środa, 4 czerwca 2014

Ciążowe przypadłości...

Mówi się, że każda ciąża jest inna.
Przyznam szczerze, że jednym z plusów, które wypisałam na karteczce "za i przeciw kolejnej ciąży" było właśnie to, że bardzo dobrze przeszłam ciążę z Filipem. Nie brałam pod uwagę innej ewentualności niż to, że w tym wypadku będzie tak samo.
Nie to, że narzekam, ale mdłości to na pewno nic przyjemnego, a przy Filipku ich nie zaznałam nawet jeden dzień. Teraz źle nie jest, bo omijają mnie wymioty, ale mdłości atakują znienacka co jakiś czas i męczą nie tylko o poranku. Można powiedzieć, że wieczorem są nawet gorsze niż rano.
To samo ze zmęczeniem i sennością.
Ale co ja mogłam wcześniej wiedzieć o zmęczeniu i senności?
Co prawda pracowałam do dziewiątego miesiąca, ale umówmy się, że praca u siebie, na własnych warunkach nie jest taka znów męcząca. Zwłaszcza, jak obiady zamawia się w pobliskiej knajpce z domowym jadłem, a po powrocie do domu można się wyleżeć na kanapie do woli, potem pójść spać o 22 i pospać do 7 bez przerwy. Taka praca nawet się nie umywa do ciągłego przebywania z Filipem;) Ten to potraf dać w kość. A drzemka w dzień? Nie wchodzi w rachubę.
Co tam jeszcze?
Sny.
Sny miałam barwne i w tamtej ciąży, ale teraz zdarzają się wręcz koszmarne. Nawet nie będę o nich tutaj pisać, bo od samego myślenia ciarki przechodzą mi po plecach. Mąż mówi, że sny sprawdzają się na odwrót i, że nie mam się czym przejmować, ale po przebudzeniu z takiego snu łzy same cisną się do oczu.
Ale nie tylko takie złe sny się zdarzają. Są też sny fajne, kolorowe, zakręcone i niepojęte. Po prostu bajkowe.
Odkąd urodził się Fi sny nie miały kiedy wedrzeć się do mojej świadomości, albo po prostu po nagłej pobudce ich nie pamiętałam. Teraz jakoś je zapamiętuje i zostawiają po sobie ślad.
No i smaki.
Smaki też mam inne.
Odrzuciło mnie od większości mięs. Jak w poprzedniej ciąży zajadałam się kebabami i pizzami, tak teraz nie mogę na nie patrzeć. Wolę twarożki, kefirki, zsiadłe mleczka.
Ale za to znów mam korbę na sok pomidorowy i pomidory.
A największa różnica, którą widać na pierwszy rzut oka, to mój brzuszek. Filipek uwidocznił się tak bardziej dopiero koło 5. miesiąca, a teraz jestem w 3. miesiącu i raczej ciężko się nie domyślić, że jestem w ciąży. Już teraz wyglądam na ten 5. miesiąc. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jeszcze nie powiedzieliśmy teściom, a oni chyba z uprzejmości nie pytają, bo boją się, że popełnią gafę. W sumie im się nie dziwię, przez ostatnie parę lat moje wahania wagi były dość znaczne więc może myślą, że się po prostu roztyłam. Trochę w jednym kierunku poszło to moje utycie, ale wolą milczeć niż walnąć wtopę;)

Podejrzewam, że takich różnic i podobieństw jeszcze wypatrzę wiele przez najbliższe parę miesięcy. Pewnie się z Wami podzielę, a na razie to tyle;)

PS. Jeszcze raz przypominam o naszym rozdaniu.
Piszę o nim >>TUTAJ<<