środa, 23 maja 2018

Farma Iluzji... czyli bardzo udane rozpoczęcie sezonu...

Ten dzień miał wyglądać inaczej... Dzieci ostatnio nas nie rozpieszczają, wieczorami jesteśmy padnięci jak konie po westernie, wyjście z nimi na spacer przyprawia nas o dreszcze, a co dopiero mówić o wyprawie na cały dzień do parku rozrywki, gdzie trzeba je jakoś okiełznać, nakarmić, dopilnować... O nie, nie uśmiechało nam się to, a dodatkowo ostatnio pogoda była jaka była i baliśmy się wtopy na tym froncie... Ale wstaliśmy rano, rozejrzeliśmy się po mieszkaniu, zdaliśmy sobie sprawę, że i tak coś wymyślić będziemy musieli, bo jak zostaniemy w domu może być tylko gorzej , spakowaliśmy plecaczki, torebeczki, tobołeczki i ruszyliśmy do Farmy Iluzji...


Byliśmy już tutaj w zeszłym roku... Podobało nam się, ale mieliśmy wrażenie, że wiele z atrakcji jest jeszcze niedostosowana do dzieci w wieku naszych "potworów". Trochę pospacerowaliśmy, przejechaliśmy się kolejką, obejrzeliśmy pokaz gołębi, podjedliśmy i pojechaliśmy do domu... Biorąc pod uwagę, że od nas jest to jednak kawałek drogi (od Lublina około 80 km.), jeden raz na okres wakacyjny nam wystarczył... Ale że dochodziły do nas sygnały, że Farma się zmienia, że dochodzą nowe atrakcje, a dodatkowo nasze dzieci też przecież rosną więc zdecydowaliśmy się rozpocząć sezon właśnie tutaj... Oto jak było ;)

Samej drogi nie będę opisywała, bo każdy, kto ma dzieci, wie, jak się z nimi jeździ samochodem... Ale fakt jest faktem, że gdy już zjedziemy z remontowanej i przebudowywanej drogi Lublin-Warszawa, to widoki robią się iście bajkowe. Pola, lasy, chatki, chateczki... Aż sama sobie zazdrościłam, że to nie ja muszę prowadzić i mogę się rozglądać dookoła. Droga łatwa, miła i przyjemna, nikt chyba nie powinien zabłądzić, a gdy już dotrzemy do celu to czeka na nas przestronny, dobrze oznaczony parking. Choć Szanowny Małżonek marudził, że krzywo, ale jemu wszystko na drodze ostatnio przeszkadza ;)

A sama Farma? Od wejścia kolorowa i magiczna. Wszystko w żywych barwach, wysprzątane, zadbane. Obsługa na każdym kroku dba o czystość i bezpieczeństwo choć nie rzuca się w oczy. Aż nie chce się wierzyć, że w zasadzie jesteśmy tutaj na tzw. "przedsezoniu". Od razu na myśl przychodzi mi Alicja w Krainie Czarów i chyba takie jest założenie organizatorów całego przedsięwzięcia. Widać, że stawiają również na rozwój, bo pojawiło się więcej ławeczek, dróżek wyłożonych kostką, co ważne dla "wózkowiczów" i różnego rodzaju "spoczników ;) Zazwyczaj w takich miejscach spędzamy 2, czasem 3 godziny, ale tutaj już na początku, po wsiąknięciu naszych dzieci w pierwsze atrakcje, wiemy, że to będzie dłuższy pobyt... 



Najbardziej charakterystyczny chyba w całym parku jest "krzywy domek", do którego ja osobiście nie jestem w stanie wejść, bo mój błędnik szaleje, a nogi uginają się pode mną od samego stania w przedsionku. Ale moje dzieci nie omieszkały, a ja nie omieszkałam obfotografować go z każdej strony, bo żółty kolor w połączeniu z balonami i moimi dziećmi uwielbiam...


Ja, jako osoba nielubiąca placów zabaw, wkurzająca się, gdy dzieci mnie o nie męczą, dostająca duszności na myśl o połamanych huśtawkach i drzazgach wystających ze zjeżdżalni, na tutejszych placach zabaw mogłabym spędzić cały dzień... I zapewne bym tak zrobiła, gdyby na nas nie czekały również inne atrakcje. Ale faktycznie, place zabaw, które już są i te które dopiero powstają prezentują się okazale, są zadbane, przyjemne dla dzieci i dla rodziców. Pomysłowe i bezpieczne atrakcje pozwalają choć na chwilkę spuścić pociechy z oczu. 



Dla starszych dzieci też się coś znajdzie... Dzięki takiemu podziałowi można uniknąć "wchodzenia sobie w drogę" maluchów i starszaków, co często powoduje spięcia ;)


Ale przecież nie dla samych placów zabaw wybraliśmy się w całodzienną wyprawę z dwójką gadających non stop dzieciaków... W każdym parku rozrywki najbardziej nas ciągną kolejki i różnego rodzaju przejażdżki, a tutaj jest ich kilka o dziwo przystosowanych dla dzieci takich jak nasze. Nie muszą wysłuchiwać płaczów Zosi, że ona gdzieś nie może wejść, jak to było rok temu, bo przecież w tym roku to już trzylatka pełną gębą i nawet na wielkim strasznym smoku nie bała się jeździć. A przyznam się bez bicia, że ja, gdy dzieci poprosiły mnie o powtórkę przejażdżki, miałam mokre z niepokoju ręce... Za to z radością i błogością przejechałam się pociągiem, a Szanowny nie omieszkał pojeździć na karuzeli i wpakować się na kaczki...



Idąc przez Farmę Iluzji nie sposób przemieszczać się szybko. Na każdym kroku spotykamy coraz to nowe zabawy, atrakcje, place zabaw, miejsca, gdzie coś zainteresuje i dzieci i nas. Bo Farma to nie tylko zabawa dla dzieciaków... Sam spacer w takich plenerach jest fajnym relaksem... Bo można przejść się przez wioskę trolli...


... lub pospacerować wśród smoków... 


... lub zamieszkać z królikami w ich króliczkowych domkach...


A gdy nóżki odmówią posłuszeństwa, a brzuszek zacznie domagać się jedzonka, można przysiąść i zjeść sobie pyszny obiadek. Trzeba przyznać, że karmią tu dobrze i dość szybko... Spaghetti lub zupka pomidorowa dla dzieciaków, panierowany camembert dla rodziców naprawdę spełniają dość wygórowane wymagania naszej czwórki. A po wszystkim można się uraczyć lodami i lemoniadą nad brzegiem jeziorka. A to nie wszystko, bo po drodze można wstąpić też na hamburgera, kurczaka z rożna, gofry czy grochówkę... Organizatorzy zadbali, by na każdym kroku można było spotkać jakąś jadłodajnię ;)


Zapytacie, a gdzie ta iluzja, jak na razie to same place zabaw, kolejki i spacerki... A no patrzcie...




A to tylko naprawdę niewielki ułamek tego, co zobaczyliśmy tego dnia... Jest tam tego tyle, że musielibyśmy wklejać zdjęcia i wklejać... Co chwilkę odkrywamy coś nowego, coś, co nie rzuciło nam się w oczy przy poprzednim przejściu, zachodzimy w coraz to nowe zakamarki...



Można zwiedzić Muzeum Egipskie, pobawić się w Gabinecie Cieni, zejść do Starej Kopalni, pooglądać zwierzątka, poskakać na skakańcach, zgubić się w labiryntach, zajrzeć do głębokiej studni, porozwiązywać zagadki lub pograć w przedziwne gry... A gdy będziemy chcieli przysiąść, możemy obejrzeć jeden z pokazów, które się tutaj odbywają...


Dzieciaki, nawet takie jak Zosia, mogą popływać na łódkach pod okiem obsługi parku. 


Zdecydowanie, mimo że spędziliśmy tutaj calutki dzień, bo przyjechaliśmy zaraz po otwarciu, a wyjeżdżaliśmy niemal przed samym zamknięciem, to i tak czujemy niedosyt i wiem, że nie wszystko wypatrzyliśmy, nie wszystko zobaczyliśmy, nie wszędzie zajrzeliśmy... A pomyśleć, że Farma nadal się rozbudowuje i kilka atrakcji będzie czynnych dopiero w okresie wakacyjnym... My się na pewno wybierzemy po raz kolejny, bo nasze dzieciaki (i my zresztą też), pięciolatek i trzy i pół latka, bawiły się znakomicie. A jak potem spały ;) Uśmiech nie schodził im ze zmęczonych buziek ;) 
A Wy??? Zachęciłam Was do odwiedzin??? Biały Królik już na nas oczekuje z utęsknieniem i wypatruje, kto go odwiedzi ;)


Farma Iluzji mieści się niemal idealnie po środku między Warszawą a Lublinem, koło Ryk... Dokładnie 85 km od Warszawy, a 80 km od Lublina... W Mościskach... GPS bez problemu Was zaprowadzi... Wystarczą dobre chęci i cały dzień wolny, a zabawę już macie zagwarantowaną... ;)