poniedziałek, 30 stycznia 2017

Pokój dla chłopca i dziewczynki - jak to pogodzić?

Wielkimi krokami zbliża się czas, gdy będziemy musieli pomyśleć nad nowym łóżkiem dla Zosi. Trochę mnie to przeraża, bo już jeden Filip migrujący nocą po mieszkaniu przyprawia mnie o zawrót głowy, ale również dlatego, że pokój dzieci jest zwyczajnie nie największych rozmiarów. Nie wiem, jakim cudem, gdy ja byłam w liceum i zajmowałam ten sam pokój, wydawał mi się o wiele większy, a teraz za nic w świecie nie jesteśmy w stanie nic w nim upchnąć. Przyznam, że myślałam już o łóżku piętrowym, ale spadający ostatnio z wyrka Filip skutecznie mi ten pomysł wybił z głowy. Jedna jedyna myśl mnie pociesza i daje nadzieję na jakieś logiczne rozwiązanie, to to, że dzieci im większe, tym mniej potrzebują dodatkowych akcesoriów i spokojnie będziemy mogli pozbyć się kilku szafek. 

Jako, że od tematu raczej nie uciekniemy, z wytęsknieniem wyczekujemy babcinego urlopu, by dzieci gdzieś na całe dni wysłać i zabieramy się za robotę, bo przy okazji chcemy odświeżyć pokój, który swoje początki ma jakieś kilka miesięcy przed narodzinami Filipa i od tej pory nie był odnawiany. No i nie będę się oszukiwała, nie jest to wymarzony przeze mnie pokój dziecięcy. Urządzaliśmy go sami, pośpiesznie, bez jakiegoś przemyślenia, bez planu, bez ładu i składu. Nie jest zły... Moje mebelki przywiezione z domu rodzinnego pewnie posłużą nam nadal, ale ściany, podłogi czy dekoracje już krążą mi po głowie i nie dają spokoju. Poszukuję inspiracji, buszuję po internetach i już coś mi świta w głowie.

Po pierwsze, trzeba pomyśleć, jak pogodzić ze sobą dwa światy. Świat dziewczynki i świat chłopca. Ja sobie to wymyśliłam tak, że dzieciaki będą miały dla siebie po jednej ścianie. Jedna dla Zosi, jej łóżeczko, jej kolory, jej szafeczka z ubrankami, jej drobiazgi. Druga dla Filipa, z jego łóżkiem, jego szafką, jego zabawkami, jego naklejkami. Myślałam o specjalnych okleinach na meble, które nadadzą indywidualny charakter każdej ze stron. Podobny efekt dadzą nam tapety na ścianę, które delikatnie będą sygnalizowały, kto jest mieszkańcem tej części pokoju, ewentualnie o naklejkach, które tak strasznie ukochał sobie Filip. Dwie pozostałe ściany, które i tak w większości zajmuje okno i drzwi, będą neutralne i będą spinały ze sobą dwie tematyczne.
No i najważniejsze jest to, żeby każde miało swoją przestrzeń, ale również poczucie, że jest to ich, wspólny pokój.


Po drugie, zdecydowanie moim błędem do tej pory było przekonanie, że dziecięce rzeczy i akcesoria mają mieć swoje miejsce w pokoju dziecięcym. Tym sposobem na zabawki i zabawę pozostawało mało miejsca. W końcu jednak poszłam po rozum do głowy i doceniłam szuflady pod łóżkami, gdzie spokojnie zmieści się prócz pościeli cały majdan kocowy, gdzie można pochować bieliznę czy piżamki. Zrozumiałam, że wierzchnie ubrania dzieci mogą wisieć w naszej szafie w przedpokoju lub salonie, a kosmetyki pielęgnacyjne nie są już konieczne "pod samą ręką" i można się po nie przespacerować do łazienki, gdy są potrzebne. Tego typu działania pozwolą nam uzyskać trochę miejsca. Dodatkowo książeczki, które i tak czytamy tylko wieczorem, nie muszą być na niskich półkach, ale mogą sobie grzecznie czekać na półeczkach podwieszonych wyżej na ścianie, co daje jeszcze więcej wolnej podłogi. 
Prostota, niezagracenie, nieprzesycenie, tak zabawkami i meblami, jak i mnogością dekoracji, to jest to, co teraz siedzi mi w głowie.


Wiadomo, za bardzo nie chcemy szaleć, nie chcemy robić jakiejś spektakularnej rewolucji, bo mam nadzieję, że za czas jakiś dzieciaki doczekają się swoich pokoi, ale na wszelki wypadek wypada zostawić też trochę miejsca na ewentualne biureczko. Czas pędzi jak oszalały, Filip za chwilkę kończy 4 lata, już za chwileczkę, już za momencik mogą do naszego życia wkroczyć prace domowe i potrzebne będzie do tego zaplecze. Na razie mamy swój kącik kreatywny w salonie, ale on się ciągle rozrasta... 
A co do własnych pokoi, przyszłości, tego, co nas czeka... Tutaj, to dopiero moja wyobraźnia szaleje... Taka przestrzeń dla każdego z osobna... To jest marzenie...

PS.
Pamiętam, jak my w dzieciństwie wyjeżdżałyśmy na ferie lub wakacje i wracałyśmy do całkiem nowego, wyremontowanego przez rodziców pokoju. Zawsze byłyśmy bardzo podekscytowane, co tam zastaniemy i zawsze to była dla nas niespodzianka. Nie wiem, czy rodzicom też to sprawiało frajdę, ale my jako rodzice jakoś się cieszymy na takie zmiany. Musimy korzystać póki pozwalają nam na takie ingerencje, bo za czas jakiś wszystko może się zmienić.

2 komentarze:

  1. My już musieliśmy rozdzielić dzieciaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My na razie jeszcze o tym nie myślimy. Mam nadzieję, że jak przyjdzie ten czas, to będziemy już w innym miejscu, bo tutaj musielibyśmy zrobić prawdziwą rewolucję, żeby im wygospodarować oddzielne pokoje ;)

      Usuń