poniedziałek, 27 października 2014

Coraz bliżej Święta, coraz bliżej poród... czyli jak to wszystko będzie?

Z wielkim impetem wkroczyliśmy na ostatnią prostą.
Skończyliśmy pierwsze trzydzieści tygodni ciąży, a zostało nam już tylko dziesięć. Jak mówi lekarz, to możliwe, że nawet mniej, ale ja się na nic nie nastawiam. Z Fifulem pani doktor przepowiadałam 17 kwietnia mimo terminu na 27, a w ostatecznym rozrachunku wyszedł 4 maja i to przy pomocy lekarzy. Jednym słowem, wyciągnęli go w końcu, bo wyjść nie chciał wcale;)
Jak będzie tym razem, nie mam pojęcia. Nawet nie wiem, w którym szpitalu będę rodzić. Na ostatniej wizycie poruszałam z lekarzem ten temat, ale kazał się nie martwić i wrócić do tematu na początku grudnia. Łatwo mu mówić, on do wszystkiego podchodzi tak lekko.
 "Ale o co chodzi, pójdzie pani i urodzi".
"A jak trzeba będzie zrobić cesarkę?"
"No to jeszcze prościej, pójdzie pani, zrobią cesarkę i po bólu".
Jakoś nie bardzo chce mi się wierzyć w taki przebieg wydarzeń, ale na razie się nie denerwuję. Pan doktor zapewnia mnie, że nie mam się czym przejmować, że nawet jakbym chciała, to może się w danym szpitalu pojawić, ale ja podchodzę do tego sceptycznie. Wiadomo, Święta, Sylwester, potem Trzech Króli, każdy ma prawo do swoich planów, nawet mój lekarz, a ja nie mam prawa wymagać od niego cudów na kiju. Co prawda już raz miał ze mną trudny okres, kiedy w weekend majowy pełnił przy mnie telefoniczny dyżur. Wtedy nic się nie stało, ale o ile byłam spokojniejsza wiedząc, że mogę zadzwonić, gdyby jednak. No ale teraz to już nie będzie "gdyby jednak", a realne prawdopodobieństwo porodu. Poza tym już widzę sama, że i on się zastanawia, jak to sobie wszystko zaplanować, bo przecież poród, to nie tylko sam poród, ale też wcześniejsze monitorowanie. A jak tu zaplanować wizyty w czasie, kiedy naokoło same dni świąteczne.
Tak właśnie sobie ostatnio siedzę i się zastanawiam, jak to będzie.
Staram się nie przejmować, bo przecież jakoś urodzić muszę, ale przetłumaczyć ciężarnej, żeby się nie przejmowała, to jak zawrócić bieg rzeki. W tym wszystkim najbardziej zastanawia mnie, jak sobie poradzimy z opieką nad Filipem, dlatego tak bardzo staram się sobie wszystko tak poukładać, żeby w spokoju skupić się na swoim zadaniu. Na razie jedyną pomoc na jaką możemy liczyć zadeklarowała nasza pomoc domowa, która obiecała być do dyspozycji i pod telefonem przez cały ten okres i cały okres po. 
Może jakoś damy radę.
Na pewno damy, bo innego wyjścia nie ma, ale niepokój ciągle jest.

22 komentarze:

  1. Nie denerwuj się bo to Maluszkowi szkodzi. Co ma być to będzie, nie jesteś w stanie wszystkiego przewidzieć i zaplanować choćbyś chodziła na rzęsach. Zrób to co możesz zrobić i zdaj się na los.
    Ja się przejmowałam by nie rodzić w urodziny Bąbla choć to bardzo prawdopodobne. Zajęłam się więc organizacją przyjęcia a jeśli mnie na nim nie będzie... trudno, zrobimy jeszcze jedno ale już z dwójką dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie taki mam plan. Ogarnąć to co się da, a z resztą zdać się na los. Jedno jest pewne, opiekę dla Filipa muszę zorganizować dobrze, bo inaczej nie będę mogła w spokoju zająć się Dzidziusiem w szpitalu.

      Usuń
  2. Wszystko sie ulozy:-) chociaz rozumiem Twoje niepokoje. Dobrze,ze bediecie miec pmoc,musisz napisac kiedys wiecej o Waszej pomocy domowej:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomoc domowa to trochę tak na wyrost powiedziane. Na początku miała być tylko pomocą raz w tygodniu do ogarnięcia mieszkania, a współpraca tak ewoluowała, że i Filipem się zajmie, jak do lekarza jadę, i ze mną pogada. Czasem mam wrażenie, że tylko na nią mogę liczyć, fakt, że odpłatnie, ale jeszcze mnie nie zawiodła.

      Usuń
  3. Cztery lata temu rodziłam na Lubartowskiej. Chciałam na Staszica, ale zabrakło miejsc. Trzecia w nocy, taksówka długo nie przyjeżdżała, więc ze Staszica na Lubartowską szliśmy z mężem piechotą zatrzymując się przy każdym skurczu... ;)Ogólnie jeśli przez te cztery lata nic się na lepsze nie zmieniło, to naprawdę z całego serca odradzam szpital na Lubartowskiej. Opieka, wsparcie i empatia personelu pozostawiają bardzo wiele do życzenia. Ale Tobie życzę o wiele przyjemniejszego pogody i jak najmniej bolesnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem coś o tym, bo 1,5 roku temu właśnie tam urodziłam syna. Wtedy przypadkowo trafiłam na znajome osoby, ale i tak nie było to miłe przeżycie, dlatego Lubartowska to całkowita ostateczność.

      Usuń
  4. Czy w ciąży czy nie, my kobiety już tak mamy, że się przejmujemy, czasem na wyrost. Pamiętaj że pozytywne myślenie i nastawienie daje wiele. Także spokój i relaks.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to jest to, co staram się robić;) Pozytywnie się nastawiam;)

      Usuń
  5. Dacie radę! Będę mocno zaciskać kciuki, żeby wszystko się ułożyło! W razie czego cesarka nie jest taka straszna - wiem co mówię, bo miałam dwie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ja miałam jedną;) I od początku myślałam, że w tak krótkim czasie, to tylko druga cesarka. I spotkało mnie zaskoczenie, bo ilu lekarzy, tyle opinii. Wiem na przykład, że w niektórych szpitalach, mimo wszystko będą mnie cisnęli na poród naturalny, a w innych, odwrotnie, tylko cesarka. Także sama już nie wiem, co mnie czeka;)

      Usuń
  6. Dasz radę :) Ja sobie powtarzałam, że urodzić muszę- nie ominę tego :P I uwierz mi, że mimo pozytywnego nastawienia poród mnie zaskoczył, ale natura wie, co robić. Synal spał na ktg, więc zatrzymali mnie w szpitalu (przyjechałam na ostatnią wizytę), 12 godzin później syn urodził się przez cc.
    Trzymam kciuki :) Na moje pozytywne myśli też możesz liczyć!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozumiem twoje obawy. Oprócz zamartwiania się jakie mnie dopadną objawy kwalifikujące do porodu, to najbardziej martwiłam się co zrobimy z Synem...
    Wymyśliłam sobie scenariusz, że pójdę rodzić jak młody będzie w szkole :). No i udało się. Całą noc rozwiązywałam krzyżówki, a 7 rano stwierdziłam, ze jedziemy odwieźć młodego i do...szpitala...Najlepsze, że zdążyłam urodzić przed zakończeniem przez niego lekcji :))
    Hanka urodziła się 22/11, o święta się nie martwiłam. Młody dostał anginy więc, święta spędziliśmy sami w domu..też tak bywa. pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas Święta tak czy tak chyba odpadają. Ewentualnie na Wigilię do babci się wybiorę, jak jeszcze będę się trzymać, bo mam dwie ulice od domu;)

      Usuń
  8. Moja przyjaciółka miała termin na 3 stycznia, ale miała takiego stresa, że się malutka urodzi w święta, albo sylwestra (gdy nikogo nie ma na oddziale), że wybłagała u lekarza datę 20 grudnia (miała planową cesarkę). A za Ciebie bardzo trzymam kciuki :) Odpoczywaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój lekarz mówi, że cesarka planowana, jeśli już, to najwcześniej tydzień przed terminem czyli w moim wypadku akurat 25 grudnia;)

      Usuń
  9. Jakoś to będzie, wszystko się ułoży, nie ma co się martwić na zapas, bo głupie myśli przychodzą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to chodzi, jak się za dużo myśli, to zawsze się coś głupiego wymyśli;)

      Usuń
  10. Dokładnie nie ma co myśleć w przód. Co będzie to będzie ;) Święta to piękny czas jakkolwiekby nie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święta zawsze są wyjątkowe, ale te będą dla nas wyjątkowo wyjątkowe;)

      Usuń
  11. Dawno mnie u Ciebie nie było, a tu proszę - taki kawaler, do rozwiązania niewiele ponad 2 miesiące :) Wow!
    Co do hipermarketów - bez jaj, nie każdy ma szanse tak sobie zorganizować życie, żeby takich miejsc z dziećmi unikać. No coż, nasze maluchy bywały w tych miejscach od pierwszych tygodni życia, bo galerie handlowe to były pierwsze miejsca, które miałam ochotę odwiedzić po wyrwaniu się z domu po obu porodach :D Wiadomo - nowe ciuszki :P Swoje i dziecięce :)
    Taki sam syf może na nas czyhać w autobusie - nie każdy ma auto, na poczcie - czasem awizo trzeba odebrać, list wysłać, w urzędzie - nie zawsze jest z kim dziecko zostawić, a papierologia w tym kraju bujnie jest rozwinięta. Itd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas leci bardzo szybko, dzieci nam rosną, w moim wypadku i to na zewnątrz i to wewnątrz;)
      U mnie było to samo z galeriami. W niedzielne poranki zawsze z wózkiem pomykaliśmy w kierunku najbliższej. Wiadomo, nowa odzież sprawiała, że czułam się troszkę mniej zmęczona nową sytuacją;) Taka terapia;) A teraz Filip buszuje razem ze mną między wieszakami;)

      Usuń