czwartek, 13 sierpnia 2015

Łykend nad jeziorem czyli wszystko mi wolno...

Polak na wakacjach jest od dawna świetnym tematem żartów. Śmiejemy się ze skarpet do sandałów czy z siatki z Biedronki pod piramidami w Egipcie. Ostatnio internety i telewizory opanowały zdjęcia plażowiczów nad morzem okalanych swoimi parawanami. Śmieszne..., może i śmieszne, ale są sytuacje, gdy taki wczasowicz swoim zachowaniem zakłóca spokój innych, uniemożliwia wypoczynek reszcie czy zwyczajnie razi wyglądem. Najwięcej opowieści i żartów dotyczy turystów "dużych", ale tak naprawdę najwięcej takich "niewychowańców" jest u nas, w naszych okolicach, nad najbliższymi jeziorami i bajorami.

My właśnie wróciliśmy z wakacji nad naszym, swojskim, okolicznym i dobrze znanym Piasecznem i też przywieźliśmy ze sobą pewne smaczki.

Pan wynajmujący nam domek, żeby zapewne zaoszczędzić, nie miał podpisanej umowy z gminą na wywóz śmieci i ładnie poprosił, żebyśmy sobie jakoś z tym poradzili. Jako, że oznajmił nam to, gdy już spakowani odbieraliśmy od niego klucze, to zgodziliśmy się i pojechaliśmy. My się zgodziliśmy, ale nasi poprzednicy już nie i śmieci składowali za domkiem...

Ze śmieciami sobie poradziliśmy, z nieładem w domku również, ale to nie koniec oszczędności właściciela. Dbanie o opłaty za energię to też ponad tego pana. Prądu nie odłączono nam tylko dlatego, że wynajmowaliśmy tam domek, że pojęczeliśmy trochę i, że pan z zakładu okazał się rozumnym człowiekiem i nie chciał nam psuć wakacji. Jak wygląda sytuacja pani, która wynajęła domek po nas, ciężko powiedzieć,

Jeśli chodzi o pana właściciela, to chyba tyle..., ale są jeszcze sąsiedzi.
Sąsiedzi na szczęście dojechali tylko na dwa ostatnie dni, ale i tak dali nam nieźle popalić. Ostatnia noc upłynęła nam przy akompaniamencie głośnej muzyki i hucznych toastów. Ranek, gdy ludzkie odgłosy ucichły, uprzyjemnił nam ich ogromny szczekający pies oraz okrzyki dzieci. Aż dziw bierze, że im to nie przeszkadzało, bo biorąc pod uwagę noc, główki pobolewać musiały. Nie długo jednak, bo już o 9, na kładzie dojechało zaopatrzenie i uzdrowienie w jednym... Gdy odjeżdżaliśmy w niedzielę koło 14 część towarzystwa już spała... Ale cóż, ich działka, mogą robić co chcą...

Działkowicze, działkowiczami, ale dużą grupę turystów stanowią jednodniowi jeziorowicze. Jeziorowicze z grillami, piwkami, całymi tymi majdanami. Okupuje taki plażę, okupuje wodę, jest panem życia i może robić co chce. Co tam regulaminy, co tam inni użytkownicy, on ma łykend i mu wolno. Bluzgi, krzyki, śmieci... Co chwilę można zauważyć jakiś wynalazek...
Tutaj, gdzie byliśmy, nie jest jeszcze tak najgorzej, ale pojedyncze przypadki się zdarzały. No bo co można powiedzieć na kupę, ludzką kupę na środku ścieżki dochodzącej do jeziora... Mi brak na to słów...

Przypadków tego, co wyczyniają urlopowicze można mnożyć. Ja staram się być tolerancyjna, nie czepiam się o byle "gówno" (o to konkretne jednak ciężko się nie przyczepić), ale wydaje mi się, że nie urlop ludzie jadą odpocząć... Dlaczego więc nie dać odpocząć innym? My odpoczęliśmy, dostosowaliśmy się trochę do panujących warunków, ale gdybym jeszcze dzień miała sąsiadować z imprezowiczami, to pewnie bym nie wytrzymała. Swoją drogą, ja sobie nie wyobrażam ochlaj party na działce pełnej małych dzieci, ale może ja się nie znam.

Ja zazwyczaj bardzo szybko zapominam ciemniejsze strony wczasów i wakacji. Pozłoszczę się na miejscu, poklnę pod nosem, wrócę do domu i będę się cieszyć tylko cudnymi wspomnieniami. Ale podejrzewam, że nie każdy taki jest, że nasze "zachowanie" może zostać komuś na długo w pamięci, a za razem i my ze swoimi "skarpetkami do sandałów".

PS. Właśnie skreśliłam wszystko co złe... Mieliśmy super wakacje z dziećmi, znajomymi, właścicielem, który dotrzymywał nam towarzystwa jednego wieczoru reperując bramę, sąsiadami dającymi pokazy akrobatyczne i wesołymi plażowiczami. Było fajnie...

2 komentarze:

  1. skoro zapominasz to po co ten post? w kazdym miejscu w wakacje znajdzie sie ktos kto sie zachowuje glosniej ale ja to rozumiem.Wkoncu sa wakacje nie licz na to ze wczasowicze pojda spac o 22.Jak Ci to przeszkadza to jedz do hotelu z prywatna plaza i juz problem z glowy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam kiedyś świadkiem, jak na plaży dzieci piłką przewróciły grilla, wszystko się wysypało, szczęśliwie na nikogo nie trafiło, a regulamin jest jasny. Ale przecież oni mieli wakacje, wolno im tak? Ja rozumiem, że w wakacje można sobie na więcej pozwolić, ale szanujmy siebie nawzajem.
      A jeśli chodzi o hotele, to owszem wybieram takie przystosowane dla dzieci, wiem, że tam one nie będą nikomu przeszkadzały, a i nie wpadnę w sam środek imprezy.

      Usuń