wiele inspiracji od moich znajomych w sieci, nie przysiadam na fałdach tylko cały czas coś robię. Kiedyś mi się wydawało, że po trzydziestce już powinnam wiedzieć wszystko, siedzieć przed kominkiem i dziergać serwetki do szufladki. Teraz wiem, że tak być nie musi, może być ciekawie, z jajem, że można robić co się lubi i czerpać z tego korzyści duchowe, ale i finansowe. Nawet teraz, na feriach z dziećmi, przysiadam na chwilkę i dziergam, a za chwilkę wyciągam laptopa i piszę dla was ten tekst, bo lubię, bo chcę się z wami podzielić tym, co właśnie przyszło mi do głowy także chyba mogę ze spokojem w sercu powiedzieć o sobie głośno:
Jestem blogerką!!!

Co  myślicie??? Mogę???