poniedziałek, 17 czerwca 2019

Zakynthos z dziećmi na spokojnie i bez spinki - czyli co warto zobaczyć z jęczybułą u boku ;)

Zakynthos to jedna z pierwszych wysp greckich jakie odwiedziliśmy. Byliśmy wtedy zaraz po ślubie, troszkę się bawiliśmy, troszkę zwiedzaliśmy, troszkę odpoczywaliśmy. Zdecydowanie nasz model spędzania czasu i wypoczynku różnił się wtedy od tego, jak wypoczywamy teraz z dwójką dzieci i po dziesięciu latach małżeństwa. Obecnie bardziej stawiamy na atrakcje blisko hotelu, na sam hotel, na udogodnienia i dzieciowe zajęcia niż na wycieczki, spektakularne widoki i karkołomne wyzwania. O imprezowaniu też raczej nie ma mowy. Ale wybrać się gdzieś i przesiedzieć cały czas na tyłku nic nie oglądając i nie doświadczając to też nie nasza bajka. Na ile się da staramy się urozmaicić sobie wczasy i znaleźć rozrywki i miejsca, które możemy odwiedzić z dziećmi...


Każdy turysta wybierający się na Zakynthos chyba z miejsca zakłada zobaczenie Zatoki Wraku i Błękitnych Grot. I o ile te ileś lat temu nie było z tym problemu, to przy dwójce niezbyt jednak dużych dzieci, zaczynają się schody. Tu strome podejście, tam wysoki uskok, tu łódeczka jak skorupka i prędzej zawału dostanę niż na niej upilnuję dziecko, a tak choroba lokomocyjna wzmagana zakrętywasami górskich uliczek. Odpuściliśmy, bo dzieciaki i tak średnio by doceniły, a my już widzieliśmy je poprzednim razem więc żal nie było. Ale przecież coś trzeba na wyspie robić, coś zobaczyć, gdzieś się wybrać, żeby z tych wczasów przywieźć wspomnienia i piękne obrazki w pamięci.
Dziś Zakynthos dla dzieci czyli, co widzieliśmy i co robiliśmy oprócz taplania się w aquaparku.

Askos Stone Park
Miejsce, na które nastawiliśmy się od samego początku. Jest to park-zoo idealny właśnie dla dzieci, choć przyznaję, że i my byliśmy pod mega wrażeniem. Różnorodność roślin na pięknie ukształtowanym, skalistym terenie zachwyca, ale nie to jest punktem kulminacyjnym i atrakcją dla zwiedzających. Atrakcją są zwierzęta. Zwierzaki przechadzają się luzem, niektóre są w klatkach, niektóre gdzieś w oddali, ale jest ich sporo i są bardzo przyjaźnie nastawione. 


Ale to jeszcze nie koniec, cały bajer parku polega na tym, że my, ludzie możemy z tymi zwierzakami wchodzić w interakcje, możemy je karmić, możemy głaskać, a dzieciaki nawet dosiadały kucyka. Pan zatrudniony w parku dostarcza gałązki dla danieli, sianko dla konika czy kocią karmę dla szopów, których delikatne łapki zapamiętam do końca życia.



My byliśmy na Zakynthos jeszcze przed wielkimi upałami, ale mimo wszystko spacer po skałach nieco nas zmęczył i woda, którą każdy otrzymuje w cenie biletu bardzo się przydała. Ogólnie nie było wiele ludzi, spotkaliśmy panią z Grecosa, która w oczekiwaniu na swoją grupę zaopiekowała się nami, wszystko nam wytłumaczyła i opowiedziała na co mamy się przygotować. A dalej przejął nas miły pan z obsługi i zaczęła się nasza przygoda z kotami, danielami, żółwiami, kozami, pawiami i wieloma, wieloma innymi zwierzakami, które pojawiały się w każdym przez nas mijanym zakamarku.


Swoją drogą, nie wiedziałam, że żółwie potrafią tak wcinać cytrynę, która spadła z drzewa. Oblazły ją z każdej strony i z zapamiętaniem obgryzały.

Żółwie Caretta Caretta.
Poprzednim razem, gdy odwiedzaliśmy wyspę była już nieco późna jesień więc żółwie zwyczajnie zdążyły odpłynąć. Tym razem, upewniwszy się, że łódka, którą popłyniemy nie jest jakąś malutką skorupką, żeby dzieciaki nie wymagały nadzoru przez cały czas, postanowiliśmy wybrać się w rejs. 


Rejs oczywiście to nie tylko żółwie, ale te zdecydowanie robią największe wrażenie na najmłodszych. I, nie oszukujmy się, na tych starszych również. Niesamowite jest, jak taki żółw pływa obok łodzi, jak przepływa pod łodzią, jak kręci się i wynurza to z jednej, to z drugiej strony. Od razu chętniej słucha się opowieści przewodniczki o tym niezwykłym gatunku jednego z największych żółwi na świecie.
Ale skoro już wypłynęliśmy, to wypadałoby coś zobaczyć. Rejs rozpoczynamy w porcie Agios Sostis i mamy przyjemność oglądać malowniczą zatokę Laganas


Potem płyniemy wzdłuż wyspy podziwiając niesamowite klify najdalej wysuniętego na południe zakątka wyspy czyli półwyspu Keri. 



W drodze powrotnej możemy obejrzeć z morza wysepkę Cameo zwaną Wyspą Ślubów i popłynąć na bezludną wysepkę Marathonisi. Całość rejsu trwa około 3 godzin i jest to wystarczający czas dla dzieciaków, żeby nie zaczęły marudzić.

Marathonisi.
Na wysepkę trafiliśmy właśnie podczas rejsu statkiem w poszukiwaniu żółwi i przy okazji oglądania południowej części wyspy. Jest to niewielka, bezludna wysepka w kształcie żółwia i własnie ją upatrzyły sobie żółwie do zakładania swoich gniazd. My nie mieliśmy jeszcze szczęścia ich zobaczyć, ale w sezonie urlopowym specjalni wolontariusze muszą osłaniać gniazda i pilnować przed natrętnymi turystami. 


Brak gniazd żółwi nie jest jednak jakąś niedogodnością. Zejście ze stateczku drabinką prosto do wody, przejście na ląd, gdzie można napić się lemoniady lub zjeść lody z zacumowanych przy brzegu łajbek-barów samo w sobie jest nie lada atrakcją. No i widoki... Jest to prawdziwa rajska wyspa...
A ciekawskich zachęcam do poszukania ciekawostek o tej wysepce, bo ma także mroczną przeszłość, o której turystom się mniej opowiada ;)

Tsilivi
To miejsce darzymy szczególnym sentymentem, bo właśnie tu, około 9 lat temu zatrzymaliśmy się na wyspie po raz pierwszy. Zdecydowanie przez te lata miasteczko się rozrosło, jest bardziej turystyczne choć już wtedy uchodziło za ośrodek życia na Zante. Wszystko za sprawą naprawdę długiej i piaszczystej plaży, po której można spacerować godzinami. Jest tu sporo sklepów, sporo restauracji i klubów. Życie się kręci. Można pospacerować, zrobić zakupy, napić się dobrego frappe. 


Ciekawe, a na pewno spokojniejsze niż Laganas turystyczne centrum wyspy.

Zakynthos (miasto).
Poprzednim razem nie udało nam się (poza lotniskiem) zobaczyć stolicy wyspy. Tym razem, korzystając z tego, że wynajęliśmy samochód, postanowiliśmy zrobić sobie popołudniową wycieczkę do portu. Może nie była to wyprawa i ekspedycja mocno badawcza, a raczej spacerek nabrzeżem, ale z dziećmi było naprawdę przyjemnie i "turystycznie".


Piechotką i powolutku idąc po brzegu podziwialiśmy z jednej strony piękne kolory wody, różnorodne łodzie od luksusowych jachtów po rozklekotane kutry rybackie, byliśmy świadkami wpłynięcia do portu ogromnego promu, a drugiej zaś strony mijaliśmy Kościół św. Mikołaja, Kościół Fameromani czy katedrę Dionizosa.


Miasteczko jeszcze nie zatłoczone przed sezonem, pogoda idealna na przechadzkę, chmurne niebo, morze i góry z drugiej strony. Żyć nie umierać...

Wiele miejsc tym razem odpuściliśmy sobie na rzecz spędzenia czasu w okolicy hotelu i w samym hotelu, bo takie było założenie i specjalnie wybraliśmy ofertę z klubem animacyjnym dla dzieciaków, ale uważamy, że nie można dzieci przyzwyczajać tylko do siedzenia na tyłku i na miejscu. Nie można też ich przemęczać i przeciążać, w końcu to wakacje. Myślę, że atrakcji miały wystarczająco, a i my wróciliśmy usatysfakcjonowani, że co nie co zobaczyliśmy, a w przerwach poleżeliśmy plackiem. Niczego nie żałujemy, bo jesteśmy pewni, że prędzej czy później tu wrócimy, w końcu to nasza kochana Grecja... 
A jeśli ktoś wam powie, że Zakynthos nie nadaje się na wakacje z dziećmi, że to tylko kłady, imprezy i nocne kluby to nie wierzcie. Można tu fajnie spędzić urlop nie zanudzając się jednocześnie siedzeniem na basenie i nie zamęczając się wiecznymi balangami. A ja będę do znudzenia powtarzała, że Grecja jest idealna na rodzinne wczasy wystarczy tylko dobrze wybrać miejsce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz