poniedziałek, 5 października 2020

Normalnie o tej porze wożę się po mieście...czyli spacerowanie po Lublinie.

Wiosna, lato i jesień to czas, kiedy zazwyczaj w Lublinie wiele się dzieje. Wiosna to powolne otwieranie ogródków na deptaku czy Starówce, to spacery po parkach, to fontanna, to budzenie się miasta do towarzyskiego życia. Lato i jesień to czas jarmarków, festiwali, imprez, które gromadzą zazwyczaj ogromne tłumy nie tylko z naszego miasta, ale i z całej Polski i, nie przesadzam, Europy. Lublin żyje i inspiruje, jak mówi hasło promujące miasto.

Niestety, ten rok dla nikogo i dla niczego nie jest łaskawy i choć nikt spacerować po mieście nie zabrania, to jednak są to nieco inne spacery. Nie ma tak wielu atrakcji, nie ma jakiegoś pociągu do miasta, wszystko jest takie lekko zamglone, smutniejsze. Nie mniej jednak czasem coś nas do miasta zaciągnie.

Może my inaczej podchodzimy teraz do miasta, bo wyprowadziliśmy się na przedmieścia i wyprawa do centrum to dla nas często uciążliwość. Przez tyle lat mieszkaliśmy przecież niemal w samym centrum, wszędzie mogliśmy dojść na piechotę i, gdy tylko pogoda na to pozwalała, chętnie z tej możliwości korzystaliśmy. Obskakiwaliśmy wszystkie wydarzenia, bo odpadał nam problem parkowania, a lemoniada w knajpce na starówce smakowała o niebo lepiej, gdy poprzedzał ją spacer z dwójką "obciążników". Ale...

Ale na ten przykład w tym roku pierwszy raz zobaczyliśmy multimedialną fontannę. Co prawda Zosia tak się przestraszyła legendy o Czarciej Łapie i diabelskiego śmiechu w tle, że się rozpłakała i Tatul musiał ją odprowadzić na bok pod pomnik Piłsuskiego, ale na całej reszcie przedstawienie wywarło ogromne wrażenie. 

Jako że było niesamowicie ciepło, to zostawiliśmy samochód kawałek dalej i spacerkiem przeszliśmy przez całą jeszcze otwartą część Krakowskiego Przedmieścia, które, to informacja dla niezorientowanych, jest główną i sztandarową ulicą Lublina, a za Placem Litewskim (na którym są fontanny i Piłsudski) przechodzi w deptak prowadzący do Bramy Krakowskiej.

Ale wracając do samych fontann, to warto, naprawdę warto. Dźwięk, światło, treść przedstawiana. No, niesamowite. My akurat widzieliśmy Legendę o Czarciej Łapie i Wydarzenia, ale prezentacji jest kilka, są wyświetlane według programu, który zawsze jest publikowany w okolicach początku lata.. A potem spacerek po mieście, może jakieś piwko (gdy nie ma dzieci) na Starym Mieście, może podziwianie Zamku w nocnej odsłonie, a może, tak jak my tym razem, spacer w stronę Centrum Spotkania Kultur, które też jest warte uwagi.

Wspomniane Centrum Spotkania Kultur, to też miejsce, które odwiedzamy często i z przyjemnością. Dla nas to parking, który jest wypadową wielu wycieczek po mieście i, z którego korzystamy, gdy dzieci idą na angielski. Ale to przede wszystkim atrakcja sama w sobie. Tutaj odbywają się imprezy kulturalne, tu swoje miejsce, po wyprowadzce ze Starego Miasta, znalazł Teatr Andersena, tu wystawiane są sztuki teatralne, na które tak chętnie chodzimy i tu zawsze można zobaczyć ciekawe wystawy. 

Ale to też miejsce na spacer. Otwarte niemal zawsze i niemal w całości dla zwiedzających, jest wielką przestrzenią do spacerowania. Środek ma przypominać, że w tym miejscu od lat 70-tych stał tzw. Teatr w Budowie, czyli budowa rozpoczęta i z powodu braku odpowiednich funduszy, pozostawiona w tym roku aż do drugiego dziesięciolecia XXI wieku. 

Na dachu gmachu mieści się kawiarnia, ogrody, przeszklone tarasy widokowe, a nawet pasieka. Żeby opisać wszystko co tam się znajduje i odbywa, potrzeba by napisać oddzielny post. Już z zewnątrz robi wrażenie. Ogromny budynek poprzedzony dużym, przestronnym placem.

A jeśli chodzi o place, to częstym celem naszych spacerów jest Plac Zamkowy położony, jak sama nazwa wskazuje, u podnóża Zamku Lubelskiego. Zamek i Plac Zamkowy są tak jakby na drugim końcu naszego stałego traktu. Tutaj zawsze dzieciaki wyciągają nas na lody. Żadne tam boskie czy inne takie, lody pod zamkiem zawsze najlepsze. No i nie można sobie odmówić wejścia na dziedziniec zamkowy, a potem spacerek po lubelskiej starówce.

Starówka lubelska jest może niewielka, ale jest zazwyczaj miejscem, gdzie odbywają się wszelkiego rodzaju jarmarki, targi i imprezy. W tym roku pierwszy raz od wielu lat nie byliśmy na Jarmarku Jagiellońskim i na Carnaval'e Sztukmistrzów (ten ostatni stał się imprezą w dużej mierze biletowaną, wiele ciekawych widowisk, pod pretekstem pandemii, odbywało się tylko dla wybranych więc dla mnie całość straciła swój niepowtarzalny klimat). 

Ale te dwa to tylko niewielki wycinek tego, co się tutaj dzieje. Każdy, kto planuje przyjazd do Lublina latem lub jesienią, na pewno trafi na jakieś wydarzenie, które będzie warte zobaczenia. Wiadomo, w tym roku są to nieco uboższe widowiska, ale można je potraktować jako dodatek właśnie do spacerów po naszym cudnym Lublinie.



Dziś skupiłam się na samym centrum i pięknych widokach, ale Lublin to też boczne uliczki, te mniej widowiskowe, te jeszcze zaniedbane, ale ciągle udoskonalane, ciągle zmieniane, żeby miasto było atrakcyjniejsze dla zwiedzających, ale i dla samych mieszkańców. Warto zboczyć czasem z głównego szlaku i wybrać się troszkę na bok.


A na koniec jeszcze kilka zdjęć, które po prostu muszę tu wrzucić, bo pokazują, że naprawdę co roku włóczymy się po mieście i niezmiennie sprawia nam to przyjemność. Dobrze, że w międzyczasie zmieniałam komputer, bo ten post nie miałby końca. Zdjęcia mnie z brzuchem, mnie z wózkiem, mnie z brzuchem i wózkiem, mnie z dwoma wózkami, mnie z dzieckiem i wózkiem... Kiedyś koleżanka się śmiała, że jak tak dalej pójdzie, to lubelska starówka nas nie pomieści. My ilościowo już się nie zmieniamy, ale rok w rok "na mieście" odkrywamy coś nowego...

W tym roku dzieciarnię wyjątkowo zachwycił koziołek.


Kilka lat temu największa atrakcją były place zabaw, a tych na trasie naszego przemarszu było kilka. Jeden z ciekawszych to właśnie ten na zdjęciu, na Placu Litewskim, ale fajny i polecany przez dzieci jest plac w Parku Saskim lub na błoniach zamkowych.


Jeszcze innym razem zrobiliśmy sobie przemarsz ze zwiedzaniem wszystkich fontann, a tych też się trochę w mieście znajdzie. Oczywiście największa i najbardziej atrakcyjna jest ta na Placu Litewskim, ale na Placu Wolności stoi wieża ciśnień, a na Okopowej coś, co moje dzieci nazywają spodniami ;) Ale wystarczy się zapuścić w głąb lubelskich osiedli i też kilka ich się znajdzie. Nasza ulubiona, z dala od zgiełku i ulic to ta na osiedlu Piastowskim.

Podsumowując dzisiejszy, zdjęciowy post, Lublin to fajne miasto. Warto tu przyjeżdżać, ale warto też po prostu bywać. Gdy nie ma pomysłu na niedzielę, gdy popołudniem chce się spaceru z atrakcjami, a pola i okoliczne łąki już się znudziły, gdy chce się lodów, lemoniady, czy zobaczyć coś nowego. Bo Lublin zmienia się cały czas. Zmienia się na dobre, na niedobre, ale też okazjonalnie. Na starówce pojawiają się nowe instalacje, na CSK nowe podświetlenia. My to lubimy szalenie i gdy tylko chęci i czas pozwalają lecimy "zwiedzać" nasze miasto.

*****

PS. Zdjęcia pochodzą z lat 2017-2020. W moich archiwach jest ich zdecydowanie więcej, ale nie chciałam Was zamęczać. Celem tego postu było zrobienie niewielkiego zarysu tego, co można zobaczyć w Lublinie i co, nawet jego mieszkańcom (bo mimo mieszkania pod miastem nadal uważam Lublin za moje miasto) nigdy się nie nudzi.

*****

PS2. A już niedługo zostanie otwarty nowy, bo po przeorganizowaniu, Park Ludowy. Park, który leżał zaraz koło mojego domu i mojego liceum, park zawsze zaniedbany, park, po którym, jak głosiły legendy miejskie, zawsze grasowali ekshibicjoniści ;) Będzie się działo ;)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza