poniedziałek, 24 września 2018

Jesień już... czyli prosta zupa krem z dyni.

Moje starsze dziecko to niejadek... Znaczy, je sporo, ale tylko kilka rzeczy, które lubi. Jak czegoś nie zna lub nie chce, to nie ma szans na to, żeby choć wziął do ust. Nie tyka mięsa innego niż nuggetsy, nie je warzyw innych niż ziemniaki, z owoców też tylko jabłka i arbuz... Zbyt wiele tego nie ma, a ja mam obawy, że ciężko mi będzie zadbać o odpowiednią ilość witamin w jego diecie. Nie przechodzą numery z wycinaniem kształtów, nic nie daje układanie obrazków. Filipa to bawi, ale do ust nie weźmie. Na szczęście jakiś czas temu moim dzieciom zaimponował pomarańczowy kolor dyni i tak powstał pomysł zupy krem...


Naczytałam się o wymyślnych zupkach, o takich na mleczku kokosowym, z imbirem, na ostro. Ale moje dzieciaki lubią delikatność i gładkość więc jest... Najłatwiejsza i najdelikatniejsza zupa dyniowa pod słońcem...
A teraz najlepsze... W takiej zupce może się ukryć wszystko. I mięsko, i warzywka, i różne natki... Taka zupka to bomba witaminowa, a delikatny smak dyni tylko wyjątkowym jednostkom nie przypasuje.

Potrzeba:
  • pół pojedynczej piersi z kurczaka,
  • dynia (jedna malutka, pół większej lub według uznania)
  • kilka ziemniaczków,
  • marchewka (jedna lub więcej w zależności co kto lubi)
To wersja bardzo delikatna i podstawowa, opcjonalnie jak mam ochotę to daję:
  • pietruszkę,
  • selera.
A jako dodatki do wyboru:
  • grzanki,
  • groszek ptysiowy,
  • pestki dyni,
  • słonecznik łuskany.
Wszystko gotują jak normalną zupę tylko pokrojone w kostkę i z mniejszą ilością wody. Najpierw mięsko z marchewką, pietruszką i selerem, potem dodaję ziemniaki i dynię... Doprawiam do smaku. Gdy wszystko jest miękkie wyciągam blender i voila. Dobry blender sprawi, że zupa jest idealnie gładka, a nawet najbardziej wyczulone dzieci nie znajdą w niej kawałków mięska czy marchewki. Dzieciakom podaję w miseczkach, a dodatki dosypują sobie same, w zależności od tego, na co akurat mają ochotę.



*****
Ostatnio, zbiegiem okoliczności, w moje ręce wpadło diabelskie urządzenia zwane Tefal Companion. Zastanawiałam się, po co mi w zasadzie taki sprzęt, przecież wszystko można ugotować w garnku, ale właśnie na przykładzie zup krem dowiedziałam się, że ich zrobienie z prostego, może się stać mega proste. Po prostu wrzucamy wszystko do misy, zalewamy wodą, ustawiamy odpowiedni program i wychodzimy. Maszyna sama ugotuje, a potem zblenduje zupę, a nawet podtrzyma temperaturę już po zakończeniu gotowania. Nie trzeba nad nią stać, nie trzeba wyciągać dodatkowych urządzeń. Wszystko łatwo, szybko i bez zbędnego wysiłku ;)

1 komentarz:

  1. Wygląda przepysznie. Muszę spróbować bo tak szczerze to nigdy jakoś specjalnie nic z dyni nie robiłam. Najwyższy czas to zmienić. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń