środa, 6 kwietnia 2016

Wara od mojego pięćset plus...!!!

Nie lubię tematów kontrowersyjnych, nie lubię komentować tego, co dzieje się w Polsce, nie lubię wychodzić przed szereg i narażać się na negatywne komentarze kogoś, kto ma skrajnie odmienne zdanie od mojego dlatego takie posty raczej nie pojawiają się na moim blogu. Jednak śledzę wiadomości, internety, fora i inne blogi i przyznam szczerze, że czasem aż się we mnie gotuje. Póki kłóci się ktoś tam, dotyczy to kogoś innego, obcego, jakoś udaje mi się trzymać emocje na wodzy. Tak trochę trzymać, bo z mężem nie raz dyskutujemy i emocje sięgają wtedy zenitu, ale z mężem mamy podobne poglądy na wiele spraw więc jest to raczej pełen nabuzowania komentarz rzeczywistości niż spór o racje. Gorzej, gdy na swej drodze spotkam kogoś, kto nie chce zaakceptować mojego zdania lub próbuje na mnie jakoś wpływać. Staram się gryźć w język choć nie zawsze jest to łatwe. No i ostatnio niestety byłam zmuszona powiedzieć wprost : Wara od mojego pięćset złotych na dziecko.

Może sam program jest słuszny, może obecna władza chciała dobrze, nie mnie to oceniać. Cokolwiek byśmy o nim nie mówili program wszedł w życie, nam się też należy to 500 złotych i zamierzamy się o nie ubiegać. Czy słusznie? Myślę, że słusznie, bo przecież miało być na drugie i każde następne dziecko (kiedyś na każde), a my dwójkę dzieci mamy. Pięćset jest pięćset, piechotą nie chodzi więc nie mam w planie z niego rezygnować. Wezmę, zrobię z nich pożytek, może odłożę na potem, nie wiem, ale wezmę. No i tutaj pojawia się dyskusja przy rodzinnym (i nie tylko) stole. Zazwyczaj oczywiście najwięcej do powiedzenia mają ci, co problem ich bezpośrednio, a czasem nawet pośrednio, nie dotyczy, ludzie, którzy o dzieciach nie mają pojęcia lub ci, którzy już dawno temu zapomnieli, jak to jest mieć dzieci, a wnuków jeszcze nie mają.

Jedni uważają, że skoro nie do końca zgadzamy się z programem, że skoro krytykujemy, że skoro nam się coś nie podoba, to nie powinniśmy po te pieniądze sięgać. Mało tego, przecież nie głosowaliśmy za obecnie rządzącymi, marudzimy i narzekamy, a po pieniądze od nich to chętnie sięgniemy. Ha, a gdzie zostało powiedziane, że jest to program pięćset plus na drugie i kolejne dziecko rodziców głosujących na partię rządzącą, no gdzie? Ma być na każde więc chyba i moje. Mam się unieść honorem i nie wziąć? Pięćset jest pięćset, a to przecież i tak idzie na dzieci. A skąd ja mam wiedzieć, jakie poglądy będą miały te moje dzieci jak dorosną? Może z wdzięczności za taką pomoc postanowią poróżnić się w tej kwestii z rodzicami. Taki na przykład Szanowny Małżonek i jego rodziciel mają skrajnie różne poglądy i żyją. Można? Można.

Inny uważają, że skoro zdecydowaliśmy się na dzieci jeszcze przed pomysłem 500 plus, że skoro do tej pory dawaliśmy sobie radę z ich utrzymaniem, że skoro nigdy nie narzekaliśmy, mamy na jedzenie, mieszkanie, czasem nawet na wakacje, to powinniśmy te pieniądze zostawić dla bardziej potrzebujących. Dzieci kosztują, nie ma co tego ukrywać, każdy to wie. Paradoksalnie, przynajmniej na początku, to pierwsze kosztuje więcej niż o drugie, na które ma przysługiwać pomoc. Gdy decydowaliśmy się na dzieci najpierw zastanowiliśmy się czy damy radę. Pewnie musiało by być bardzo źle, żebyśmy nie mieli tej dwójki, bo zawsze chcieliśmy, ale był moment zastanowienia, przekalkulowania. Nigdy nie braliśmy pod uwagę korzystania z żadnej pomocy, ale jak dają, to trzeba brać. Będzie nam lżej zapłacić za przedszkole albo za piłkę dzieciaków..., nie wiem, ale, po raz kolejny to powiem, program dotyczy każdego drugiego i kolejnego dziecka, każdej rodziny spełniającej ten warunek, a nie tych najbardziej potrzebujących. A to że mamy na utrzymanie, nie oznacza, że spada nam wszystko z nieba. Ciężko na o pracujemy, niejednokrotnie kosztem czasu dla rodziny, każdy, kto prowadzi własny biznes, wie, jak to jest więc może te pięćset złotych kupi nam parę godzin więcej razem.

Są też tacy, co wiedzą lepiej na co powinniśmy ten niewątpliwy majątek wydać. Jedni mówią o odkładaniu na konta, inni wydawaniu na bzdety, jeszcze inni doradzają wydać na siebie, bo przecież nam się należy. Hmmm, trudna decyzja... Ale podejmiemy ją my, a nie ciocia Gienia, która nawet nigdy nie spytała, jak sobie radzimy, a teraz przeżywa ten dobrobyt, który u nas zapanuje po otrzymaniu pięciuset złotych na drugie dziecko. Powiem tylko jedno, wydamy je bezpośrednio lub pośrednio na dzieci, bo mogę się nie zgadzać z wykonaniem rządowego projektu, ale z ideą się zgadzam..., to ma być pomoc dla rodzin wielodzietnych i tego się trzymajmy.

A tak naprawdę wniosku jeszcze nie złożyłam, nawet nie wiem jak wygląda w przeciwieństwie do niektórych moich znajomych, którzy mieli już wypełniony, gdy tylko pojawił się jego projekt. Mało tego, wcale się z tym nie śpieszę. Mówię tylko, że jako matka, gdy mam okazję polepszyć sytuację materialną naszej rodziny, to to zrobię..., legalnie, zgodnie z prawem, dzięki programowi właśnie do tego przygotowanemu. W mojej rodzinie jesteśmy jedynymi posiadaczami dzieci, u męża w rodzinie też nie ma tego za wiele. Prawie nikogo temat bezpośrednio nie dotyczy, a jednak pojawia się przy każdym spotkaniu i przy każdej rozmowie. Wszyscy są lepiej poinformowani, wiedzą lepiej i snują plany, jak to będzie, gdy dostaniemy pięćset złotych.Temat jak najbardziej gorący, a ja powoli mam go dość. Weźmiemy, wydamy, na co będziemy uważać za stosowne i będziemy się cieszyć póki program nie wykończy budżetu państwa. W końcu choć niewielki procent naszych podatków do nas wróci.