piątek, 8 kwietnia 2016

Zosia i Filip 2016: 11/52, 12/52, 13/52.

Znów gdzieś się zapodziała moja systematyczność, znów mi się zapomniało o zdjęciach tygodnia. Ba, zapomniało mi się nawet, że mam coś pisać, a czasem nawet zapominałam, że mam bloga. No cóż, ostatnie tygodnie spędziliśmy dość aktywnie. W zasadzie niewiele z tej aktywności wynikło, ale fakt jest faktem, że na internety, a tym bardziej na siedzenie przed laptopem zwyczajnie czasu brakowało. A jako że przyszła wreszcie wiosna i jakoś nic nie zapowiada by miała się gdzieś daleko wynieść, to może tak być coraz częściej. Do tego problemy zdrowotno-macierzyńsko-formalne czyli ciągle nie wyjaśnione sprawy z ZUS'em, praca, kłopoty z załatwieniem pozwolenia na budowę, trwający wieki remont w pracy, lekarze, dentyści, czasem zakupy i zostaje czasu w sam raz, żeby skorzystać z pogody, nacieszyć się dzieciakami, powietrzem, spacerami. Na internety niewiele co zostaje. Ale po co krakać, co będzie, to będzie, a na razie ostatnie trzy tygodnie w zdjęciach.

Tydzień 11.
Przedświąteczna nuda, jeszcze na dworze różnie, w domu pomysłów mnogość,czekanie na wiosnę.


Tydzień 12.
To już przede wszystkim święta i przeżywanie wszystkiego, co w święta się zdarzyło. Dla dzieci to niesamowite atrakcje, każdy dzień inny, każdy gdzieś indziej, od rana do nocy więc potem zrozumiałym jest, że ciężko im się odnaleźć w codzienności. Fifi do tej pory opowiada o piesku dziadka czy o spacerach po cmentarzu.


Ten tydzień to też wreszcie długo wyczekiwana piękna pogoda. Wreszcie można pobiegać po działce bez brodzenia w błocie i w końcu można pospać na dworze, na spacerze. Bez problemu możemy zrobić sobie dłuższą wycieczkę bez obaw, że na drugi dzień dzieciaki znów będą zagilane. No i wreszcie pojawia się upragnione słoneczko. Od razu widać po dzieciach, ze one też czerpią energię ze słońca.

Tydzień 13.
Istny wybuch wiosny. Nawet momentami lata, bo jednego dnia temperatury sięgały nawet 25 stopni. I choć końcówka pochmurna, to raczej nie ma już większych szans na powrót zimy. W ruch poszły lżejsze buty, bezrękawniki, wiatróweczki. Spacery, place zabaw, wycieczki. Już nie ma wymówek i trzeba się starać. Fifi większość dnia w przedszkolu spędza na podwórzu, ja już nie migam się przed zakupami z Zosią, ubieram butki i obie człapiemy. Popołudniami też nie ma przeproś, trzeba ruszyć tyłki i wychodzić z domu.


Wiosna i słońce ma jeszcze jeden, bardzo istotny plus. Piękne, barwne, ciekawe zdjęcia, z którymi ja osobiście będę miała problem, bo znów nie będę wiedziała, które mam wybrać.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza